"Byki" znów na arenie

Chicago Bulls grają jak za swoich najlepszych lat. Wygrywając w poniedziałek w Atlancie z Hawks 107:82 koszykarze z "Wietrznego Miasta" po raz pierwszy od sezonu 1997/98 mają dodatni bilans zwycięstw do porażek (20-19) w tej fazie rozgrywek.

Nie ma Tracy'ego McGrady, nie ma problemu dla Houston Rockets. Koledzy poradzili sobie bez T-Maca, który nie mógł zagrać z powodu spraw rodzinnych, i pokonali Orlando Magic 89:78.

Reklama

"Byki" udanie rozpoczęły sezon 2002/03, od dwóch zwycięstw, ale potem szybko przyszły cztery porażki i od tego czasu koszykarze z Chicago zawsze byli "pod kreską". Bieżące rozgrywki podopieczni Scotta Skilesa również zaczęli fatalnie. Przegrali pierwszych dziewięć meczów z rzędu, a 14 z początkowych 17, jednak potrafili się podnieść. Od tego czasu notują bilans 17-5! - Nie myśleliśmy o tym 0-9 na początku sezonu. Po prostu wiedzieliśmy, że będzie lepiej. I jest - stwierdził Skiles.

Nieobecnego w ekipie z Houston Tracy'ego McGrady zastąpili Yao Ming (22 punkty) i Jon Barry (19, najwięcej w tym sezonie). "Rakiety" już do przerwy zapewniły sobie zwycięstwo nad drużyną z Orlando prowadząc 48:27. W tym czasie chiński center zdobył 16 punktów, trafiając 8 z 9 rzutów z gry.

Powracającego do Houston Steve'a Francisa, przywitała owacja fanów. - Jestem wdzięczny kibicom za przyjęcie. To dziwne uczucie grać przeciwko drużynie, w której się zaczynało i uczyło grać - powiedział obrońca, który przed sezonem trafił do Magic. W pierwszej połowie Francis nie był sobą, trafił tylko 1 z 8 z rzutów z gry, notując ponadto trzy straty. Po przerwie było już znacznie lepiej (8 z 16 z gry) i koszykarz zakończył mecz z 23 punktami, 10 zbiórkami i siedmioma asystami.

Drużyna Miami Heat ma najlepiej punktujący duet w lidze (Shaquille O'Neal i Dwyane Wade), a Philadelphii 76ers wystarczył jeden Allen Iverson. W poniedziałek mały snajper zdobył 45 punktów, dołożył 11 asyst i jego drużyna pokonała rywali 106:98. - Najważniejszą rzeczą było, aby wygrać ten mecz. To wszystko. Wyszedłem na parkiet i zrobiłem swoją robotę. Zagrałem dobrze, a moi partnerzy świetnie - powiedział najlepszy strzelec ligi.

Nie mają szczęścia do Target Center koszykarze Detroit Pistons. Mistrzowie NBA przegrali w poniedziałek ósmy mecz z rzędu w tej hali, tym razem 83:86. "Tłoki" walczyły jednak dzielnie biorąc pod uwagę fakt, że nie mógł zagrać lider zespołu kontuzjowany Richard Hamilton, a w 3,15 min meczu parkiet ze skręconą kostką opuścił Tayshaun Prince. W ciekawej końcówce najważniejszą akcją popisał się Eddie Griffin, który przy stanie 82:81 zablokował rzut Carlosa Arroyo. Drużyna z Detroit cały wieczór nie zgadzała się z decyzjami sędziów, ale ta sytuacja przelała czarę goryczy. - Zostaliśmy oszukani - grzmiał ich trener Larry Brown. - Piłka dotknęła obręczy. Tego już za wiele, to jakiś żart - dodał wzburzony.

Dobra gra w czwartej kwarcie Dariusa Milesa i Damona Stoudamire'a pozwoliła Partland Trail Blazers przełamać serię siedmiu porażek z rzędu z San Antonio Spurs. Ten pierwszy rzucił 14 ze swoich 21 punktów w ostatniej kwarcie, a drugi zdobył 23 "oczka", trafiając 5 z 6 za trzy. Równocześnie Trail Blazers przerwali serię sześciu porażek z rzędu.

Dallas Mavericks musieli w końcu kiedyś przegrać. Stało się to w poniedziałek w Staples Center. Pogromcami Mavs, po raz pierwszy od pięciu spotkań, zostali Los Angeles Clippers, którzy z kolei przerwali serię pięciu porażek.

Wspaniała druga połowa pozwoliła Wasgington Wizards pokonać Cavaliers w Cleveland. "Czarodzieje" w drugiej odsłonie rzucili aż 76 punktów (w pierwszej tylko 30 przy fatalnej skuteczności 9 z 35 z gry) i ostatecznie wygrali 106:97.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 24 stycznia

Dowiedz się więcej na temat: bilans | mecz | Chicago | koszykarze | houston | byki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje