"Byki" zatrzymały gwiazdy Heat i wygrały

W spotkaniu otwierającym serię między Chicago Bulls a Miami Heat w finale konferencji wschodniej NBA, gospodarze wznieśli się na najwyższy poziom i wykorzystali swoje wszystkie przewagi, pokonując rywali 103:82.

Bulls były lepsze w tzw. hustle plays, zebrali więcej piłek na tablicach (45:33), byli lepsi w punktach drugiej szansy (31:8), a ich ławka rezerwowych była skuteczniejsza od swoich vis-a-vis 31:8. W dodatku Derrick Rose rzucił 28 punktów i miał sześć asyst.

Reklama

Kolejnym kluczem do zwycięstwa było zatrzymanie Dwyane'a Wade'a i LeBrona Jamesa. Rzecz, która wydawała się niemożliwa sprawdziła się kapitalnie. Gwiazdy Heat zmuszone grać często w izolacji ułatwiały w ten sposób obronę "Bykom", którzy ograniczyli ich do 18 punktów D-Wade'a i 15 LBJ.

"Oni mają świetnych graczy u siebie w drużynie. Musieliśmy się upewnić, że nie będą mieli czystych pozycji i kontestować ich rzuty. Nie mogliśmy im pozwolić na wjazdy pod kosz. Wykonaliśmy dobrą robotę za każdym razem stając na ich drodze do kosza" - Derrick Rose

Świetne spotkanie za to rozegrał trzeci z Big3 - Chris Bosh. Ten najmniej doceniany gracz z wielkiego trio rzucił 30 punktów i przez długi czas trzymał Heat w grze. Decydująca okazała się trzecia kwarta, którą Bulls wygrały 24:15. Szczególnie imponujący był fragment, w którym w zaledwie 2 minuty i 14 sekund gospodarze rzucili 10 punktów nie tracąc żadnego.

"Nasza efektywność w obronie zaczęła się już w drugiej kwarcie, gdy do gry doszli nasi rezerwowi z dobrym naciskiem na piłkę i energią. To oni nas nakręcili. W drugiej połowie już wszyscy świetnie bronili" - Tom Thibodeau

Bulls wyłączyły z gry strzelców dystansowych Heat. James Jones, który był kluczowym graczem w pierwszym meczu serii z Celtics, tym razem zdołał oddać zaledwie 3 rzuty w ciągu 24 minut gry. Trafił z nich tylko 1. W drugą stronę natomiast to gospodarze byli świetni zza łuku. Zdobyli tak łącznie 30 punktów, z czego 4 razy trafił Luol Deng, a 3 Rose.

Jakby tego było mało kapitalną zmianę dał Taj Gibson, który swoimi dwoma wsadami rozgrzewał publiczność do czerwoności. Carlos Boozer: "Widzieliście jakie wsady zaliczył Gibson? To nas zainspirowało. Chciałbym znowu mieć 22 lata jak on. Jak on to robił, to poczułem jakbyśmy wszyscy to robili"

Bulls odniosły bardzo ważne zwycięstwo na starcie serii, ale jeśli go nie powtórzą w drugim meczu, to stracą przewagę własnego parkietu. A ona może być decydująca w walce o finał NBA. Spotkanie numer dwa już w środową noc.

Bulls: Derrick Rose - 28 (3x3, 6 as.), Luol Deng - 21 (4x3, 7 zb., 4 prz.), Carlos Boozer - 14 (9 zb.), Joakim Noah - 9 (14 zb.), Taj Gibson - 9 (7 zb.), Ronnie Brewer - 8, Omer Asik - 5, Keith Bogans - 3, C.J. Watson - 3 (5 as.), Kyle Korver - 3.

Heat: Bosh 30 (9 zb.), Wade 18, James 15 (6 zb., 6 as.), Chalmers 9, Bibby 4, Jones 4, Magloire 2, Anthony 0, Miller 0, Haslem 0, House 0, Howard 0.

Skrót meczu:

Więcej o NBA na blogu Piotra Zarychty

Dowiedz się więcej na temat: chicago bulls | Miami Heat | 'Gwiazdy'

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje