Bryant w cieniu Iversona

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, iż pozycja Philadelphii 76ers jako lidera ligi to nie przypadek? Jeśli tak to sceptykom i niedowiarkom zespół Larry`ego Browna wytrącił z rąk kolejny argument. Oto, 76ers odprawili z kwitkiem z hali First Union Center samych Los Angeles Lakers pokonując obrońców tytułu mistrzowskiego 112:97.

Znów niedoścignionym wzorem strzelca był Allen Iverson. Lider drużyny z Filadelfii wpakował rywalom 40 punktów okraszając swe statystyki 9 asystami i 3 przechwytami, przy ledwie 2 stratach w 40 minutowym występie. To siódmy mecz Iversona z ostatnich 11 i 12. w sezonie kiedy snajper z Miasta Braterskiej Miłości osiąga barierę 40 "oczek". Dla porównania, Kobe Bryant przebywając na parkiecie o minutę dłużej zdobył 18 punktów i sześciokrotnie gubił piłkę.

Reklama

Sukces gospodarzy jest tym cenniejszy, iż 76ers grali bez środkowych: kontuzjowanego Theo Ratliffa i zawieszonego przez ligę Matta Geigera. Larry Brown wystawił więc do gry przeciw Shaquille O`Nealowi "żółtodzioba" Nazara Mohammeda, występującego drugi sezon wśród zawodowców Todda MacCullocha oraz Jumaine Jonesa. Rotacyjna defensywa przeciw Shaqowi zdała egzamin - center "Jeziorowców" zdobył (29 punktów) tylko 2 "oczka" więcej od swej średniej w sezonie. - Nie mieliśmy dziś w składzie swych "dwóch wielkich" graczy, staraliśmy się więc grać jak najwięcej piłką - zdradził zamysł taktyczny bohater meczu - Allen Iverson.

Zobacz wyniki i zdobywców punktów w meczach z 14 lutego

Dowiedz się więcej na temat: Iverson | Woody Allen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje