Bez rewolucji w Phoenix Suns

Phoenix Suns po zeszłym sezonie szczerze mówiąc nie potrzebowali rewolucyjnych zmian w kadrze. Wydawało się, że zespołowi z Arizony bardziej trzeba stabilizacji i utrzymania dotychczasowego składu, by w końcu osiągnąć najwyższe cele.

Jednak po zatrudnieniu Steve'a Kerra na stanowisku generalnego menedżera pojawiło się wiele spekulacji dotyczących odejścia Shawna Mariona. "Matrix" jest obecnie najdroższym graczem "Słońc" i to było jego główną wadą. Miał zostać oddany gdzieś w zamian za zawodników z kończącymi się kontraktami, chodziło oczywiście o oszczędności. Blisko było trójstronnej wymiany, na mocy której Marion znalazłby się w Boston Celtics, a do Phoenix trafiłby sam Kevin Garnett. Marion odparł, że nie chce być "Celtem" i w efekcie wymiana nie doszła do skutku.

Reklama

Po całym zamieszaniu wokół osoby skrzydłowego nie było więcej poważniejszych doniesień na temat zmian zawodników Suns. Oczywiście poza zatrudnieniem Granta Hilla. Hill powinien być solidnym wzmocnieniem Suns i kto wie czy nie jest on brakującym elementem w mistrzowskiej układance. Sam zawodnik chyba pogodził się z tym, że nie będzie już kluczowym dla wyników drużyny graczem, mimo że ma szansę na występy w pierwszej piątce,, ale zdaje sobie sprawę z szansy na tytuł właśnie z Suns. Dlatego wybrał ich mniej korzystną ofertę finansową, a jeśli będzie chciał, będzie mógł przedłużyć kontrakt do sezonu 2008/09.

W zasadzie Hill to jedyny nowy gracz "Słońc", za to dużo większa ilość koszykarzy ze składu 2006/07 opuściła Arizonę. Jalen Rose, Jumaine Jones, Pat Burke - oni nie mają już ważnych umów z zespołem Suns i, przynajmniej na razie, nie zanosi się na to by mieli oni zostać w Phoenix. Do tego dochodzi Kurt Thomas, który został oddany do Seattle Supersonics oraz James Jones oddany do Portland Trail Blazers. Na razie kadra Suns liczy 12 koszykarzy i to tylko w optymistycznej wersji, zakładającej podpisanie kontraktu z młodym rozgrywającym DJ'em Strawberry.

Pierwsza piątka Phoenix Suns, ta sama od lat, wciąż prezentuje się bardzo dobrze. Zestawienie: Steve Nash, Raja Bell, Boris Diaw (bądź Hill), Shawn Marion, Amare Stoudemire pozwala myśleć o walce o najwyższe cele, jednak liderzy "Słońc" muszą się przygotować na grę po 35-40 minut w mecz, co, zwłaszcza w przypadku 33-letniego Steve'a Nasha, może na dłuższą metę być problemem. Na przyzwoitych zmienników, na razie, mogą liczyć jedynie Diaw, który będzie będzie grał wymiennie z Hillem, oraz Bell, za którego wchodzi rewelacyjny Leandro Barbosa. Możliwe jest, że Barbosa będzie dawał odpocząć zarówno Bellowi, jak i Nasowi, jednak większy kłopot trenerzy Suns mają w przypadku pozycji podkoszowych.

Należy jednak przypuszczać, że Steve Kerr zatrudni jeszcze jakiegoś weterana pod kosz, gdyż tam "Słońca" wyraźnie potrzebują wsparcia, bo jedynym rezerwowym wysokim jest... Sean Marks, a po nim nie należy oczekiwać wielkich dokonań na parkiecie. Być może do Phoenix trafi ten wolny agent, który zgodzi się grać za minimalne pieniądze. W grę wchodzą PJ Brown oraz Melvin Ely. Bardziej prawdopodobne jest zatrudnienie Browna, jednak nie da się ukryć, że Suns potrzebują obu tych zawodników.

Z pozostałych zawodników nie wymienieni zostali jeszcze, opórcz Marksa, Marcus Banks, Eric Piatkowski oraz Alando Tucker, oni powinni jednak odgrywać marginalne role w ekipie Mike'a D'Antoniego.

Ciężko oceniać czy obecny zespół Suns, choć się wiele nie różni, jest lepszy od zeszłorocznego. Na pewno po zatrudnieniu wysokiego gracza stanie się on pełniejszy, jednak już teraz kibice "Słońc" mogą z niecierpliwością oczekiwać startu rozgrywek 2007/08. Pytanie czy ich ulubieńcy ponownie rozpędzeni w sezonie zasadniczym zatrzymają się na ścianie o nazwie "Spurs", czy jednak tym razem wystarczy im doświadczenia, a przede wszystkim szczęścia by osiągnąć coś więcej?

Tomasz Sułka

Dowiedz się więcej na temat: cele | marion | Phoenix | Phoenix Suns

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje