51 punktów Jordana!

Z nawiązką zrewanżowali się Washington Wizards "Szerszeniom" z Północnej Karoliny za czwartkową porażkę 93:99 kończącą serię dziewięciu triumfów "Czarodziejów". 48 godzin po niefortunnym, przegrany meczu z Indianą Pacers, gdy Michael Jordan uciułał niechlubny rekord kariery sześciu punktów, lider ekipy Douga Collinsa zaaplikował drużynie z Charlotte 51 "oczek" i Wizards pewnie ograli gości w MCI Center 107:90.

Jordan grał jak w transie. Już w pierwszej kwarcie zdobył 24 punkty bijąc o "oczko" klubowy rekord zdobyczy snajperskiej w pierwszej odsłonie Bernarda Kinga z 1990. Po 24 minutach gry Jordan miał na swym koncie już 34 punkty, by zakończyć zawody z dorobkiem 51 punktów. Jordan trafił z akcji 21 z 38 odpalonych rzutów, 9 z 10 wolnych, skolekcjonował 7 zbiórek, 4 asyst, zgubił 4 piłki i to wszystko w 38 minut spędzonych na parkiecie.

Reklama

- Szczególnie w pierwszej kwarcie czułem się rewelacyjnie. Mój rytm i wyczucie gry było perfekcyjnie - przyznał 38-latek, któremu już tylko 60 punktów brakuje by stać się czwartym w dziejach graczem ligi (po Kareemie Abdul-Jabbarze, Karlu Malonie i Wiltcie Chamberlainie) z imponującym bagażem 30 tysięcy punktów w protokole.

Rekordowe w sezonie 21 punktów dla Wizards walczących wciąż bez Richarda Hamiltona zdobył inny z weteranów Hubert Davis, 12 i tyleż zbiórek było dziełem Jahidi White`a. Dla pokonanych 22 "oczka" zdobył wchodząc do gry z ławki Jamaal Magloire.

Wciąż problemów z organizacją gry nie mogą przezwyciężyć Philadelphia 76ers. Zespół niby ten sam (najistotniejsza zmiana: duet Lynch - Jones zastąpił doświadczony Coleman), rekonwalescenci powrócili na parkiet (Iverson, McKie, Snow) a tu efektów jak nie był tak nie ma. Z mizernej formy zeszłorocznych finalistów ligi skrzętnie skorzystali tym razem Utah Jazz, którzy swemu coachowi Jerry Slonaowi zafundowali w Delta Center 800. triumfu w karierze trenerskiej pokonując, mimo kiepskiej skuteczności (tylko 38 procent celności z gry) 76ers 89:81. Na początku drugiej odsłony po celnym rzucie Aarona Mckie goście z Miasta Braterskiej Miłości prowadzili jeszcze 26:21, lecz Jazz odpowiedzieli zrywem 18:4 i do końca nerwowego meczu utrzymali kilkupunktową przewagę. 20 punktów plus 17 zbiórek do protokołu po stronie gospodarzy zapisał Karl Malone. Lider drużyny Larry`ego Browna - Allen Iverson wrzucił przeciwnikom 21 punktów, ale trafił z gry tylko 7 z 25 rzutów. Nerwowa atmosfera starcia w Salt Lake City udzieliła się najmocniej Colemanowi, Blountowi i Marshallowi. Cała trójka nie doczekała finałowej syreny i została usunięta z parkietu za techniczne przewinienia.

Od zwycięstwa rozpoczął urzędowanie na stanowisku pierwszego szkoleniowca Chicago Bulls Bill Cartwright. "Byki" z siedmioma strzelcami z dziesięcioma i więcej punktami na koncie pokonały w swej United Center Clevelend Cavaliers 103:80 spychając do roli "czerwonej latarni" ligi Miami Heat (tylko 4 zwycięstwa, przy piątym Bulls).

- Ta drużyna jest gotowa wygrywać - powiedział trener debiutant, po przełamaniu przez zespół z Chicago serii ośmiu gier bez triumfu.

Zobacz wyniki meczów z 29 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: Washington Wizards | rekord | Jordan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje