46 punktów Iversona

Philadelphia 76ers dzielnie walcząc z kłopotami personalnymi i nadmiarem faulów pokonali Golden State Warriors 114:107 i osiągnęli wreszcie dodatni bilans (27 zwycięstw przy 26 porażkach).

W szeregach ekipy z Miasta Braterskiej Miłości zabrakło znów borykającego się z kontuzją lewej kostki Aarona McKie oraz zawieszonego przez ligę Dericka Colemana. Już w połowie finałowej odsłony szóste przewinienie "zarobił" Speedy Claxtona, a na wykluczenie zapracował dwoma technicznymi Dikembe Mutombo i Larry Brown miał do swej dyspozycji ledwie siedmiu graczy. Na szczęście na placu boju pozostali Allen Iverson oraz Eric Snow i obaj panowie pospołu utrzymali przewagę gospodarzy wypracowaną w trzeciej odsłonie wygranej (36:25). Supersnajper z Filadelfii po raz 38. w karierze i 5. w sezonie przekroczył barierę 40 punktów aplikując rywalom 46 "oczek" z czego 15 w decydującej trzeciej kwarcie trafiając z pola gry 14 z 36 rzutów. Snow, mimo iż już w pierwszej kwarcie miał na koncie trzy przewinienia i pojawił się na parkiecie dopiero po przerwie uzbierał 11 zbiórek 12 asyst i 6 punktów.

Reklama

- No cóż może nie graliśmy zachwycająco, ale liczy się efekt. Wolę grać słabo i wygrać niż przepięknie i przegrać - wyłuszczył swą filozofię Iverson.

Wśród aż sześciu graczu z Oakland z dorobkiem powyżej 10 punktów, najwięcej (18) zdobył Danny Fortson.

Od mocnego akcentu rozpoczął swe występy w trykocie Bulls z numerem piątym, jeszcze 48-godziny temu gracz Indiany Pacers, Jalen Rose. 29-letni skrzydłowy, który zmienił barwy klubowe w zamian za Branda, Arstesta i Millera w 44-minutowym meldunku na parkiecie zdobył 36 punktów i "Byki" pokonały w United Center New York Knicks 113:109. Rose trafił z pola gry 13 z 24 rzutów i pomógł swemu nowemu klubowi zniwelować w finałowej kwarcie 16-punktowy deficyt. Bill Cartrwright zasadniczo przemeblował swą pierwszą piątkę. Prócz Rose`a w wyjściowym składzie zameldowało się aż trzech debiutantów: Tyson Chandler, Trenton Hassell oraz Eddy Curry i młokosi nie zawiedli kolekcjonując wspólnie 51 punktów i 32 zbiórki! Gdy dodamy do tego absencję Fizera, Oakley`a i Eddie Robinsona, oraz doskonałą dyspozycję strzelecką duetu Sprewell (30 punktów) - Houston (34) to zwycięstwo Bulls uznać trzeba za duży sukces.

Ben Wallace zdobył 11 ze swych 14 punktów w czwartej kwarcie, Damon Jones wchodząc do gry z ławki dodał 17 i Detroit Pistons pokonali w swej The Palace of Auburn Hills Washingto Wizards osłabionych brakiem kontuzjowanego Michaela Jordana 97:90. Jordan nie pofatygował się na wyprawę do Detroit i pozostał w Waszyngtonie by leczyć swe obolałe prawe kolano. W ekipie Ricka Carlisle`a zabrakło natomiast Cliffa Robinsona, który ma kłopoty z prawem po tym jak zasiadł za kierownicą swego samochodu pod wpływem alkoholu.

Zobacz wyniki meczów z 20 lutego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje