281 punktów w starciu Pacers - Mavs!

Co za spektakl zafundowali widzom zgromadzonym w Conseco Field House koszykarze Indiany Pacers i Dallas Mavericks! Mimo ponad setki oddanych rzutów, 14 celnych trafień zza łuku 7,24 metra, siedmiu graczy ze zdobyczą snajperską ponad 10 punktów i rekordu punktowego hali podopieczni Isiaha Thomasa, ku rozpaczy ponad 20 tysięcy kibiców ulegli po dwóch dogrywkach gościom 140:141.

Po 58 minutach porywającego widowiska zwycięstwo ekipie z Teksasu zapewnił dopiero na 3,6 sekundy przed końcową syreną Dirk Nowitzki pewnie egzekwując dwa rzuty wolne. 5 sekund wcześniej, przy jednopunktowym prowadzeniu Pacers 140:139, w podobnej sytuacji dwukrotnie ręka zadrżała Jonathanowi Benderowi. Skrzydłowy z Indianapolis próbował się zrehabilitować równo z syreną końcową, lecz jego rzut chybił celu.

Reklama

- To najdzikszy mecz w jakim brałem udział. Moja radość byłaby 10 razy większa gdyby udało nam się wygrać to spotkanie - wyznał Bender, który w ostatniej zagrywce meczu starał się wystąpić w roli egzekutora zastępując odciętego od podania Reggoe Millera.

- Reggie nie miał prawa otrzymać tej piłki. Był podwojony i wściekle naciskany - chwalił obronę swego zespołu Don Nelson. 38 punktów (plus 17 zbiórek) dla zwycięzców ustrzelił Nowitzki, który przebywał na parkiecie aż 53 minuty. Tylko minutę na ławce rezerwowych spoczął Michael Finley - zdobywca 31 punktów.

- Wystarczyło wykorzystać rzuty wolne, nie zrobiliśmy tego - mówił z goryczą najskuteczniejszy wśród pokonanych Jalen Rose nawiązując nie tylko do "pudła" Bendera, ale również niecelnych rzutów Jammala Tinsley`a, które mogły zakończyć potyczkę już po pierwszej dogrywce.

Michael Jordan w pierwszych 24 minutach starcia swych Wizards z Toronto Raptors oddał na kosz rywali 5 rzutów z czego tylko jeden był celny i schodził do szatni z mizernym dorobkiem 3 punktów. W drugiej części gry "Air" trafił 9 z 16 rzutów i poprowadził "Czarodziejów" do zwycięstwa 99:94. Vince Carter mimo iż wygrał pojedynek snajperski z Jordanem (29 "oczek") zawiódł sromotnie w decydujących chwilach zdobywając w finałowej kwarcie tylko punkty.

- Naszym celem była agresywna gra na atakowanej tablicy. Ich wysocy graczy skupili się na powstrzymywaniu Jordana I Hamiltona, a my zbieraliśmy piłki - skomentował 50 zbiórek Wizards przy raptem 27 rywali Doug Collins.

Zobacz wyniki meczów z 5 lutego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje