Szybko biega, choć nie ma nóg

Jeśli specjaliści udowodnią, że protezy rzeczywiście dają mi przewagę, pogodzę się z ty, bo przecież wszyscy powinni mieć równe szanse. Do biegania wtedy raczej bym nie wrócił - powiedział "Rzeczpospolitej" Oscar Pistorius, który chce rywalizować z najlepszymi na 400 m, choć nie ma nóg.

21-letni dziś Oscar z RPA urodził się bez kości strzałkowych, więc rodzice zdecydowali się na obcięcie mu nóg (gdyby tego nie zrobili poruszał by się wyłącznie na wózku). Poruszanie się przy pomocy protez opanował do tego stopnia, że został zawodowym biegaczem. Podczas ostatniego mityngu Złotej Ligi w Rzymie na 400-m osiągnął 46,90 s (jego rekord to 46,34).

Reklama

Biegaczem Oscar postanowił zostać, gdy wygrał wyścig z ojcem na plaży. - W szkole nienawidziłem biegać do tego stopnia, że fałszowałem zwolnienia od rodziców - zwierza się "Rz".

Pistorius nie zgadza się z zarzutami, że nowoczesne protezy (jedna kosztuje 17 tys. dolarów) dają mu handicap w walce z "normalnymi" biegaczami. - Wypisują o tym bzdury, a moje protezy to nie sprężyny. "Oddają" mi tyle energii, co bieżnia pełnosprawnym. Nieprawdą jest też, że mam dłuższy krok od konkurentów - tłumaczy Pistoriu i porównuje, że jego krok w Rzymie wynosił 2,315 m i był krótszy od zwycięzcy Stefano Bracioli (2,48 m).

- Że w protezach się nie odkłada kwas mlekowy, to już nie moja wina. Odkłada się za to gdzie indziej - zapewnia Oscar.

Rzeczpospolita/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: m | Oscary | protezy | Oscar Pistorius

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje