Pół wieku temu złamał barierę 10 sekund na 100 m

Wtorek, 22 czerwca 2010 (07:41)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Pół wieku temu, w Zurychu niemiecki sprinter Armin Hary, zwany "białą błyskawicą" przebiegł - jako pierwszy na świecie - 100 m w 10 sekund, ustanawiając rekord świata, lepszy o jedną dziesiątą sekundy od wyniku Amerykanina Charlesa Tidwella.

Okoliczności tego wydarzenia były szczególne. Organizatorzy mityngu Weltklasse w Zurychu długo musieli namawiać Hary'ego na start w ich zawodach, bowiem Niemiec... odpoczywał przed zbliżającymi się igrzyskami olimpijskimi w Rzymie. W końcu, w ostatniej chwili pojawił się na stadionie Letizgrund.

Wysoki (182 cm) sprinter znany był ze swego błyskawicznego startu, choć jego oponenci twierdzili, że za często "wpadał w strzał" startera. I tym razem w Zurychu było podobnie. Hary, jak przystało na "białą błyskawicę" (biegał w białym stroju) wyprysnął z bloków pierwszy i osiągnął metę w niewiarygodnym czasie 10 s. Stopery sędziów zatrzymały się na 9,9, 9,9 i 10,0.

Reklama

Tymczasem starter oznajmił, że Niemiec popełnił falstart, a on nie mógł zatrzymać biegu, bo mu się zaciął pistolet. Hary szalał. Zażądał powtórzenia biegu, ale do tego potrzeba było zgody co najmniej dwóch rywali. Znalazł chętnych w osobach rodaka Juergena Schuettlera i Szwajcara Heinza Muellera. Ich przykład zachęcił innych. W powtórzonym biegu, z innym starterem, znowu wygrał Hary, a stopery pokazały czasy 10,0, 10,0, 10,1. Po siedmiu minutach obrad jury rekord świata uznano.

Armin Hary, jako pierwszy człowiek dotarł do granicy 10 s w biegu na 100 w oficjalnych zawodach. 23-letni lekkoatleta (ur. w 1937 r. w kraju Saary) był u szczytu sławy. Rok 1960 był dla niego znakomity. W rzymskich igrzyskach olimpijskich triumfował na 100 m z czasem 10,2, natomiast w sztafecie 4x100 m Niemcy dostali złoty medal, bo goniący ich zaciekle Amerykanie przekroczyli strefę zmian i zostali zdyskwalifikowani. Zwycięska sztafeta Niemiec (notabene w Rzymie startowała wspólna reprezentacja RFN i NRD) wyrównała rekord świata rezultatem 39,5.

Sukcesy Hary'ego nie wzięły się z niczego. Dwa lata przed igrzyskami, w mistrzostwach Europy 1958 r. w Sztokholmie także wygrał "setkę" i miał złoty medal w sztafecie 4 x 100 m.

Poza tym, że lubił wpadać w strzał startera i robił to perfekcyjnie Hary kochał także... pieniądze. To on zawarł jednocześnie dwa kontrakty sponsorskie z Adidasem i Pumą na używanie ich kolców. Po wygraniu finałowego biegu na 100 m w Rzymie, a przed ceremonią dekoracji medalami, zdjął jedne, a założył drugie pantofle, co wówczas było zabronione. Za to Niemiecki Związek Lekkoatletyczny - DLV zdyskwalifikował go w 1961 r.

Także w 1961 r. Hary miał wypadek samochodowy, w którym doznał poważnego urazu kolana, ale ponieważ był ubezpieczony, "wydębił" od firmy ubezpieczeniowej 200 000 marek. Wkrótce zakończył karierę. Jeszcze raz było o nim głośno w 1980 r., gdy niemiecka prasa poinformowała, że zdefraudował na niekorzyść niemieckiej organizacji katolickiej 3,2 miliona marek. Skazano go za to na 18 miesięcy więzienia, choć Sąd Najwyższy złagodził tę karę. Te dość bulwersujące zdarzenia z jego życia nie miały wpływu na przyznanie mu zaszczytnego tytułu niemieckiego "Biegacza Tysiąclecia".

Spośród Polaków tylko Marianowi Woroninowi udało się - 9 czerwca 1984 r. w Warszawie (podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego) przebiec 100 m w 10 sekund. Był to wówczas rekord Europy, a do dziś jest rekordem Polski.

Artykuł pochodzi z kategorii: Lekkoatletyka

INTERIA.PL/PAP
Więcej na temat:Niemiec | rekord świata | rekord | m