Małachowski: Stresowałem się jak dziecko

Piotr Małachowski, który wygrał eliminacje do wtorkowego konkursu rzutu dyskiem 13. mistrzostw świata przyznał, że stresował się jak dziecko. Obrońca tytułu Niemiec Robert Harting był piąty. Obaj lekkoatleci są po kontuzji, obaj chcą w Daegu zdobyć złoto.

- Stresowałem się jak małe dziecko. Dawno nie rzucałem na zawodach, więc na pewno przez to stres był większy. Ale udało się. Nie uzyskałem minimum, jednak miałem dwa w miarę poprawne rzuty i jest dobrze - ocenił Małachowski (WKS Śląsk Wrocław), który uzyskał wynik 65,48.

Reklama

Jak zaznaczył, w decydującej rozgrywce będzie zupełnie inaczej. "Przede wszystkim finał jest wieczorem, a więc będzie można się wyspać. Eliminacje są najgorsze i jak to określił Szymon Ziółkowski, nawet starym dinozaurom ciężko jest je przebrnąć" - powiedział wicemistrz olimpijski i świata.

O 55 cm bliżej od niego rzucił Harting, ale oddał tylko dwie próby. Z ostatniej zrezygnował.

- Zrobiło się ciepło i postanowiłem zejść z płyty stadionu, by jak najwięcej energii zachować na wtorkowy finał. Z doświadczenia wiem, że 64 metry wystarczą do awansu, więc nie było sensu dalej rzucać. Nie rozumiem tylko, dlaczego minimum zostało ustalone na tak wysokim poziomie - powiedział Niemiec.

Zdziwiony tym był również Małachowski. - Ciężko uzyskać komukolwiek to minimum. Przede wszystkim dlatego, że było bardzo wysokie. 65,50 to jest bodajże piętnasty wynik na świecie - wspomniał podopieczny trenera Witolda Suskiego. Przyznał, że ani przez chwilę nie myślał, by po pierwszej próbie na odległość 64,22 opuścić stadion.

- Rozumiem zawodników, którzy to zrobili, bo każdy wiedział, że nie będzie trzeba wcale daleko rzucić. Ja mało w tym sezonie startowałem, wykonałem parę rzutów na treningach, więc tutaj te trzy próby się przydały - zaznaczył.

I Harting, i Małachowski przygotowań do sezonu nie mieli w tym roku łatwych. Podoficer zawodowy w 2. Batalionie Dowodzenia Śląskiego Okręgu Wojskowego, mistrz Europy, jesienią poddał się operacji przepukliny. Potem doznał kontuzji kolana, a doszedł jeszcze ból pleców. Z kolei Niemiec narzekał na dolegliwości w kolanie; długo w ogóle nie trenował, brał zastrzyki.

- W walce o medal kolano na pewno nie będzie problemem. Na tę część nie mam zamiaru zwalać. Bolało jeszcze niedawno, ale teraz jest już w porządku. Codziennie dostaję zastrzyki - wyjawił Harting.

Niemiec jednak wątpi w to, by powtórzyła się historia z Berlina w 2009 roku. Tam do ostatniej serii prowadził Małachowski, który ustanowił wówczas rekord Polski - 69,15. W ostatniej kolejce wyprzedził go Harting i cieszył się ze złota.

- Dwa lata temu było coś całkowicie innego. Przede wszystkim na stadionie prawie wszyscy mi kibicowali, trybuny pełne były niemieckich fanów, również presja, jaka na mnie ciążyła była znacznie większa. Tutaj wszyscy jesteśmy gośćmi, więc i konkurs będzie prawdopodobnie inaczej wyglądał. Motywować muszę się bardziej sam. Trzeba sobie i z tym poradzić - zaznaczył.

Niespodzianką jest brak w finale wicemistrza olimpijskiego Węgra Zoltana Kovago, który ma najlepszy w tym roku wynik na świecie 69,50. W eliminacjach uzyskał jedynie 62,16 i uplasował się na 15. miejscu.

- Szkoda mi go, to bardzo fajny facet, przyjaciel na rzutni. Wiadomo, że z drugiej strony, to dobrze iż odpadł, bo jest mocny, jednak jako osoba - jest dla mnie super kolegą i żal mi go bardzo. No cóż, taki jest sport. Może Zoltan będzie miał więcej szczęścia za rok, w igrzyskach w Londynie - powiedział Małachowski.

Początek finałowej rozgrywki o godz. 12.55 czasu polskiego we wtorek 30 sierpnia.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama