Lekkoatletyczne MŚ: Małachowski w dobrym stylu awansował do finału

Wicemistrz olimpijski i świata Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław) wygrał w poniedziałek kwalifikacje do wtorkowego finału rzutu dyskiem mistrzostw świata w koreańskim Daegu. Udanie rywalizację w siedmioboju rozpoczęła Karolina Tymińska (SKLA Sopot).

Małachowski, mistrz Europy z Barcelony, nie uzyskał wprawdzie wymaganej odległości kwalifikacyjnej 65,50, ale nie udało się to nikomu. Podopiecznemu Witolda Suskiego zabrakło jedynie dwóch centymetrów.

Reklama

"Potwornie się stresowałem i cieszę się, że te eliminacje są już za mną. W nocy nie mogłem nawet spać. Dobrze, że finał jest wieczorem, pogoda inna i wyspać się można" - powiedział dyskobol, podoficer zawodowy w 2. Batalionie Dowodzenia Śląskiego Okręgu Wojskowego.

Tymińska, która wcześniej zapowiadała tutaj walkę o medal, już w pierwszej konkurencji, biegu na 100 m przez płotki, aż o 0,23 s poprawiła rekord życiowy wynikiem 13,12 i była czwarta w klasyfikacji generalnej. W skoku wzwyż, który zakończył przedpołudniową sesję, uzyskała 1,74 i spadła na 13. lokatę, ale do trzeciego miejsca traci jedynie 84 pkt.

W eliminacjach biegu na 3000 m z przeszkodami udział zakończył Łukasz Parszczyński (Podlasie Białystok). Podopieczny Marka Jakubowskiego w swojej serii był ostatni (dwunasty) z czasem 8.44,09, znacznie odbiegającym od rekordu życiowego 8.15,47 (8 lipca 2011).

"Nie wiem co się stało. Muszę wszystko na spokojnie przeanalizować z trenerem i wtedy będę mądrzejszy" - powiedział.

W popołudniowej sesji, w finale rzutu młotem (początek o godz. 12.15 czasu polskiego) wystąpią Paweł Fajdek (Agros Zamość) i Szymon Ziółkowski (AZS Poznań); dziesięć minut później na skocznię wyjdą tyczkarze - Paweł Wojciechowski, Łukasz Michalski (obaj WKS SL Zawisza Bydgoszcz) i Mateusz Didenkow (SKLA Sopot). O finał 400 m powalczy z kolei Marcin Marciniszyn (WKS Śląsk Wrocław).

Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław, dysk, awans do finału): "W nocy ze stresu nie mogłem spać. Strasznie się denerwowałem tymi eliminacjami i cieszę się, że mam to już za sobą. Wczesna pora i te temperatury na pewno nie sprzyjają rywalizacji, poza tym minimum kwalifikacyjne było bardzo wysokie (65,50). Szkoda mi Węgra Zoltana Kovago, któremu nie udało się awansować do finału. To mój dobry kolega i zawsze mu dobrze życzę".

Łukasz Parszczyński (Podlasie Białystok, 3000 z przeszkodami, odpadł w eliminacjach): "Nie wiem co się stało. Nie mogłem po prostu biec. Treningi przed mistrzostwami wskazywały na to, że powinno być dobrze. Na rozgrzewce czułem się również nieźle, ale jak przyszło do rywalizacji, sparaliżowało mnie. Nie miałem siły. Może przez pogodę? A może zbyt późno zszedłem z gór i zabrakło trochę czasu?

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje