Korzeniowski: Jestem dumny z Grześka Sudoła

Grzegorz Sudoł (AZS AWF Kraków) z powodu kontuzji nie ukończył w koreańskim Daegu chodu na 50 km w 13. mistrzostwach świata. Mimo wszystko z postawy wicemistrza Europy zadowolony i dumny jest zdobywca czterech złotych medali olimpijskich Robert Korzeniowski.

- Jestem bardzo zadowolony z postawy Grześka. Poszedł mądrze taktycznie, pokazał, że potrafi zachować się odpowiednio w peletonie, odpowiadać na to, co się dzieje na trasie. Niestety, zdrowie mu nie pozwoliło na to, by walczyć tu o wysokie lokaty. Teraz powinien przede wszystkim wypocząć i dobrze wyleczyć kontuzję - ocenił trzykrotny mistrz świata (1997, 2001, 2003).

Reklama

Korzeniowski, po tym co zobaczył w Daegu, jest spokojny o przyszłoroczną rywalizację w igrzyskach olimpijskich w Londynie.

- Jeżeli będzie tak realizował założenia taktyczne i zdrowie mu pozwoli, to może nas czekać coś dobrego. Nawet jeśli będzie piąty czy szósty, ale podobnie będzie się zachowywał na trasie, to też będę z niego równie dumny - zaznaczył.

Zdaniem Korzeniowskiego, przyczyną kontuzji Sudoła jest zbyt krótki okres odpoczynku po zeszłorocznych mistrzostwach Europy.

- Grzesiu musi brać pod uwagę, że nie ma jednak 25, a 33 lata. Teraz trzeba lepiej grać pomiędzy wypoczynkiem a treningiem. Ostatnie dwa miesiące były kapitalne. Wydawało się, że kontuzja została wyleczona, realizował w stu procentach plan, ale niestety, w Daegu się nie udało - wspomniał.

Rafał Fedaczyński (AZS AWF Katowice) za nieprawidłowy chód został przez sędziów zdyskwalifikowany.

- On musi jeszcze troszeczkę przepracować kwestię techniczną. Musi więcej startować za granicą. Trzeba być bardziej otwartym na uwagi krytyczne i to wszystkich, nie tylko swojego, własnego trenera. Rafał wie doskonale co musi poprawić i tyle - uważa Korzeniowski.

Zaznaczył, że w polskiej ekipie brakuje spójności. - Jak patrzymy na Rosjan, to widzimy transfer wiedzy, nieważne, który to jest zawodnik, kto go trenuje. Jest jeden model techniczny i taktyczny. Uważam, że w naszej ekipie potrzeba więcej spójności, jeżeli chodzi właśnie o ten element. Jest trener Ilja Markow, znakomity technik. Myślę, że gdyby Rafał więcej z nim pracował, nie miałby takich problemów tego typu - ocenił.

Z uznaniem mówił o Rafale Sikorze (AZS AWF Kraków), który jako jedyny z Polaków ukończył rywalizację. 24-letni zawodnik zajął trzynaste miejsce.

- Bardzo się cieszę, że polska flaga była na mecie. Sikora jeszcze musi bardzo wiele pracować. Pokazał charakter i wytrzymał warunki pogodowe. To było dla niego olbrzymie doświadczenie. Nie czarujmy się jednak, póki co nie będzie on nawiązywał walki o medale. Większe nadzieję pokładam w korekcie techniki u Fedaczyńskiego i w rekonwalescencji Sudoła - przyznał Korzeniowski.

Dla dwukrotnego mistrza Europy rywalizacja na 50 km była bardzo interesująca. - Jedna z najciekawszych w ostatnich latach. Przebieg był bardzo pouczający, szczególnie dla tych, którzy podchodzą do tego dystansu ze sportową arogancją, brakuje im pokory względem rywali, klimatu, techniki. Rosjanie pokazali tutaj na wszystkich dystansach, że potrafią nie tylko trenować i startować u siebie, ale i osiągać wyniki w najważniejszych imprezach. Ci co nadawali ton na początku, nie odegrali potem żadnej roli - przypomniał.

Rywalizację na 50 km w chodzie sportowym wygrał Rosjanin Siergiej Bakulin w czasie 3:41.24. Za nim uplasowali się jego rodak Denis Niżegorodow - 3:42.45 i Australijczyk Jared Tallent - 3:43.36. Rafał Sikora (AZS AWF Kraków) zajął 13. miejsce wynikiem 3:50.24. Jego klubowy kolega, jeden z faworytów Grzegorz Sudoł z powodu kontuzji na 32. kilometrze musiał opuścić trasę. Natomiast za nieprawidłowy chód zdyskwalifikowany został Rafał Fedaczyński (AZS AWF Katowice).

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje