Korzeniowski: Bez oddawania medali

Trzykrotny mistrz olimpijski w chodzie Robert Korzeniowski uważa, że nie ma mowy o pozbawieniu medali amerykańskich sportowców startujących w igrzyskach w Seulu.

- Uważam, ze nie powinni oddawać medali olimpijskich, dlatego, że medale oddaje się na podstawie jakiś werdyktów prawnych - powiedział jeden z najbardziej utytułowanych sportowców w naszej historii.

Reklama

- Jeżeli w tym wypadku nie złamali prawa i jeżeli nawet korzystali z jakiś furtek, to trudno. Tych medali na pewno oddawać nie powinni.

W połowie kwietnia doktor Wade Exum, były szef kontroli antydopingowej w Amerykańskim Komitecie Olimpijskim (USOC), ujawnił, że w latach 1988-2000 ponad stu sportowców z tego kraju startowało w zawodach, mimo wykrycia u nich stosowania dopingu. W grupie tej znalazło się 19 medalistów olimpijskich, w tym m.in. Carl Lewis, który w czterech igrzyskach zdobył w sumie dziewięć złotych medali.

- Inną kwestią jest moralne rozstrzyganie tego, czy wykorzystywali te furtki świadome czy też te furtki zostały potem stworzone, po to żeby ich bronić dlatego, że nieświadomie użyli substancji pochodnych efedryny - stwierdził Korzeniowski. - Ja rozumiem działanie tego środka i na pewno on nie pomógł Carlowi Lewisowi w zdobyciu złotego medalu olimpijskiego.

Korzeniowski, którego w sierpniu czeka start w lekkoatletycznych MŚ w Paryżu, potwierdził, że zamierza zakończyć karierę po igrzyskach Ateny 2004. - W lipcu skończę 35 lat, jedynym celem, który mnie motywuje to następne igrzyska. W życiu jest właściwy czas na wszystko - trzeba odwrócić stronę i zająć się czymś innym - wyjaśnił zawodnik, dodając, że w stolicy Grecji wystartuje tylko na 50 km. - W Atenach chciałbym się pożegnać ze zlotym medalem na 50 km. Startując na dwóch dystansach ryzykowałbym medale innego koloru.

INTERIA.PL/RMF
Dowiedz się więcej na temat: Korzeniowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje