Kamila Chudzik: Jakbym spadła z kosmosu

"Czuję się jakbym spadła z kosmosu, nic do mnie nie dociera" - oznajmiła szczęśliwa Kamila Chudzik (AZS AWFiS Gdańsk), wychodząc ze Stadionu Olimpijskiego w Berlinie, na płycie którego wywalczyła w niedzielę wieczorem w siedmioboju brązowy medal 12. lekkoatletycznych mistrzostw świata.

- Jadąc do Niemiec marzyłam o tym, by znaleźć się w ósemce. Medal nawet przez myśl mi nie przeszedł - przyznała niespełna 23-letnia podopieczna Sławomira Nowaka.

Reklama

I to właśnie swojemu trenerowi zadedykowała swój pierwszy medal mistrzostw świata. - To jemu zawdzięczam ten krążek. Włożył w moje szkolenia bardzo dużo pracy i się opłaciło - podkreśliła.

Od samego początku rywalizacja układała się po myśli Chudzik. Podczas dwudniowej rywalizacji poprawiła dwa rekordy życiowe - w pchnięciu kulą (15,10) i na 200 m (24,33), jeden wyrównała - w skoku w dal (6,55), a w biegu na 100 przez płotki uzyskała swój najlepszy wynik w sezonie (13,50).

Przed ostatnią, nie najmocniejszą konkurencją Polki - biegu na 800 m - miała 171 punktów straty do Brytyjki Jessiki Ennis i 102 punkty przewagi nad mistrzynią olimpijską Ukrainką Natalią Dobrynską.

- Trener powiedział mi tylko, że mam pobiec jak najszybciej. Wiedziałam, że mam ok. 7 sekund przewagi, a w przeliczeniu jest to ok. 50 m. Nikogo miałam się nie trzymać, ani pilnować, miałam tylko patrzeć na zegar i kontrolować swój czas - wspomniała o taktyce.

Czy miała w Berlinie chwile zawahania? - Nie, tak naprawdę ich nie miałam. Troszeczkę się zmartwiłam po rzucie oszczepem, bo liczyłam na lepszy rezultat, gdzieś w okolicach 50 m (uzyskała - 48,72), ale jakieś magnesy były w trawie i przyciągały grot za szybko - śmiała się wyjaśniając.

Przełomowym momentem był skok w dal. W ostatniej, trzeciej próbie wyrównała rekord życiowy z mistrzostw Polski z Bydgoszczy - 6,55 i z czwartej znalazła się na drugiej pozycji.

- Nagle uwierzyłam w medal. Wygrałam konkurs i uzyskałam bardzo dobry wynik - powiedziała i przyznała, że przed rywalizacją na 800 m "denerwowałam się, bo ten dystans nie jest moim ulubionym".

Siedmiobój nie należy do najłatwiejszych konkurencji, a dodatkowo treningi pochłaniają większą część dnia. - To prawda. Trenuję dwa razy dziennie, piątek, świątek czy niedziela, ale lubię to - potwierdziła.

Z siedmiu konkurencji najmniej lubi właśnie ostatnią - 800 m i w niej widzi największe szanse na poprawę.

- Tutaj jeszcze odstaję od czołówki, ale myślę że wszystko da się nadrobić. To moja pięta achillesowa i trener Nowak trochę się denerwuje, że nie może mnie doprowadzić do lepszych wyników - oceniła i przypomniała, że "wychował przecież rekordzistę świata na tym dystansie Wilsona Kipketera, a mnie jakoś nie może zmusić do biegania".

- Jestem jeszcze młodą zawodniczką, więc wszystko przede mną. Może kiedyś będziemy mówić o Królowej Kamili? Kto wie... - zakończyła z uśmiechem na twarzy.

Z Berlina - Marta Pietrewicz

Czytaj także:

MŚ: BRĄZOWY MEDAL KAMILI CHUDZIK!

BOLT: MOGĘ PRZEBIEC W 9,40!

FENOMENALNY REKORD BOLTA NA 100 METRÓW!

POLSKA DZIEWIĄTA W KLASYFIKACJI MEDALOWEJ PO 2. DNIU MŚ

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Berlin | rekord | medal

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje