Edwards chwali wioskę olimpijską

Sportowcy będą zadowoleni z wioski olimpijskiej w Londynie podczas igrzysk 2012 roku - uważa rekordzista świata w trójskoku 43-letni Jonathan Edwards, który jest w zarządzie komitetu organizacyjnego (LOCOG) i przewodniczącym Sportowej Komisji Doradczej.

11 rezydencjonalnych budynków wioski rośnie szybko i mogą śmiało konkurować z obiektami poprzednich igrzysk. Za trzy lata w 2 800 apartamentach będzie mieszkać 15 000 sportowców i działaczy.

Reklama

"Te igrzyska zapadną w sercach olimpijczyków. Nic nie jest ważniejsze dla sportowców niż doświadczenia z wioski olimpijskiej. By znaleźć się wśród olimpijczyków poświęcają cztery lata lub więcej swego życia. Musimy wykorzystać wszelkie możliwości, by wioska sprostała ich oczekiwaniom. Boiska, bieżnie, korty tenisowe są wszędzie takie same, czy to w Londynie, czy w Barcelonie, ale wioska jest unikatowa. Jestem przekonany, że zrobi bardzo pozytywne wrażenie na sportowcach" - powiedział Edwards.

"Gdy przybyłem do wioski w Sydney, byłem bardziej nastawiony na przetrwanie w niej niż cieszenie się tym miejscem" - dodał Edwards, który dzielił ciasny pokój wioski olimpijskiej z oszczepnikiem Stevem Backleyem. Z Sydney Edwards wrócił jednak ze złotym medalem.

W maju rząd brytyjski oznajmił, że wioska zostanie zbudowana z funduszy publicznych kosztem miliarda funtów (1,62 mld dol.). Planowano, że będzie liczyć 4 200 mieszkań, jednak fiasko sfinansowania części nakładów ze strony prywatnych firm zmusiło komitet organizacyjny do zmniejszenia tej puli do 2 800.

Pokoje będą spełniały wymogi Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego; w jednym pokoju nie zamieszka więcej niż dwie osoby.

Po igrzyskach wioska, w której przewidziano także budynek szkolny, zostanie przekazana miastu. Połowa z mieszkań to będą lokale socjalne. Na sprzedaży mieszkań brytyjscy organizatorzy chcą odzyskać 400 mln funtów.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wioska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje