Prokom Trefl Sopot - Stal Ostrów 97:84

P: Prokom: Dragan Markovic 26, Michael Ansley 20, Josip Vrankovic 19, Joseph McNaull 10, Igor Milicic 9, Piotr Szybilski 6, Alan Gregow 3, Tomasz Jankowski 2, Tomasz Wilczek 2 Stal: Charles Evans 16, Mindaugas Budzinauskas 15, Dariusz Parzeński 13, Jacek Krzykała 10, Jerry Hester 10, Konstantin Furman 10, Jarosław Darnikowski 5, Bartłomiej Tomaszewski 5

Prokom Trefl Sopot - Stal Ostrów 97:84 (28:16, 17:23, 26:19, 26:26)

Reklama

Dwa czołowe zespoły koszykarskiej ekstraklasy stworzyły w niedzielę w Sopocie niezłe widowisko. Gospodarze zwyciężając przełamali passę sześciu zwycięstw ostrowian w lidze. Wygrali też ze Stalą na własnym parkiecie po raz pierwszy od sezonu 1999/00. Pierwsze punkty zdobyli sopocianie, konkretne Vrankovic, lecz później inicjatywa należała do gości. Ostrowianie prowadzili po kilku minutach najpierw 6:2, później 13:9. Ten stan utrzymywał się do siódmej minuty, kiedy to gospodarze dogonili rywali i wyrównali na 13:13. Główną bronią gospodarzy były rzuty za trzy punkty. Po przejęciu inicjatywy zespół Eugeniusza Kijewskiego wyraźnie wygrał pierwszą część gry.

Sytuacja odwróciła się w drugiej odsłonie. Goście, prowadzeni przez Evansa, systematycznie odrabiali straty. Ponadto, po ustawieniu strefy, ograniczyli skuteczność rzutów gospodarzy. W 17. minucie sopocianie prowadzili już tylko 34:33. Wtedy złapali jakby drugi oddech. Pierwszoplanową postacią w drużynie Prokomu był w tym okresie Dragan Markovic. Rzucił on pod koniec drugiej kwarty trzykrotnie za trzy punkty. Głównie dzięki niemu gospodarze prowadzili do przerwy 45:39.

Gospodarze przeważali również po przerwie. Kilka szybkich i składnych akcji oraz poprawa gry obronnej pozwoliły znów gospodarzom objąć wyraźne prowadzenie. W 25. minucie było 59:44 dla Prokomu. Na parkiecie znów wyróżniał się Markovic, który w całym meczu sześciokrotnie trafił za trzy punkty. Dzięki uzyskanej przewadze gospodarze mieli już niemal zagwarantowane zwycięstwo. W czwartej kwarcie prowadzili 88:67, ale chwila dekoncentracji sprawiła, że na niespełna dwie minuty przed końcem gospodarze prowadzili tylko 88:80. W końcówce znów zagrali składniej i szybciej i nie dali sobie odebrać zwycięstwa.

- Gratuluję sopocianom zwycięstwa. Obawiałem się tego meczu. Wiadomo - różnie się gra po świętach i Sylwestrze. Nie miałem dzisiaj dobrego strzelca. Próbowaliśmy zniwelować straty stawiając strefę, ale i to na niewiele się zdało - powiedział po spotkaniu trener Stali Andrzej Kowalczyk.

- Cieszę się, że wygraliśmy spotkanie na szczycie. Od 5-6 minuty złapaliśmy rytm gry i zaczęliśmy dyktować warunki na parkiecie. Chciałem, żeby wszyscy zagrali w tym meczu, gdyż niedługo czeka nas ważne spotkanie w Pucharze Koraca - stwierdził trener gospodarzy Eugeniusz Kijewski.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje