"Zabrakło dobicia rywala"

Wydaje mi się, że zabrakło wykończenia, to znaczy kiedy doszliśmy Śląsk, a potem odskoczyliśmy na parę punktów, zabrakło postawienia kropki nad "i" - mówi po porażce z ASCO Śląskiem Wrocław silny skrzydłowy Kotwicy Kołobrzeg - Tomasz Cielebąk

Kotwica minimalnie przegrała wczoraj ze Śląskiem. Chyba żałujecie straconej szansy na zwycięstwo we Wrocławiu?

Reklama

- Tomasz Cielebąk: Tak, była szansa wygrać ten mecz. Już pod koniec trzeciej kwarty sytuacja była, wydawało się, opanowana. Udało nam się dogonić Śląsk, potem wyszliśmy nawet na chyba 8 punktowe prowadzenie. Jednak straciliśmy inicjatywę, przejął ją Śląsk. My mieliśmy kilka trochę za szybkich rzutów i nieprzemyślanych zagrań, natomiast wrocławianie trafili kilka swoich rzutów i mecz się skończył naszą porażką.

Czego zabrakło do odniesienia wygranej ze Śląskiem?

- Wydaje mi się, że zabrakło wykończenia, to znaczy kiedy doszliśmy Śląsk, a potem odskoczyliśmy na parę punktów, zabrakło postawienia kropki nad "i", jakby dobicia przeciwnika, dokończenia tego meczu mocno. A z drugiej strony, Śląsk zaczął grać swoją koszykówkę i po prostu nas wypunktował, odkrył nasze słabości.

Pomimo porażki jest Pan chyba zadowolony ze swojego występu? 19 zdobytych punktów to Pana najlepszy rezultat w tym sezonie.

- Tak, wczoraj dobrze się czułem, miałem bardzo dużo czystych pozycji, ponieważ gra obronna Śląska była bardzo mocno ustawiona na to żeby utrudniać życie Rafałowi Bigusowi i Chrisowi Danielsowi. Defensywa była tak na nich skupiona, że w wielu przypadkach znajdowałem się na wolnych pozycjach. Otrzymywałem świetne dogrania od Mike'a Bree, Grega Davisa i też od Alvina [Snowa]. Po prostu wykorzystałem te dobre podania.

Czy fakt, że grał Pan przeciw swojej byłej drużynie wpłynął na Pana specjalnie mobilizująco?

- Zawsze dobrze mi się grało we Wrocławiu, to nie ulega wątpliwości. Na pewno jakiś wpływ ma to, że zawsze podoba mi się atmosfera we wrocławskiej hali. Za każdym razem jest ona dosyć gorąca, ale nie za bardzo, można powiedzieć - taka w sam raz. Poza tym moja rodzina przyjechała żeby zobaczyć mecz. Parę rzeczy wpłynęło na mój występ, ale myślę, że najistotniejsze było to, że miałem dobre pozycje i dobry dzień - "wpadało" mi z dystansu, półdystansu i spod kosza.

A jak gra się pod wodzą Sebastiana Machowskiego, który jeszcze kilka miesięcy temu był Pana kolegą z zespołu?

- Dobrze, dobrze się gra. Sebastian Machowski ma nasz szacunek, ponieważ jako zawodnik był doceniany i teraz jako trener tworzy wraz z panem Pawłem Blechaczem taki duet, który trafia do nas. Na pewno dobrze się z nim współpracuje.

Kotwica, mimo tego że dysponuje niezłym składem, jest na 8. miejscu w tabeli. Czy macie może jasno sprecyzowane cele na ten sezon, co chcecie osiągnąć?

- Jak najwyższe miejsce w tabeli. Do tego potrzebne jest wygrywanie takich meczów jak wczorajszy, a to się nie udało. Dopóki nie zaczniemy wygrywać trudnych spotkań z dobrymi drużynami, będziemy się, mówiąc brzydko, "kręcić" w okolicach tych pozycji. Jeżeli uda się nam to przełamać, jeżeli dotrze do nas, że możemy i musimy wygrywać takie mecze, to wtedy mamy szansę osiągnąć wiele więcej.

Rozmawiał:

TOMASZ SULKA

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Śląsk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje