Thomas Kelati: Miałem być piłkarzem

- Mieliśmy kontrolować przebieg meczu i wykorzystywać okazje do zdobywania punktów, tak też robiliśmy. Wiedzieliśmy, że w Anwilu gra kilku świetnych strzelców, jak Andrzej Pluta i Goran Jagodnik. To właśnie na nich skupiła się nasza obrona - mówił po meczu z Anwilem Włocławek Thomas Kelati. 24-letni obrońca Turowa Zgorzelec zdobył 23 punkty, a jego drużyna wygrała we Włocławku 74:73.

- Co Twoim zdaniem pozwoliło Wam wygrać mecz z Anwilem?

Reklama

- Mieliśmy kontrolować przebieg meczu i wykorzystywać okazje do zdobywania punktów, tak też robiliśmy. Wiedzieliśmy, że w Anwilu gra kilku świetnych strzelców, jak Andrzej Pluta i Goran Jagodnik. To właśnie na nich skupiła się nasza obrona, przede wszystkim mieliśmy im nie pozwalać rzucać za 3 punkty, i to także nam się udało. Także zbiórki w kluczowych momentach gry pozwoliły nam na uspokojenie gry.

- Jakbyś porównał Waszą grę z pierwszego pojedynku przeciwko Anwilowi z tą, którą zaprezentowaliście dzisiaj?

- W tym meczu zagraliśmy zdecydowanie lepiej. Anwil bardzo mocno broni przez cały mecz, więc musieliśmy poświecić sporo czasu i uwaga na przygotowania. Dzisiaj to my kontrolowaliśmy przebieg meczu, no i jak z pewnością widziałeś dobrze graliśmy w ofensywie.

- W zespole z Włocławka zaszło sporo zmian od czasu kiedy spotkaliście się po raz pierwszy. Jak oceniasz nowy Anwil?

- To trochę inna drużyna niż ta z pierwszego meczu. Nie śledziłem tego co działo się we Włocławku, ale widać, że nowi zawodnicy to na pewno spore wzmocnienie tego klubu. Także nowy trener wniósł bardzo wiele. Moim zdaniem Anwil to dobra drużyna, a meczu we Włocławku na pewno szybko nie zapomnę. Była tu naprawdę świetna atmosfera.

- Turów pierwszy raz w historii pojedynków z Anwilem zdołał wygrać. Ty byłeś dzisiaj najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, czujesz się więc trochę ojcem tego sukcesu?

- Na pewno jestem szczęśliwy. Wiedziałem, że we Włocławku gra się niezwykle ciężko, więc byłem jeszcze bardziej niż zwykle skupiony przed tym meczem. Dzisiaj cały zespół zagrał świetnie, trener powtarzał nam, ze musimy być cierpliwi, czekać na odpowiedni moment i zdobywać punkty. W końcówce było trochę gorąco, ale udało się.

- Jak z pewnością wiesz Twój kolega z drużyny, Robert Witka grał przez kilka lat we Włocławku?

- Gra w jednej drużynie z Robertem to dla mnie prawdziwa radość. To bardzo dobry koszykarz, a prywatnie bardzo sympatyczny człowiek. Wiem, że grał tutaj przez 10 lat. Przez cały sezon Robert gra bardzo dobrze i na pewno utrzyma taki poziom do końca sezonu. Myślę, że to chyba on jest najbardziej szczęśliwy w naszej drużynie.

- Co sądzisz po Polsce? Czy to dobre miejsce dla takiego koszykarza jak Ty?

- To dla mnie kolejny krok w mojej karierze i cieszę się, że trafiłem właśnie do Polski. Macie tu bardzo dobrą ligę. Co do kraju to za dużo nie mogę powiedzieć, bo nie miałem okazji zwiedzać. Z tego co widziałem podobało mi się we Wrocławiu i w Warszawie. Pod względem koszykówki jest wyśmienicie. Ludzie są zawsze dla mnie mili, chociaż nie wyglądam jak Polacy (śmiech), ale nie mam z tym problemów.

- Powiedz proszę kilka słów o Erytrei, to dla nas egzotyczny kraj.

- Moi rodzice pochodzą z Erytrei, ja urodziłem się już w Stanach Zjednoczonych. Erytrea to małe państwo, ma chyba 4 miliony mieszkańców. Ze względu na to, że kraj ten prowadził wojnę z Etiopią ludziom żyję się tam nie najlepiej. Z drugiej strony to bardzo piękny kraj, byłem tam raz. Większość mojej rodziny mieszka nadal w Afryce, chciałbym ich zobaczyć. Bardzo ciężko jest mi o tym mówić.

- W zeszłym sezonie grałeś w Belgii (Dexia Mons-Hainaut - przyp. red.), gdzie notowałeś zaledwie 4 punkty. Jak wspominasz ubiegły sezon?

- Tak, dokładnie 4 (śmiech). Trafiłem do tamtej drużyny jako młody zawodnik, któremu trener nie do końca ufał. W składzie było wielu starszych i doświadczonych zawodników i to oni stanowili o sile drużyny. Zdarzało się, że grałem więcej niż zwykle, ale ogólnie byłem bardzo zawiedziony. Teraz gram dla Turowa i jestem szczęśliwy z tego powodu.

- Po Twojej grze i po Twoim podejściu do koszykówki widać, że kochasz ten sport.

- Tak, kocham tą grę, ale miałem zostać piłkarzem. Razem z moim tatą biegałem za piłką. Pewnego dnia w telewizji zobaczyłem mecz koszykówki i Michaela Jordana. Wtedy zakochałem się w tym sporcie i chciałem być taki jak on. Koszykówka to dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Powiem jeszcze raz: kocham ją (śmiech).

- Czy marzysz skrycie o grze w NBA? Jakbyś ocenił swoje szanse?

- Miałem spore szanse na grę w NBA. Kiedy grałem w college interesowały się mną takie drużyn jak: San Antonio Spurs, Golden State Warriors, Los Angeles Clippers i Sacramento Kings. Niestety okazało się, że nie byłem zbyt dobrze przygotowany do gry w tej lidze, więc nie dano mi szansy. Mam nadzieję, że uda mi się dostać do NBA w przyszłym sezonie, zobaczymy.

Rozmawiał: Marek Mosakowski

Dowiedz się więcej na temat: pilkarze | W.E. | obrona | NBA | kraj | anwil | śmiech | mecz | Włocławek | thomas

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje