Koszarek: Nie mogę jeść ulubionej pizzy

Występujący drugi sezon w zespole Pepsi Juve Caserta rozgrywający reprezentacji Polski koszykarzy Łukasz Koszarek nie ukrywa, że we Włoszech brakuje mu polskiej kuchni. Nie może jeść także swej ulubionej miejscowej potrawy, znanej na całym świecie pizzy.

"Region Kampanii, bo Caserta jest oddalona 20 km od Neapolu, słynie z pizzy. Mógłbym ją jeść codziennie, ale wiadomo, że to nie jest najlepsze dla sportowca. Na szczęście spaghetti też lubię, a w Casercie są te dania wyśmienite praktycznie w każdej knajpce. Brakuje mi polskiego języka, kuchni, ale jak przyjeżdża żona, to wszystko nadrabiam. Nawet pomagam jej wtedy w kuchni" - powiedział Koszarek.

Reklama

W minionym sezonie Pepsi walczyła w półfinale ligi włoskiej. Początek rozgrywek 2010/2011 jest fatalny - cztery mecze i cztery minimalne porażki różnicą kilku punktów.

"W minionym sezonie nie stawiano nas w gronie faworytów, byliśmy mniej rozpracowani taktycznie przez rywali. Teraz się wszystko zmieniło - i oczekiwania są większe i przeciwnicy lepiej przygotowują się do meczów z nami. Nie złapaliśmy jeszcze właściwego rytmu, nie potrafimy wygrywać meczów w końcówkach, tak jak się to działo w poprzednim sezonie. Wykorzystaliśmy już chyba na samym początku limit błędów na cały rok. Teraz musi być lepiej" - dodał.

Włoska drużyna jest rywalem grupowym byłego klubu Koszarka - Anwilu Włocławek w Pucharze Europy. Pierwsze spotkanie tych ekip odbędzie się we Włoszech 23 listopada, rewanż na Kujawach przewidziano na ostatnią, 6. kolejkę 21 grudnia.

"Mecze z Anwilem, zwłaszcza we Włocławku, na pewno będą dla mnie szczególne. Nadal mam tam wielu znajomych, miłe wspomnienia. Taryfy ulgowej nie będzie. To, że grałem we Włocławku, będzie dla mnie tylko dodatkowym bodźcem do dobrego występu. Na razie jednak mecze pucharowe to odległa perspektywa. Przede wszystkim skupiamy się na lidze włoskiej, żeby jak najszybciej przerwać passę porażek" - podkreślił.

Caserta to urokliwa, 80 tysięczna miejscowość z pięknym pałacem królów Neapolu z XVIII wieku, który jest, podobnie jak drużyna koszykarzy, wielką dumą mieszkańców.

"W Casercie nie ma dobrej drużyny piłkarskiej, więc to na nas koszykarzach skupia się całe zainteresowanie. Na mecze przychodzi komplet, gdy graliśmy w minionym sezonie mecze półfinałowe, to był nawet nadkomplet, ponad osiem tysięcy kibiców i wszyscy na stojąco oglądali mecze. Jesteśmy rozpoznawani, gdy idziemy na kawę, czy zakupy. Ludzie nas pozdrawiają, czasami proszą o pozowanie do zdjęcia, to jest bardzo miłe i nie przeszkadza w życiu codziennym" - dodał rozgrywający reprezentacji.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Łukasz Koszarek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje