Ignerski: Do Polski chętnie wrócę - na święta...

- Robię co mogę, aby pomóc drużynie wygrać i mam to szczęście, że moi koledzy myślą tak jak ja. Dlatego sukcesem jest nasze czwarte miejsce. Ci co znają się na koszykówce potrafią to zauważyć, a nie tylko ilość rzuconych oczek - powiedział Michał Ignerski w wywiadzie dla PROBASKET.pl.

- Co słychać u Michała Ignerskiego? Kibice w Polsce już chyba trochę o Tobie zapomnieli...

Reklama

- Dziękuję, u Michała jest zdrowie, dobra drużyna i słońce, a więc w porządku. Mam nadzieję, że kibice pamiętają o mnie, tak jak ja o nich nie zapomniałem. Przy okazji chciałbym pozdrowić szczególnie tych z Włocławka i tych z Wrocławia.

- Jak czujesz się w Hiszpanii?

- Hiszpania to moje nowe doświadczenie i jestem bardzo szczęśliwy, że dostałem szansę, aby grać w najlepszej lidze w Europie. Trafiłem do zespołu, który ma świetnego trenera i dobrą atmosferę, a to procentuje w postaci czwartego miejsca w tabeli. Jeśli chodzi o samo życie to bardzo mi się tu podoba. Przede wszystkim Sevilla to piękne miasto. Pogoda na pewno dodaje energii. Niedaleko są piękne plaże, na których można trochę porozmyślać i odpocząć.

- Czy teraz, z perspektywy czasu, uważasz ten wyjazd za dobry ruch w Twojej karierze?

- Jednego co żałuje to, że nie trafiłem tu wcześniej (śmiech). To jest dla mnie duży sprawdzian i dobra nauka. Taka liga daje dużą mobilizację do pracy, aby być każdego dnia lepszym.

- Jak porównałbyś ligę polską i hiszpańską?

- Trudno jest porównywać ligę, w której taka Barcelona ma roczny budżet, który starczyłby na cztery lata wszystkich polskich zespołów. Może oprócz Prokomu. Liga jest bardzo wyrównana i w każdej drużynie są klasowi gracze. Hale są piękne i naturalnie organizacja na innym poziomie.

- Czy śledzisz Dominet Bank Ekstraligę? Co sądzisz o tym sezonie?

- Jestem na bieżąco z wynikami polskiej ligi. Kibicuje swoim kolegom, ale podziwiam też te tłumy obcokrajowców przewijające się przez DBE. Nawet co roku trzeba się uczyć nowej nazwy ligi...

- O co walczy Twój zespół w tym sezonie? Stawiasz przed sobą jakieś indywidualne cele, czy też zależy Ci tylko na zwycięstwach całego zespołu?

- Caja San Fernando walczy o każde następne zwycięstwo. Wygraliśmy sześć razy z rzędu, ale też przegraliśmy kilka razy w samych końcówkach. Tutaj każdy punkt się liczy. Chcemy pojechać na turniej Kings Cup w Maladze, w którym bierze udział najlepsze osiem zespołów pierwszej rundy. Później zostanie walka o play off. Jesteśmy na czwartym miejscu i każda przegrana może zepchnąć nas na np. 9 pozycję. Robię co mogę, aby pomóc drużynie wygrać i mam to szczęście, że moi koledzy myślą tak jak ja. Dlatego sukcesem jest nasze czwarte miejsce. Ci co znają się na koszykówce potrafią to zauważyć, a nie tylko ilość rzuconych oczek.

- Czy chciałbyś powrócić jeszcze do Polski?

Powiem Ci, że jak będę miał szansę zostać w ACB to nie wyjadę. Ale do Polski zawsze z chęcią wrócę, a najchętniej już na święta (śmiech).

- Czy zdążyłeś już poczuć na własnej skórze uroki hiszpańskiej sjesty?

- Uroki sjesty...korki, korki. Na szczęście jest ze mną dziewczyna, która o mnie dba. Do sali mam pięć minut, więc to nie przeszkadza mi szczególnie (śmiech).

Rozmawiał: Wojciech Zeidler

Dowiedz się więcej na temat: kibice | śmiech | Michał Ignerski | szczęście | święta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje