Euroliga: Fatalna passa Asseco Prokomu trwa

Koszykarze Asseco Prokom przegrali we własnej hali z Uniksem Kazań 68:72 (12:17, 18:12, 16:16, 22:27) w swoim czwartym meczu w grupie D Euroligi. Było to czwarta kolejna porażka gdynian w tych rozgrywkach.

W tym spotkaniu nie zagrał lider Asseco Prokom Alonzo Gee, który bez pożegnanie wyjechał do domu. Wydawało się, że pozbawieni swojego najlepszego zawodnika mistrzowie Polski skazani są na pożarcie w konfrontacji z rosyjskim zespołem, tymczasem gdynianie nie zamierzali oddać tego spotkania bez walki.

Reklama

Początek meczu nie zapowiadał jednak późniejszych emocji. Koszykarze Uniksu dyrygowani przez swojego najlepszego strzelca Henry Domercanta, który w poprzednich spotkaniach zdobywał średnio 18 punktów, bez większego wysiłku prowadzili po 10 minutach 17:12.

Kiedy od razu po rozpoczęciu drugiej kwarty za trzy trafił Piotr Samojlenko, a w 13. minucie zrobiło się 23:13 dla gości, można było się spodziewać, że drużyna z Kazania pójdzie za ciosem i będzie systematycznie powiększać przewagę.

Tak by się zapewne stało, gdyby seryjnie do kosza nie zaczął trafiać rezerwowy Michael Kuebler, dla którego był to dopiero drugi mecz w Eurolidze. Amerykanin dał znakomitą zmianę i w ciągu niespełna sześciu minut zdobył 10 punktów (zanotował dwie trójki) dzięki czemu na przerwę zawodnicy Asseco Prokom zeszli prowadząc 30:29.

Przez całą pierwszą połowę trener gospodarzy Tomas Pacesas szukał różnych konfiguracji na pozycji rzucającego obrońcy i znalazł najlepsze rozwiązanie, kiedy na boisku pojawił się właśnie 29-letni Kuebler, który po 20 minutach miał na koncie najwięcej punktów ze wszystkich graczy obu zespołów.

W 27. minucie po rzucie za trzy Olivera Lafayette Asseco Prokom wygrywał 43:38, ale wtedy takim samym rzutem zrewanżował się Terrell Lyday, a po dwóch efektownych nagraniach tego rozgrywającego pod kosz do centra Aleksieja Sawrasenki minutę przed końcem trzeciej kwarcie goście objęli prowadzenie 45:44.

Gdynianie nie dawali jednak za wygraną. W 32. minucie po akcji Piotra Szczotki wygrywali 51:47, ale nie trzeba było długo czekać, aby za sprawą Domercanta Uniks wyszedł na prowadzenie 52:51. Goście szybko stracili jednak inicjatywę, bo już w 36. minucie po dobitce Adam Hrycaniuka zrobiło się 60:55 dla niesamowicie walczących w obronie gospodarzy.

W tym momencie szkoleniowiec rosyjskiej ekipy Jewgienij Paszutin poprosił o czas i jego zespół zaczął mozolnie odrabiać straty. Pomogli w tym również zawodnicy Asseco Prokom, którzy kilka razy pogubili się w obronie i niepotrzebnie faulowali rywali. Właśnie po dwóch rzutach wolnych Kelly'ego McCarty'ego goście wygrywali 67:66.

Za chwilę po rzucie Donatasa Motiejunasa gdynianie odzyskali prowadzenie, ale 33 sekundy przed końcem za trzy trafił niesamowity Domercant, a później faulowany Piotr Gubanow ustalił z linii osobistych wynik tego zaciętego i emocjonującego meczu.

Powiedzieli po meczu:

trener Uniksu Kazań Jewgienij Paszutin: "Zgodnie z naszymi oczekiwaniami był to wyjątkowo trudny i twardy mecz. We własnej hali Asseco Prokom jest niezwykle groźnym zespołem. Naprawdę bardzo ciężko jest wygrać w Gdyni, o czym miało okazję przekonać się już wiele klasowych drużyn. Przestrzegałem też swoich zawodników, żeby absolutnie nie sugerowali się brakiem w ekipie gospodarzy Alonzo Gee. Jego absencja na pewno nie spowodowała, że rywale byli słabsi, bo w takich sytuacjach pozostali zawodnicy dostają dodatkowej energii, są podwójnie umotywowani i często bez swojego lidera grają lepiej niż z nim.

Akurat w meczu z nami wystrzelił Michael Kuebler, który trafiał praktycznie każdy rzut, kiedy dostawał piłkę. Uważam jednak, że mój zespół pokazał wielki charakter i zasłużył na zwycięstwo. Przez większą część spotkania byliśmy co prawda krok za gospodarzami, ale okazaliśmy się wyjątkowo cierpliwi i konsekwentni w swoich poczynaniach".

trener Asseco Prokom Gdynia Tomas Pacesas: "Bardzo chcieliśmy ten mecz wygrać. Na pewno moi zawodnicy pokazali się z korzystnej strony, zagrali niesłychanie ambitnie i walecznie. Uważam, że pod nieobecność Alonzo Gee pozostali wykorzystali swoją szansę. O zwycięstwie w takim spotkaniu decyduje często jedna zbiórka, jeden przechwyt.

W drugiej połowie popełniliśmy zbyt wiele prostych, banalnych strat. Nasz młody zespół musi nauczyć się wygrywać takie końcówki, bo wcześniej w podobnych okolicznościach przegraliśmy u siebie z Galatasaray. Mogliśmy odnieść zwycięstwo, jednak w ostatnich sekundach trójka Domercanta wpadła, a trójka Przemka Frasunkiewicza nie. Chciałem wygrać ten mecz, dlatego zdecydowałem się w końcówce na rzut za trzy punkty. Uznałem bowiem, przy niezbyt przychylnym dla nas sędziowaniu, że akcja pod kosz nie ma większego sensu. To spotkanie pokazało również, jaką rolę pełni w zespole lider. Uniks miał takiego koszykarza w osobie Domercanta, który w kluczowych momentach sam decydował, co trzeba robić na boisku. I się nie pomylił".

Asseco Prokom Gdynia - Uniks Kazań 68:72 (12:17, 18:12, 16:16, 22:27)

Asseco: Donatas Motiejunas 19, Michael Kuebler 15, Oliver Lafayette 14, Łukasz Seweryn 8, Piotr Szczotka 4, Adam Łapeta 4, Adam Hrycaniuk 3, Jerel Blassingame 1, Przemysław Zamojski, Fiedor Dmitriew, Przemysław Frasunkiewicz.

Uniks: Henry Domercant 23, Kelly McCarty 13, Aleksiej Sawrasenko 10, Terrel Lyday 9, Piotr Gubanow 7, Piotr Samojlenko 5, Lynn Greer 5, Władymir Wieremiejenko, Mike Wilkinson, Nathan Jawai, Zachar Paszutin.

Tabela

pkt M Z P kosze

1. FC Regal Barcelona 6 3 3 0 267:190

2. MDP Siena 6 3 3 0 261:205

3. Galatasaray Stambuł 6 4 2 2 296:313

4. Uniks Kazań 6 4 2 2 276:304

5. Olimpija Lublana 5 4 1 3 261:306

6. Asseco Prokom Gdynia 4 4 0 4 263:306

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Asseco Prokom Gdynia | Tomas Pacesas | Euroliga | Asseco

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama