Co z naszą koszykówką?

Pod koniec lat 90. sytuacja polskiej koszykówki wyglądała różowo. Reprezentacje odnosiły duże sukcesy, kluby rosły w siłę. Wydawało się, że taki stan będzie trwał wiecznie.

Stało się jednak inaczej. Kadra koszykarzy pogrążyła się w głębokim kryzysie, z którego nie widać wyjścia, kobiecy zespół ma problemy z awansem do ME, a kluby przędą cieniutko. Jaki jest prawdziwy obraz polskiej koszykówki?

Reklama

Wyczerpującej odpowiedzi na to pytanie nie znają nawet znawcy rodzimego basketu, ale spróbujmy chociaż przybliżyć sytuację tej popularnej w końcu dyscypliny.

"Jaka liga, taka reprezentacja" - mówi się często przy okazji dyskusji o polskim futbolu. Ma to zastosowanie także w przypadku koszykówki. No, może trochę mniejsze...

Zacznijmy od mężczyzn. W 1997 roku organizację rozgrywek od PZKosz. przejęła Polska Liga Koszykówki. Wszystkim wydawało się, że to lekarstwo na bolączki tego sportu. I na początku tak było. Do Polski przyjechało wielu dobrych graczy, podniósł się poziom, zwiększyły się budżety, kibice przychodzili do hal. To był boom, którego jednak nie zdołano wykorzystać. Obecność wielu zagranicznych gwiazd zablokowała drogę do składów młodych polskich graczy, którzy grali tylko "ogony". W kadrze nie było jednak Amerykanów i ktoś musiał wziąć na siebie ciężar gry. Przez pewien czas robiło to pokolenie Adama Wójcika, Macieja Zielińskiego i Mariusza Bacika, które swoją wielką karierę zaczynało jeszcze w 1991 roku podczas zakończonego 7. miejscem startu kadry Arkadiusza Konieckiego w rzymskich ME. Sześć lat później Ci sami gracze - w apogeum swojej formy - wywalczyli 7. miejsce w ME w Barcelonie, tym razem pod wodzą Eugeniusza Kijewskiego.

Później było już gorzej, coś się zacięło. Po prostu ci gracze nie mogli osiągnąć już więcej, a może nikt z nich tego nie zdołał wycisnąć. Próbowali sił różni szkoleniowcy i nic. Obecny trener (ciekawe jak długo jeszcze) Andrzej Kowalczyk też próbował i... doszedł do wniosku, a raczej był zmuszony, by odmłodzić skład. Drużyna z Maciejem Lampe i Cezarym Trybańskim poniosła klęskę, ale przynajmniej nie powinna pójść ona na marne.

Na pewno nie pójdzie na marne podobny manewr, także trochę wymuszony, w przypadku kadry kobiecej. Wspomniany Arkadiusz Koniecki musiał na skutek rezygnacji (Sylwia Wlaźak, Beata Krupska-Tyszkiewicz), bądź niemożności skorzystania z usług (Małgorzata Dydek) doświadczonych zawodniczek drastycznie odmłodzić skład i niemal zakończyło się to powodzeniem.

Drużyna z młodą Pauliną Pawlak na pozycji numer 1 oraz z muszącą od razu przejąć rolę liderki Agnieszką Bibrzycką była o krok od wywalczenia awansu do ME. Zabrakło jednego punktu, ale trudno narzekać. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn w przyszłorocznej "dogrywce" szansę na awans do finałów będzie miał jeszcze jeden zespół i zdecydowanie wyżej stoją akcje naszych pań.

Wróćmy do rozgrywek ligowych, od których zaczęliśmy. PLK jest w kryzysie. Kluby są zadłużone i nie stać ich już na takie gwiazdy jak kilka lat temu. Na szczęście rozgrywki znów mają tytularnego sponsora i Era Basket Liga powoli staje się jednolitym produktem, który można sprzedać telewizji, a także kibicom (czytaj: klientom), którzy mają ogromny wybór i wcale nie muszą wybrać się na halę.

Wydaje się, że brakuje - i to nie tylko w przypadku koszykówki - agresywnego marketingu. Niedawno podczas oficjalnego rozpoczęcia sezonu Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet prezes firmy Torell (sponsor tytularny rozgrywek) Stanisław Fiedur mówił o pomyśle na popularyzację żeńskiego basketu wśród rodzin, o stworzeniu swoistej mody na przychodzenie do obiektów, w których rozgrywane są mecze. I chyba o takie myślenie chodzi.

My, jako odbiorcy sportu musimy zdawać sobie sprawę, że od tego jak wydajemy pieniądze także zależy przyszłość naszej ulubionej dyscypliny. Jeżeli mecz koszykówki wygra z kinem, teatrem czy innymi weekendowymi rozrywkami, będzie dobrze. Jeśli nie, to... znaczy, że rozgrywkami zarządzają niewłaściwi ludzie i trzeba ich wymienić.

Przy okazji warto docenić władze PLKK z prezesem Wiesławem Zychem na czele. Sport kobiecy - nawet w USA - przeżywa kryzys i nie łatwo jest znaleźć dla niego sponsorów i "umieścić" go na ekranach TV. To ciężkie zadanie im się udało, ale nie można spocząć na laurach, bo rywalizacja o kibica jest coraz bardziej zacięta.

Pocieszający jest fakt występów polskich drużyn klubowych w najbardziej prestiżowych rozgrywkach pucharowych. Wśród mężczyzn Prokom Trefl Sopot rozpocznie niebawem zmagania w ULEB Euroleague, a w kobiecej Eurolidze pod patronatem FIBA zagrają Lotos Gdynia (od lat liczący się w europejskiej czołówce) i Wisła Can-Pack Kraków. Obecność w elicie zawsze wychodzi na dobre...

Zapraszamy do rozmowy o stanie polskiego basketu z byłym trenerem reprezentacji koszykarzy, obecnym szkoleniowcem kadry koszykarek i Wisły Can-Pack Kraków. Arkadiusz Koniecki będzie gościem INTERIA.PL już dziś o godz.14.30.

ZAPRASZAMY DO ROZMOWY

Dowiedz się więcej na temat: liga | kadry | kluby

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje