Asseco Prokom chce walkowera bądź powtórzenie meczu o Superpuchar

Działacze Asseco Prokom złożyli do PLK protest, w którym domagają się uznania ich zespołu zdobywcą Superpucharu Polski bądź powtórzenia przegranego 78:79 spotkania z Polpharmą Starogard Gdański. - Zostaliśmy oszukani - powiedział trener gdynian Tomas Pacesas.

Kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w piątej minucie meczu, przy stanie 10:8 dla zespołu ze Starogardu Gd. Wtedy pod koszem Asseco Prokomu Donatas Motiejunas sfaulował centra gospodarzy Jeremy'ego Simmonsa. Sędziowie odgwizdali przewinienie, na następnie zaliczyli Polpharmie dwa punkty oraz nakazali wykonanie jednego dodatkowego rzutu wolnego.

Reklama

- Faul naszego zawodnika był i tego nie kwestionujemy. Punkty nie mogły być jednak zaliczone, bo przy próbie wsadu piłka nie wpadła do kosza tylko odbiła się od obręczy. Zatem nie wystąpiła żadna okoliczność mogąca spowodować zaliczenie punktów. Zresztą sędzia za koszem nie zasygnalizował przyznania rywalom dwóch punktów. A po niecelnym rzucie wolnym Simmonsa zawodnicy obu zespołów byli przekonani, że Amerykanin za chwilę wykona drugi. Sygnalizował to zresztą zawodnik gospodarzy Hicks. Konsternacja trwała kilka sekund - dodał szkoleniowiec gdyńskiego zespołu.

W Asseco Prokom przyznali, że klub nie złożyłby do Polskiej Ligi Koszykówki protestu, gdyby przegrali przez zwykły błąd arbitra bądź też większą różnicą niż jeden punkt.

- Uczyniliśmy tak, bo arbitrzy wypaczyli wynik. Pomyłki zdarzają się wszystkim, także sędziom, którzy krzywdzą jedną bądź drugą drużynę. W tym przypadku to nie był błąd, ale oszustwo. Jeszcze nigdy w zawodniczej i trenerskiej karierze nie spotkałem się z sytuacją, w której zaliczone zostałyby punkty, których nie było. Jeśli z niczego dali Polpharmie dwa punkty, to mogli też dać i 10 - ocenił Pacesas.

Gdyński klub zamierza również złożyć skargę do Euroligi na arbitrów Grzegorza Ziemblickiego i Marka Ćmikiewicza, którzy sędziują także te rozgrywki.

- Żądamy wyciągnięcia wobec nich jak najdalej idących konsekwencji. Sędziowanie w ich wykonaniu było w Starogardzie Gdańskim żałosne. Jeśli tak ma wyglądać nowa jakość w polskiej koszykówce, to my za nią dziękujemy. Sporo do życzenia pozostawiała także postawa sędziów stolikowych, którzy wybijali nas z uderzenia co chwila wznawiając czas za szybko albo za wolno - skomentował litewski szkoleniowiec.

Działacze gdyńskiego klubu tłumaczą również, dlaczego protest złożyli dopiero 10 dni po meczu o Superpuchar.

- Naszym zdaniem nie jesteśmy związani w tym przypadku żadnymi terminami. Poza tym mieliśmy napięty grafik, bo na drugi dzień po tym spotkaniu wyjechaliśmy na turniej do Sankt Petersburga, a w poniedziałek czekał nas ważny inauguracyjny mecz w Zjednoczonej Lidze VTB z Azowmaszem Mariupol. Dlatego teraz oficjalnie żądamy zweryfikowania wyniku tego spotkania na naszą korzyść i przyznania nam Superpucharu Polski lub rozegrania meczu ponownie - podsumował dyrektor wykonawczy gdyńskiego klubu Arkadiusz Lewandowski.

Władze PLK lakonicznie wypowiadają się o proteście mistrza Polski. - Prezes Jacek Jakubowski przebywa za granicą, ale zapoznał się już z pismem. Liga podejmie decyzję w trybie administracyjnym, który jest określony w regulaminie. Poinformujemy o niej klub i media. Przed jej upublicznieniem nie będzie żadnego komentarza w tej sprawie - powiedział dyrektor ds. sportowych i PR spółki prowadzącej rozgrywki Adam Romański.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Asseco Prokom Gdynia | koszykówka | Tomas Pacesas | Asseco | asseco prokom

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje