Wiślaczka pobita w Krakowie

Poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" doniosła o awanturze wszczętej przez pijane liderki Wisły Can-Pack Kraków.

Do zajścia opisanego przez "Gazetę Wyborczą" doszło w nocy z piątku na sobotę przed jednym z krakowskich nocnych klubów. Według opisujących zajście dziennikarzy przed wejściem do klubu doszło do szamotaniny podpitych zawodniczek z ochroniarzem. Na miejsce wezwany został patrol policji, który zakończył spór. Nietrzeźwa Anna DeForge (oprócz niej na miejscu były jeszcze Kara Braxton i Jelena Skerović) miała rzucić się z pięściami na dziennikarza "GW". Rewelacje zawarte w artykule dementuje dyrektor Wisły Can-Pack Piotr Dunin-Suligostowski.

Reklama

- Dzisiejszy sensacyjny artykuł w "Gazecie Wyborczej" jest wielkim zaskoczeniem zarówno dla klubu jak i dla samych zawodniczek, które w tym artykule zostały wymienione. Jesteśmy w tej chwili w trakcie szczegółowego wyjaśniania przebiegu zdarzeń, które miały miejsce około północy z piątku na sobotę. Nasze dotychczasowe ustalenia nie potwierdzają wersji zaprezentowanej przez gazetę - powiedział naszemu portalowi tuż po spotkaniu z zawodniczkami Piotr Dunin-Suligostowski.

- Trudno w tej sytuacji nie odnieść się krytycznie do artykułu i nie zadać pytania, czy jest zgodne z etyką zawodu dziennikarza publikowanie informacji nieprawdziwych, szczególnie informacji narażających na szwank czyjeś dobre imię - dodał.

Dyrektor wiślaczek podkreśla, że zawodniczki w środku nocy na kilkanaście godzin przed ważnym spotkaniem ligowym nie powinny znajdować się w mieście, lecz w domu i w razie powtórzenia takiej sytuacji klub będzie zmuszony wyciągnąć konsekwencje i ukarać koszykarki dyscyplinarnie, ale - jego zdaniem - nie to jest w tej sprawie najważniejsze, tylko zniesławienie klubu i koszykarek w artykule.

- Nasze dotychczasowe ustalenia nie potwierdzają wersji zaprezentowanej w artykule. Żadnego potwierdzenia nie znajdują informacje o tym, że zawodniczki były pod wpływem alkoholu, jak również że ktokolwiek został przez nie zaatakowany lub poszkodowany w jakikolwiek sposób. Agresywne zachowanie wobec naszych zawodniczek znajduje natomiast potwierdzenie w raporcie policji. Jeżeli więc ktokolwiek miałby być napadnięty lub poszkodowany, to właśnie nasze zawodniczki - mówi Dunin-Suligostowski.

Jak udało nam się ustalić policyjny raport głosi, że stroną poszkodowaną są wiślaczki, o czym dobitnie świadczy siniak na twarzy jednej z zawodniczek. Koszykarki nie zdecydowały się jednak na wniesienie oskarżenia - głównie ze względu na ewentualne długotrwałe procedury przy tego rodzaju sprawach.

- W świetle ujawnionych faktów oczekiwałbym ze strony "Gazety Wyborczej" stosownego sprostowania oraz przeprosin za pomówienie naszych zawodniczek i przedstawienie ich w tak negatywnym świetle - zaznacza dyrektor Wisły Can-Pack. Same zawodniczki zastanawiają się nad wniesieniem oskarżenia przeciwko autorom publikacji za naruszenie ich dóbr osobistych.

Dariusz Jaroń, Kraków

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama