Przemysław Niemiec: Walczę o pierwszą dziesiątkę Vuelty

​Po dziewięciu etapach wyścigu Vuelta a Espana najwyżej z pięciu uczestniczących w nim polskich kolarzy sklasyfikowany jest Przemysław Niemiec, zajmujący 11. miejsce. - Będę próbował awansować do pierwszej dziesiątki - powiedział zawodnik grupy Lampre.

- Jestem zadowolony z lokaty w klasyfikacji generalnej, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Będę próbował poprawić swoją pozycję na kolejnych etapach - przyznał 32-letni zawodnik.

Reklama

W poniedziałek uczestnicy Vuelta a Espana mieli dzień odpoczynku. Rywalizację wznowią we wtorek na trasie płaskiego 190-kilometrowego etapu z Ponteareas do Sanxenxo, a nazajutrz czeka ich indywidualna jazda na czas z Cambados do Pontevedra (39,4 km).

- Ten etap ustawi hierarchię w wyścigu. Trochę się go obawiam. Czasówka jest dość długa, wiele można w niej zyskać lub stracić. W środę wieczorem będzie można więcej powiedzieć o moich szansach na miejsce w czołówce - podkreślił Niemiec.

Kolarze mają za sobą dopiero cztery z dziesięciu dni kończących się górskimi podjazdami na metę, ale takie wyzwania nie są mu straszne.

- Dla mnie najgorsze są takie etapy, jak wczorajszy do Barcelony czy jutrzejszy. Mamy już prawie połowę wyścigu. Wielu kolarzy jedzie w nim już tylko treningowo, zaczyna dawać o sobie znać zmęczenie. Dla tych walczących o wyższe lokaty istnieje ryzyko znalezienia się w drugiej grupie przy niespodziewanym podziale peletonu. W związku z tym trzeba być czujnym przez cały czas - powiedział kolarz grupy Lampre.

Dla Niemca to już drugi w tym roku start w prestiżowym trzytygodniowym wyścigu Pro Tour. Wiosną w Giro d'Italia zajął 39. miejsce, jadąc głównie dla liderów włoskiej ekipy Michele Scarponiego i Damiano Cunego.

- Potem miałem wystartować także w Tour de France, ale kierownictwo grupy zmieniło mi plany. Pojechałem w Tour de Pologne, liczyłem na dobry występ, ale szans pozbawiła mnie kraksa na pierwszym etapie. Potem miałem trochę odpoczynku, przez miesiąc pomieszkałem w domu, trenując w okolicach Bielska-Białej, Ustronia, Wisły - zaznaczył najwyżej klasyfikowany Polak w Vuelta a Espana.

Treningi na polskich szosach przynoszą efekty w Hiszpanii. Niemiec jest w Vuelcie liderem grupy Lampre. Tym razem to Cunego pomaga jemu.

- Oficjalnie grupa jedzie na mnie oraz zajmującego 15. miejsce młodego 24-letniego Kolumbijczyka Gomeza Anaconę, który zachwyca formą. Na górskim etapie do Andory Damiano bardzo mi pomógł na podjazdach - przyznał Niemiec.

To jego drugi sezon w cyklu Pro Tour. W barwach Lampre ma za sobą ukończone trzy wielkie wyścigi: dwukrotnie Giro d'Italia (2011 - 40. miejsce, 2012 - 39.) oraz Vuelta Espana (2011 - 54.). Do rekordu Sylwestra Szmyda, który 21 razy startował w wielkoszlemych wyścigach (Giro - 11 razy, Vuelta - 6, Tour de France - 4) i wszystkie ukończył, jeszcze daleko.

- Biorąc pod uwagę mój wiek, raczej nie poprawię tego osiągnięcia. Musiałbym rok w rok startować w trzech wielkich tourach. Ale jestem ambitny i nieustępliwy. W ubiegłym roku ukończyłem wszystkie 88 wyścigów, w których wziąłem udział. Teraz mam za sobą blisko 60 startów i także zawsze przyjeżdżałem do mety - powiedział kolarz urodzony w Oświęcimiu.

W tegorocznej Vuelcie startuje pięciu reprezentantów Polski. Bardzo dobrze spisuje się także Tomasz Marczyński, który na niedzielnym etapie do Barcelony zajął czwarte miejsce, a w klasyfikacji generalnej jest 13.

- Owszem, spotykamy się w trakcie wyścigu w polskim gronie, rozmawiamy ze sobą, ale nie ma mowy o współpracy między rodakami. Każdy jedzie dla swojej ekipy. To nie jest start w reprezentacji - zakończył Niemiec.

Dowiedz się więcej na temat: kolarstwo | Vuelta a Espana | Przemysław Niemiec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje