Kolarskie MŚ zakończyły się finansową klapą

Kolarskie mistrzostwa świata w Bergen mogą doprowadzić norweską federację kolarską (NCF) do bankructwa. "Nasza kasa jest pusta" - powiedział prezes federacji Tiedemann Hansen i w poniedziałek przestawił niecodzienną propozycję zdobycia pieniędzy w postaci... społecznej zbiórki.

Kolarskie mistrzostwa świata, które w ubiegłym tygodniu odbyły się w norweskim Bergen z tysiącami entuzjastycznej publiczności i wielomilionową oglądalnością telewizyjną na świecie, kosztowały tak dużo, że norweskiej federacji kolarskiej (NCF) grozi nawet bankructwo.

Reklama

Zdaniem ekspertów finansowych organizatorzy wydawali pieniądze bez opamiętania i po roztrwonieniu całego budżetu pozostały jeszcze do zapłacenia rachunki w wysokości kilku milionów euro.

"Nie mając żadnego doświadczenia ekonomicznego myśleli, że jakoś to będzie" - skomentował dziennik "Dagbladet".

Gazeta podkreśliła, że było to wspaniałe wydarzenie, które z zachwytem chwaliły zagraniczne media i uczestnicy, lecz zakończy się "totalną finansową klapą" i za ten gratisowy ludowy festyn sportowy zapłaci najprawdopodobniej państwo czyli podatnicy.

Organizatorzy mieli zapłacić za licencję od międzynarodowej federacji kolarskiej UCI siedem milionów euro. Mieli to zrobić już w 2015 roku kiedy kurs euro wynosił ok. 7 koron, lecz odkładali płatności, nie wykupując ubezpieczenia walutowego i teraz kurs ten wynosi już 9 koron. Największy norweski koncern naftowy wycofał się w ostatniej chwili tłumacząc się niską koniunktura branży, podobnie zrobiło kilku innych sponsorów i w efekcie zabudżetowane wpływy wyniosły zaledwie połowę spodziewanej kwoty.

"Biorąc pod uwagę, że UCI spodziewało się pół miliona kibiców, a było ich łącznie przez tydzień na ulicach ponad milion, a tylko podczas wyścigu ze startu wspólnego w niedzielę nawet 200 tysięcy, to wynik ten jest niesamowity dla kolarstwa. Nie zmienia to jednak faktu, że ten ludowy festyn zakończy się wielkim hukiem" - napisała gazeta.

Tak dokładnie nikt z organizatorów nie wie, ile wyniosą końcowe koszta, lecz dyrektor firmy je organizującej "Bergen 2017 AS" Harald Tiedemann Hansen, będący też prezesem NCF, powiedział na antenie telewizji NRK, że "wygląda na to, że wydaliśmy zbyt dużo pieniędzy".

Pomimo że organizatorzy otrzymali pomoc od państwa i gminy Bergen w łącznej wysokości ponad 6 milionów euro to nie zapłacili jeszcze całej sumy za licencję od UCI, rachunków za ochronę policji w wysokości 1,5 miliona euro, roboty drogowe w podobnej cenie, rekompensaty dla lokalnego transportu publicznego oraz wielu innych.

"Tych pieniędzy po prostu nie mamy. Nasza kasa jest pusta" - powiedział Tiedemann Hansen i w poniedziałek przestawił niecodzienną propozycję ich uzyskania, społeczną zbiórkę.

"To był bezpłatny sportowy festyn dla mieszkańców miasta lecz 99 procent z nich miało rozrywkę za darmo. Pozostałe dwa procent to bilety na trybunach i strefach z telebimami, których sprzedaliśmy zaledwie siedem tysięcy. Myślę, że teraz każdy, kto na żywo oglądał wyścigi, powinien wpłacić na nasze konto tyle ile uważa, od kilku do kilkuset koron, tak jak płaci się za kino czy teatr, autobus, a nawet parkowanie".

"Akcja społecznej finansowej solidarności byłaby spektakularną dodatkowa reklamą dla miasta i kraju, a dla nas ratunkiem, lecz powinniśmy pomyśleć o niej znacznie wcześniej, jeszcze przed MŚ, ponieważ niestety ludzka mentalność jest taka, że nikt nie chce płacić za coś, co już uzyskał i skonsumował za darmo" - powiedział.

"Bergen 2017 AS" jest spółką, w której właścicielem 100 procent akcji o wartości 500 tys. euro jest NCF.

"Jeżeli MŚ przyniosą straty, a to już jest pewne, to akcje te staną się bezwartościowe, co może oznaczać bankructwo dla federacji, dla której jest to cały kapitał. Jeżeli nawet nie, to spowoduje poważne ograniczenia finansowe dla rozwoju norweskiego kolarstwa na wiele lat" - skomentowała NRK.

Nie tylko organizatorzy ponieśli straty, lecz także miasto. Bergen spodziewało się masowego przyjazdu zagranicznych turystów, oceniając wzrost ich liczby na co najmniej 10 procent. Pierwsze szacunki mówią o... jednym procencie. Głównym powodem - jak podała lokalna gazeta "Bergens Tidende" - były odstraszające ceny hoteli, które żądały w tygodniu trwania MŚ nawet trzykrotnej ceny.

"W efekcie aż 40 procent pokoi stało pustych" - skomentowała gazeta.

Jedyną firmą, która nie ukrywa, że zarobiła na MŚ, jest kanał telewizji TV2 transmitujący imprezę. Prywatna stacja, finansowana z reklam, odnotowała rekordowa oglądalność i tym samym wpływy z ich emisji i sprzedaży sygnału.

"Wyścig ze startu wspólnego w końcowej fazie oglądało aż 800 tysięcy widzów, a najwyższa oglądalność podczas Tour de France nie przekroczyła nigdy 600 tysięcy. Biorąc pod uwagę, że Norwegia liczy zaledwie pięć milionów mieszkańców, to wynik ten jest bajkowy. Jest to swego rodzaju prezent urodzinowy, ponieważ we wrześniu obchodzimy jubileusz 25 lat istnienia" - powiedział kierownik redakcji sportowej kanału Vegard Jansen Hagen.

Dowiedz się więcej na temat: kolarstwo | bergen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje