Kolarskie MŚ. Michał Kwiatkowski: Przespałem ostatni zakręt

- 500 metrów przed metą byłem ustawiony za Matteo Trentinem i Peterem Saganem, ale straciłem czujność i inni zamknęli mnie przed ostatnim zakrętem - przyznał Michał Kwiatkowski, któremu nie wyszedł sprint na końcowych metrach wyścigu o mistrzostwo świata w norweskim Bergen.

Polski kolarz zajął dopiero 11. miejsce. Triumfował po raz trzeci z rzędu Słowak Peter Sagan.

Reklama

Kwiatkowski liczył na to, że w końcówce wyścigu być może uda mu się oderwać od stawki w niewielkiej grupce. Na ostatnim podjeździe na Łososiowe Wzgórze zaatakował jednak Julian Alaphilippe, a za plecami Francuza wciąż utrzymywała się duża grupa zawodników.

- Nie ułożył się ten ostatni podjazd, ale nie miałem takiej nogi jak Alaphilippe. Sprinterzy byli dzisiaj naprawdę mocni i przetrzymali podjazdy. Na 10-kilometrowym zjeździe do mety niewiele już można było zdziałać. Starałem się zaoszczędzić jak najwięcej sił do końcowego sprintu, który mi nie wyszedł. 500 metrów przed metą byłem ustawiony za Matteo Trentinem i Peterem Saganem, ale straciłem czujność i inni zamknęli mnie przed ostatnim zakrętem - opowiadał Kwiatkowski.

- Przespałem trochę ten zakręt. Mogłem go rozegrać inaczej, ale niestety czasu się nie cofnie - dodał.

Kolarz z Torunia został owacyjnie przywitany przez kibiców przed autobusem ekipy, ale widać było, że nie jest z siebie zadowolony.

- Cały czas byłem w grze i wierzyłem w to, że jestem w stanie walczyć o medal. Długo przygotowywałem się do tego startu, długo o nim myślałem. Jest duży niedosyt, że tak się to potoczyło. Dziękuję polskim kibicom za wspaniałe wsparcie. Byli dziś najliczniejszą grupą po Norwegach - podkreślił.

Kwiatkowski dziękował też kolegom z reprezentacji, którzy przez długi czas asekurowali go, osłaniali przed wiatrem i pomagali likwidować groźne ucieczki.

- W przeciwieństwie do reprezentacji Słowacji, my staraliśmy się przejmować kontrolę nad wyścigiem, chcieliśmy walczyć od startu do mety. Dziękuję chłopakom, że do końca we mnie wierzyli. Gdy reprezentanci Holandii podkręcili tempo, musieliśmy przesunąć się do przodu peletonu. Potem my i Francuzi musieliśmy gonić groźną ucieczkę. Musieliśmy wziąć to "na klatę" - powiedział "Kwiato".

Kwiatkowski docenił klasę Sagana, który jako pierwszy kolarz w historii zdobył tęczową koszulkę trzy razy z rzędu.

- Gratulacje za zimną głowę. Jechał cały czas z tyłu, a pojawił się z przodu dopiero na ostatniej rundzie. Duże ryzyko, ale - jak widać - opłaciło się - przyznał.

Kwiatkowski nie kończy jeszcze sezonu. Na początku października czekają go trzy starty we Włoszech, w tym jeden z kolarskich "monumentów" - Giro di Lombardia.


Dowiedz się więcej na temat: Michał Kwiatkowski | kolarstwo | Peter Sagan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje