• 1 .Lech Poznań (22 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (22 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 5 .Wisła Kraków (20 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (19 pkt.)
  • 7 .Korona Kielce (18 pkt.)
  • 8 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)

Wisła zagra w Londynie jak u siebie!

"Młyn" kibiców Fulham nie będzie w stanie przekrzyczeć tych z Polski, którzy w sile trzech tysięcy będą wspierać Wisłę Kraków dzisiaj o godz. 21:05 na Craven Cottage. Głośne wsparcie zespołowi Roberta Maaskanta może się przydać w walce o co najmniej punkt zwiększający szanse na wyjście z grupy K Ligi Europejskiej.

Zobacz sytuację w grupie K

Reklama

Ciepłe, pochmurne przedpołudnie na Stevenage Road. Poza pracownikami technicznymi z angielskiej telewizji rozkładającymi kable, nic nie zapowiada, że wieczorem śmiertelnie poważny mecz z Fulham FC zagra tu Wisła Kraków.

Do kas biletowych stadionu Craven Cottage co jakiś czas ktoś podchodzi, ich pracownicy zdecydowanie mają więcej pracy prowadząc rezerwację i sprzedaż telefoniczną. Przy okienkach pojawiają się głównie Polacy. - For "Putney End" three tickets please - zamawia jeden z nich. - Are You Polish? - pyta kasjerka, a po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi wydaje wejściówki.

- Na mecz z Wisłą sprzedaliśmy już 20 tys. biletów. Sądzę, że jeszcze dzisiaj zejdzie z tysiąc - powiedziała nam pani w okienku.

- Fulham trochę zaspało. Sprzedali ponad tysiąc biletów Polakom, nie identyfikując ich, więc teraz mamy obawy, czy nie dojdzie do awantur na ich sektorze, czy na przykład w tłumie Polaków nie znajdą się kibice wrogiej Wiśle Cracovii, ale podobno to mało prawdopodobne - tłumaczy nam angielski policjant, który brał udział w przedmeczowym meetingu z przedstawicielami UEFA, a także szefostwem bezpieczeństwa obu klubów. Wisłę prezentowali na spotkaniu szef zabezpieczenia imprez Kazimierz Antkowiak, a także Jakub Jarosz i Ewa Rosek.

- O naszych kibiców się nie obawiamy. Od kilkunastu lat mamy już z nimi spokój - przypomina angielski policjant. Jego dwaj koledzy po fachu, którzy w charakterze doradców przyjechali na mecz z Krakowa (specjaliści komendy wojewódzkiej w zwalczaniu przestępczości wśród kibiców), patrzą z zazdrością. Kibicowska rzeczywistość Krakowa, to wciąż nieujęci wszyscy sprawcy zabójstwa "Człowieka". Całe szczęście, że po tym dramatycznym incydencie w mieście się uspokoiło.

Craven Cottage to miejsce dla koneserów historii piłki nożnej. Jest obiektem zabytkowym, ma piękne drewniane trybuny, jest wciśnięty między Tamizę, Bishop's Park a ulicę Stevenage Road. Stadion robi wrażenie nawet na hiszpańskich kibicach, którzy przyjechali z Madrytu i obfotografowali się przed sklepem z pamiątkami klubowymi. Jeszcze kilka tygodni temu snuto plany zburzenia obiektu.

- Na szczęście, okazało się, że budynek z czerwonej cegły, na którym jest oparty Craven Cottage, jest już zabytkiem i miesiąc temu zapadła decyzja, że stadion ocaleje, będzie za to gruntownie modernizowany - powiedział nam jeden z Fanów Cotaggers, który kupował bilet na derby z Tottenhamem.

Podopieczni Martina Jola zapewniają, że nie zlekceważą Wisły. Trudno im jednak wierzyć, że nie myślą już o niedzielnych derbach północnego Londynu z "Kogutami". Na porażkę 0-1 w Krakowie Jol zareaguje tak, że najpewniej tym razem pośle przeciw Wiśle Amerykanina Clinta Dempseya, którego przed dwoma tygodniami nie zabrał nawet do Polski, by odpoczął sobie przed meczem ligowym.

Anglicy ciągle mają w pamięci czerwoną kartkę, jaką niezasłużenie dostał w Krakowie zastępujący Dempseya Moussa Dembele. Dempsey tonuje jednak nastroje.

- Najwyraźniej sędzia nie widział dokładnie całego zdarzenia i dał się trochę nabrać Nunezowi, ale z pewnością chciał podjąć słuszną decyzję - uważa Amerykanin. - Jeśli w rewanżu żaden z naszych piłkarzy nie wyleci z boiska i zagramy na tyle, na ile nas stać, to powinniśmy wygrać z Wisłą.

- Przez naszą porażkę w Krakowie tabela Grupy K Ligi Europejskiej się trochę spłaszczyła. Mamy tylko punkt przewagi nad Wisłą i Odense. Jeśli nie chcemy do ostatniej kolejki drżeć o to, czy awansujemy, powinniśmy Wisłę pokonać - mobilizuje siebie i zespół Dempsey.

Sęk w tym, że szef sztabu szkoleniowego "Białej Gwiazdy", Robert Maaskant ma inny plan: - O wiele łatwiej będzie nam awansować, jeśli wygramy, bądź przynajmniej zremisujemy na Craven Cottage. Zawsze marzyłem o tym, by poprowadzić zespół w ojczyźnie futbolu, w Anglii i mam nadzieję, że z Londynu wywiozę miłe wspomnienia - mówi Holender.

Trener Wisły walczy nie tylko o punkty, ale i o własną głowę. Wielu kibicom przestaje się podobać jego praca, w podobny nastrój wpada też właściciel "Białej Gwiazdy", Bogusław Cupiał. - Mimo nawału obowiązków jeździłem na każdy wyjazdowy mecz Wisły w pucharach, ale w Enschede pan Maaskant wyleczył mnie z tego. Po bezrefleksyjnej, kompromitującej stracie czterech goli powiedziałem sobie: "koniec z wyjazdami", dopóki ten człowiek będzie trenował Wisłę - powiedział nam długoletni fan "Białej Gwiazdy".

- Grając takie mecze, jak ten z Wisłą zostawiasz po sobie najlepsze wspomnienia. Momentu, w którym awansowaliśmy do finału Ligi Europejskiej nigdy nie zapomnę (w sezonie 2009/2010 - przyp. red.). Fajnie jest grać jak najdłużej w rozgrywkach, które pozwalają ci rywalizować z zespołami z całej Europy, prezentującymi całkiem inny styl, niż ten w Anglii - dodaje Dempsey.

Wszyscy fani mistrzów Polski mają jednak nadzieję, że w tym sezonie Dempsey i jego koledzy przygodę z Ligą Europejską zakończą już na fazie grupowej, a awans zyska Wisła.

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Fulham - Wisła. Początek o 21.05

Michał Białoński, Londyn

Dowiedz się więcej na temat: Liga Europejska | Wisła Kraków | Robert Maaskant

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama