• 1 .Wisła Kraków (12 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (12 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (11 pkt.)
  • 4 .Lech Poznań (8 pkt.)
  • 5 .Górnik Zabrze (8 pkt.)
  • 6 .Arka Gdynia (7 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (7 pkt.)
  • 8 .Wisła Płock (7 pkt.)

Smuda zaczął z Wisłą: „Żona pomyśli, że byłem na popijawie”

- Jak ja się teraz żonie pokażę? Jak mnie zobaczy, to powie, że byłem na jakiejś popijawie, a nie na pierwszym treningu Wisły - żartował Franciszek Smuda po pierwszych zajęciach z ekipą "Białej Gwiazdy".

Franz prezentował zadrapania na ręce, jakich nabawił się po zderzeniu z bramkarzem Janem Koconiem. Smuda był skoncentrowany na gierce, jaką prowadzili piłkarze, Kocoń - jak wszyscy bramkarze - biegał za piłką w polu. W pewnym momencie trener, cofając się, natrafił na nogi Koconia, przez co runął jak długi. Janek przeprosił, podał rękę byłemu selekcjonerowi, a ten obrócił całą sytuację w żart.

Reklama

Obserwowałem wiele treningów Franza z reprezentacją Polski, tych w Lechu Poznań, Zagłębiu Lubin, czy wcześniej w Wiśle, więc mogę zaryzykować stwierdzenie - Smuda jest w życiowej formie! Teraz ważne, by za miesiąc w takiej samej byli jego piłkarze, a także, by klubowi decydenci stanęli na wysokości zadania podczas negocjacji transferowych.

- Panowie, najważniejsze jest tempo. Trzydzieści sekund naprawdę szybkiego biegania, później może być trucht - przemówił do ekipy na początek zajęć Franz. Oznaczało to dla 12 zawodników (pozostali, m.in. Patryk Małecki, Cezary Wilk i Marco Jovanović brali udział w badaniach lekarskich) 40 minut uciążliwego biegania wokół stadionu, w trakcie której wykonywali pracę beztlenową (30 sekund sprint) i tlenową (90 sekund truchtu). Obydwa rodzaje wysiłku są przydatne w zawodzie piłkarza, któremu potrzebna jest szybkość, ale też wytrzymałość, bo mecz trwa 90 minut "plus to, co doliczy arbiter".

Smuda zderzył się już nie raz z twardą wiślacką rzeczywistością. Klubu, w którym brakuje pieniędzy. Najpierw odszedł Cwetan Genkow, ale na jego pensję - około 30 tys. euro miesięcznie nie stać nie tylko współczesnej Wisły, ale większości polskich klubów. Dlatego przy Reymonta przyjęto ten ruch Cwetana z ulgą. "Białej Gwieździe" oddala się w ten sposób widmo bankructwa. Oszczędności oszczędnościami, ale pytanie o to, kto będzie strzelał bramki dla Wisły pozostaje wciąż aktualne.

Kolejny przejaw kryzysu w najbardziej utytułowanym polskim klubie ostatniego 20-lecia, miał miejsce na początku gierki treningowej. Franz ma taki zwyczaj, że przy podziale piłkarzy na dwie ekipy osobiście wręcza znaczniki tym lepszym i tworzy z nich zespół. W pierwszej kolejności żółte kamizelki dostali Radosław Sobolewski, Arkadiusz Głowacki, Rafał Boguski i Gordan Bunoza. Smuda miał kłopot, bo musiał rozdać jeszcze dwa znaczniki, a otaczały go same żółtodzioby. - Jest jeszcze ktoś, kto skończył 25 lat? - zapytał. Nie zgłosił się nikt, więc wybrał Michała Chrapka i jeszcze jednego młodzieżowca.

Już na pierwszych zajęciach z Franzem piłkarze mogli się przekonać, że zabawa się skończyła. Po 45 minutach ciężkiego biegania w 30-stopniowym upale mieli dosyć intensywną gierkę 2x5 minut. - Nie ma stania z piłką, jak najwięcej gry z pierwszej piłki, strzały na bramkę tylko w ten sposób - dowodził Smuda, a później rugał. - Dwa tygodnie to nie była żadna przerwa, więc nie powinniście zapomnieć jak się gra, tylko nabraliście świeżości. A niektórzy ruszają się jak mucha w smole! To Kmiecik jest szybszy, choć ma prawie 70 lat - krzyczał Franz.

Na cenzurowanym znaleźli się zwłaszcza bramkarze, którzy musieli radzić sobie w polu, w starciu z obrońcami i pomocnikami. Do Michała Miśkiewicza, dosyć ślamazarnie przyjmującego piłkę, Smuda krzyknął: "Jesteś bramkarzem, ale ty też na boisku musisz myśleć!" Były selekcjoner szykował się też, by nakrzyczeć na Gerarda Bieszczada, gdy ten zamiast podać krótko po ziemi, posłał świecę "Panu Bogu w okno". - A, to bramkarz jest? - zapytał swego asystenta Kazimierza Kmiecika Franz, a gdy otrzymał odpowiedź twierdzącą, kiwnął tylko głową ze zrozumieniem dla niedostatków w operowaniu piłką młodego golkipera.

 Na pierwsze zajęcia Franza po jego powrocie na Reymonta, pofatygował się także prezes TS Wisła Ludwik Miętta-Mikołajewicz. Uściskał prawicę Smudy, pożartował, pokazał swe poparcie, zafundował byłemu selekcjonerowi przywitanie z klasą.

- Jak się czuję po pierwszym treningu? Jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał, w pewnym sensie tak przecież było. W Krakowie mieszkam, tu jest moje miejsce i tak już zostanie - powiedział trener Smuda.

- Ciągle mnie pytają, czy wróci Brożek, czy przedłużymy z Sobolewskim. Otwórzmy szafę i odkurzmy jeszcze Artka Sarnata, bo jest nam potrzebny dobry bramkarz. Jeśli mamy budować nowy zespół, to przy całym szacunku dla chłopaków z dawnej Wisły, musimy postawić na młodych, silnych, zdrowych - wyznacza nowe kierunki były selekcjoner. - Dla Radka może nawet lepiej, że dowiedział się dzisiaj o tym, iż Wisła z nim nie przedłuży umowy. U nas dostałby kontrakt na pół roku, może rok, a w innym klubie może wynegocjować dwuletnią umowę.

Odchodzi Sobolewski, Wisła sprowadziła za darmo niemieckiego pomocnika Fabiena Burdenskiego. Franz Smuda nie ukrywa, że trafił do Wisły głównie dlatego, iż jest synem jego przyjaciela - byłego bramkarza Werderu Dietera Burdenskiego, a z transferu tego dla Wisły mogą wpaść niezłe profity.

- Na razie nie stać nas na wielkie wzmocnienia. Przychodzi młody chłopak, który nas niewiele kosztuje. W Niemczech ktoś zauważy, że Wisła otwarła się na tamtejszy rynek, to być może już wkrótce trafi nam się jakiś wartościowy piłkarz - ma nadzieję Smuda.

Fabien Burdenski jest wychowankiem Werderu Brema, lecz ostatnio grał w zespole Regionalligi (czwarta klasa rozgrywkowa w hierarchii Niemiec) - 1 FC Magdeburg. Sądząc po statystykach (26 meczów, zero goli, zero asyst) i klubie, w którym występował Burdenski, trudno go nazwać wzmocnieniem Wisły. A czy jego zatrudnienie umożliwi Wiśle pozyskanie lepszych piłkarzy, przekonamy się już wkrótce.

Zapytałem Franza, czy nie obawia się, że przez ruchy takie, jak ten ze sprowadzeniem Burdenskiego może się narazić na oskarżenia o nieczyste układy. - Jeśli ktoś zna mnie dobrze, to wie, że nikt przez 30 lat kariery trenerskiej nie mógł mi zarzucić, żebym przy jakimkolwiek transferze uszczknął dla siebie choćby złotówkę odparł Franciszek Smuda.

Autor: Michał Białoński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje