• 1 .Lech Poznań (22 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (22 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (22 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 5 .Wisła Kraków (20 pkt.)
  • 6 .Legia Warszawa (19 pkt.)
  • 7 .Korona Kielce (18 pkt.)
  • 8 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)

Nie ma chętnych do kupienia Widzewa

Gdybym chciał opuścić Widzew, to nie musiałbym szukać pretekstów - powiedział jego właściciel Sylwester Cacek. Dodał, że w tej chwili, nawet gdyby chciał, nie miałby komu sprzedać łódzkiego klubu.

"To nie jest tak, że dzisiaj stoi kolejka chętnych, którzy chcieliby wydać swoje pieniądze na Widzew. Bez finansów nic się dzisiaj nie zrobi. Dlatego nie ma chętnych do kupienia klubu" - powiedział Cacek.

Reklama

Zaprzeczył jednocześnie pojawiającym się w mediach spekulacjom, że od dłuższego czasu szuka pretekstu, by wycofać się z Widzewa.     

"Gdybym chciał opuścić Widzew, to nie musiałbym szukać pretekstów, bo ich nie potrzebuję. Jak byłem w Piasecznie i nie widziałem żadnych perspektyw, to z dnia na dzień się wycofałem, a drużyna rozpoczęła grę dwie ligi niżej. Gdybym chciał, tutaj mógłbym zrobić to samo. Pretekstów więc szukać nie muszę" - wyjaśnił Cacek.

Dodał jednak, że ma żal do osób, które nie doceniają tego, co zrobił od sierpnia 2007 roku, gdy od Zbigniewa Bońka i Andrzeja Szymańskiego przejął udziały w Widzewie.

"Mówiłem wówczas, że potrzeba pięciu lat na restrukturyzację klubu i pięciu kolejnych na budowę takiego poziomu sportowego, który da szansę awansu do europejskich pucharów. Moim marzeniem było, by po 10 latach regularnie być w krajowej czołówce i grać w pucharach. Nie zakładałem jednak, że w tym czasie dwa razy znajdziemy się w 1. lidze. I to głównie w związku z czynami, które miały tu miejsce za rządów Bońka i Szymańskiego" - powiedział.

Wyjaśnił, że w momencie przejmowania klubu nie miał żadnych przesłanek wskazujących na to, że Widzew może być uwikłany w aferę korupcyjną.

"Boniek i Szymański zapewniali mnie, że wszystko było tu czyste. W normalnym postępowaniu sprawdzić się jednak tego nie dało i można było tylko przyjąć, że ludzie, którzy mnie tu wciągnęli, mówią prawdę. Jak sprawa wyszła z prokuratury i ujrzała światło dzienne, to nie mogliśmy już dokonać żadnego transferu, bo nikt nie chciał do nas przyjść. Z bardzo słabym zespołem, który odziedziczyliśmy jesienią, weszliśmy więc w rozgrywki wiosenne i spadliśmy z ligi.

- Dzisiaj nikt jednak nie myśli o tym, gdzie Widzew by był po sprawie Szymańskiego, gdyby nie było tu takiego wariata jak ja. Gdybym był sponsorem dającym 500 tys. zł rocznie, to niektórzy na rękach by mnie tu nosili. Gdy umorzyłem klubowi kilkadziesiąt mln zł pożyczki, to mówią, że dużo złego dla Widzewa zrobiłem. Przykro mi z tego powodu" - przyznał Cacek.

W przeciwieństwie do wielu środowisk związanych z futbolem właściciel Widzewa nie wpadł w euforię po wyborze nowych władz PZPN. Wyjaśnił, że powodem pewnej wstrzemięźliwości w jego ocenie ostatniego zjazdu jest to, że nie bardzo już wierzy w rządy piłkarzy.

"Mieliśmy już w PZPN prezesa, który nie poradził sobie z tym, co dostał w schedzie po poprzedniku. Dla wielu osób Grzegorz Lato jest uosobieniem wszelkiego zła w polskiej piłce nożnej. Zapomina się jednak o tym, że to nie on był sprawcą tego zła. On po prostu nie poradził sobie z tym, co dostał po Michale Listkiewiczu. Zobaczymy, czy poradzi sobie z tym Zbyszek" - stwierdził biznesmen.

Jego zdaniem, niewątpliwą przewagą, jaką Boniek ma nad swoim poprzednikiem, jest dużo lepszy skład zarządu, w którym znalazło się m.in. siedmiu przedstawicieli klubów profesjonalnych - czterech więcej, niż w poprzednim zarządzie.

"Mam nadzieję, że jest to motor, który będzie odpowiednio napędzał pracę nowego zarządu. Żałuję jednak, że tych przedstawicieli nie jest jeszcze więcej. Jako kluby profesjonalne mogliśmy mieć większość w zarządzie, ale zachowanie 1. ligi nie pomogło w realizacji tego celu" - zauważył właściciel Widzewa.

Dodał, że w przeciwieństwie do kibiców nie liczy na to, że nowy szef PZPN łaskawszym okiem będzie patrzył na ekipę z al. Piłsudskiego.

"Pewnie klub, w którym kiedyś się grało zostaje w sercu, ale dziś patrzy się innymi kategoriami. Pozycja prezesa związku jest jednak tak odległa, że trudno tu o relacje między jej pełnieniem a wspieraniem swojego byłego klubu. Tym bardziej, że Zbyszek już od kilku lat nie działał na jego rzecz" - zakończył Cacek.

Dowiedz się więcej na temat: widzew łódź | Ekstraklasa | Zbigniew Boniek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje