• 1 .Legia Warszawa (43 pkt.)
  • 2 .Jagiellonia Białystok (41 pkt.)
  • 3 .Lech Poznań (41 pkt.)
  • 4 .Lechia Gdańsk (41 pkt.)
  • 5 .Korona Kielce (28 pkt.)
  • 6 .Wisła Kraków (26 pkt.)
  • 7 .Pogoń Szczecin (22 pkt.)
  • 8 .Bruk-Bet Termalica (22 pkt.)

Legia Warszawa. Bitwa o 100-letnią tradycję i… ogromne pieniądze

To może być największa transakcja w dziejach polskiej piłki. Dariusz Mioduski chce wykupić udziały Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzela, a duet chce nabyć udziały... Mioduskiego. Początek 2017 roku w Legii Warszawa to gigantyczny znak zapytania. Kulisy biznesowej wojenki na szczycie jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich klubów, odsłonił Roman Kołtoń z portalu polsatsport.pl.

Ekstraklasa - sprawdź wyniki, terminarz, tabelę

Reklama

Gdy w 2012 roku przy Łazienkowskiej pojawił się Bogusław Leśnodorski, wielu pukało się w czoło. Otóż biznesmen, który wcześniej z piłką nożną nie miał do czynienia, stanął na czele jednego z najważniejszych klubów w Polsce. Został prezesem Legii Warszawa, a jak się teraz okazuje, był to strzał w dziesiątkę.

Praca Leśnodorskiego w warszawskim klubie to pasmo sukcesów. To trzy tytuły mistrza Polski, wicemistrzostwo, dwa Puchary Polski, cztery starty jesienią w Europie - z tego raz wygranie grupy Ligi Europy, a teraz Liga Mistrzów, z której Legia awansowała do 1/16 Ligi Europejskiej.

Gdy jednak na boisku i w biznesie wszystko wychodzi, nie może to trwać wiecznie. Pojawiają się problemy na szczycie.

1 października 2016 roku "Przegląd Sportowy" poinformował o konflikcie właścicieli Legii - Dariusza Mioduskiego, Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzela. Konflikcie, który ma dwie strony - Leśnodorskiego i Wandzela z jednej, a Mioduskiego z drugiej. Konflikcie, po którym słynne warszawskie "trio" przestanie istnieć i wygra tylko jeden model zarządzania klubem.

Roman Kołtoń, dziennikarz Polsatu Sport, w obszernym artykule na polsatsport.pl, ujawnia szokujące fakty dotyczące biznesowych tajemnic na szczycie warszawskiego klubu.

Według jego informacji, konflikt narastał od dłuższego czasu. Włodarze Legii spierali się niemal na każdym kroku, nawet w błahych sprawach.

Duet nie mógł dojść do porozumienia z Mioduskim m.in. w takich kwestiach, jak: zatrudnienie trenera Stanisława Czerczesowa (Mioduski wolał Paula Bento), kontraktowanie piłkarzy, m.in. Vadisa Odjidji-Ofoe czy Miroslava Radovicia (Mioduski do dziś nie podpisał się pod ich transferami), pożyczki 20 mln zł ze spółki Skarbiec TFI, czy choćby... artykułu prasowego w tygodniku "Wprost", gdzie Mioduski "w dwa lata zrobił z Legii najlepiej zarządzany piłkarski biznes w Polsce". Leśnodorski i Wandzel mieli być rozwścieczeni.

Kluczową rolę, a także najchętniej przywoływaną przez media, odegrali kibice. Apogeum konfliktu miał być mecz Legii z Borussią Dortmund, gdzie fani zachowali się skandalicznie, wyzywając kibiców gości i doprowadzając do burd na stadionie. Spotkanie w Lidze Mistrzów okazało się gigantyczną porażką wizerunkową mistrza Polski. Mioduski o taki stan rzeczy obwiniał Leśnodorskiego, który miał pozwolić kibicom na zbyt wiele. Panowie mieli się pokłócić jeszcze w trakcje meczu Ligi Mistrzów.

Od tego momentu obie strony rozpoczęły otwartą wojnę - za pośrednictwem mediów. Która strona ma rację? Nie wiadomo, choć fakty przemawiają tak za jedną, jak i drugą opcją. Pieniądze Mioduskiego pomogły Legii wyjść na prostą w przeddzień stulecia klubu. Obrotność Leśnodorskiego i Wandzela dała natomiast ogromny zysk operacyjny, który szacuje się na ok. 100 mln zł, a na samej polityce transferowej warszawianie za kadencji Leśnodorskiego zarobili 60 mln zł.

Teraz o przyszłości Legii ma przesądzić... licytacja, którą przeprowadzi Polska Rada Biznesu. Jak dowiedział się Kołtoń, właściciela warszawskiego klubu powinniśmy poznać najwcześniej w marcu. Na czym właściwie licytacja miałaby polegać?

Mioduski chce wykupić 40 proc. udziałów Leśnodorskiego i Wandzela, by samodzielnie rządzić klubem. Duet też nie wyobraża sobie porozumienia z Mioduskim i chce nabyć jego 60 proc. Sama procedura będzie wyglądać dość nietypowo. Po podpisaniu umowy, na jakiej zasadzie dokładnie odbędzie się licytacja, strony będą miały kilka tygodni na ustalenie ofert (prawdopodobnie do końca lutego).

Prawdopodobnie obozy przedstawią swoje oferty w zamkniętych kopertach. Po kilku dniach przewidziana jest dogrywka. Suma, którą przyjdzie zapłacić stronom będzie odłożona w czasie.

Pojawia się więc proste pytanie - kto złoży lepszą ofertę? Na razie nie wiadomo, ale biorąc pod uwagę fakt, że wartość Legii z dnia na dzień rośnie (budżet na 2017 rok może sięgnąć aż 250 mln zł!), należy się spodziewać gigantycznej transakcji, jakiej jeszcze w polskiej piłce nie było.

______________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Sprostowanie:

Na wniosek Spółki Skarbiec Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A., zamieszczamy sprostowanie:

"Legia nie otrzymała pożyczki od Skarbiec TFI S.A. a od funduszy zgodnie z ich celem".

Ty też możesz pomóc! Czekamy na Twoje wsparcie na pomagam.interia.pl!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje