Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2-0

Sobota, 13 listopada 2010 (20:15)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Sławomir Peszko i Artjoms Rudnevs swoimi golami dali Lechowi Poznań zwycięstwo 2-0 nad Lechią Gdańsk. Nie jednak wynik, ale gra - przynajmniej długimi fragmentami - daje podstawy do optymizmu co do przyszłości mistrzów Polski. Poznaniacy nie tracą dystansu do innych drużyn walczących o opuszczenie strefy spadkowej.

Kliknij tutaj, aby zobaczyć zapis relacji na żywo z meczu Lech Poznań - Lechia Gdańsk!

W pierwszych dwunastu kolejkach Lechia zdobyła o osiem punktów więcej od Lecha, ale zespół z Poznania jest nieobliczalny. Dziś pokazał głównie tę lepszą stronę, szczególnie w drugiej połowie. W pierwszej mecz długimi fragmentami był zacięty, a Lechia udowadniała, że nie zamierza się tylko bronić. Obrona Lecha, wsparta dziś Manuelem Arboledą, myliła się jednak rzadko.

Reklama

Trener Lecha Jose Maria Bakero przed spotkaniem podkreślał, że jego zespół nie gra jednym napastnikiem, a trzema. Miał na myśli ofensywnie atakujących obu skrzydłowych. Dziś Hiszpan postawił na Sławomira Peszkę i Jakuba Wilka, który dał świetną zmianę w spotkaniu z Polonią. Obaj grali bardzo dobrze, ale i tak największe zagrożenie dla Sebastiana Małkowskiego istniało ze strony Artjomsa Rudnevsa. Łotysz mógł pokonać bramkarza Lechii już w 6. minucie, choć stał w otoczeniu rosłych lechistów. Jego strzał głową był minimalnie niecelny.

W Lechii mogła podobać się współpraca duetu Bedi Buval - Abdou Traore. Ten ostatni pod koniec czerwca grał na stadionie w Poznaniu w barwach Rosenborga Trondheim towarzyskie spotkanie z Lechem, poznaniacy interesowali się nawet czarnoskórym napastnikiem, ale Traore odnalazł się ostatecznie w Gdańsku. Dziś już w 9. minucie starał się pokonać Kotorowskiego strzałem z dystansu - bramkarz Lecha złapał jednak piłkę, która wcześniej skozłowała na mokrej trawie.

Aż do 30. minuty na boisku niewiele się działo - obie ekipy walczyły o uzyskanie przewagi w środku pola. Po tym okresie groźniejsze stały się akcje Lecha. Sytuacje pod bramką Lechii mieli Bartosz Bosacki i Rudnevs, ale poznaniacy albo zwlekali z oddawaniem strzałów, albo nie mogli trafić w bramkę. Jeszcze tuż przed przerwą dwukrotnie zza linii bocznej pola karnego strzelał Peszko - w obu przypadkach obok słupka. Wynik 0-0 nie mógł jednak dziwić - w tym sezonie Lech tylko raz prowadził po pierwszej części gry (w starciu z Cracovią). Emocje w jego spotkaniach są zwykle po przerwie.

Nie inaczej było i tym razem. Swoją przewagę z końcówki pierwszej połowy Lech udokumentował golami w pierwszym kwadransie po przerwie. Poznaniacy stworzyli trzy groźne sytuacje, wykorzystali dwie z nich. Pierwszą zmarnował bowiem Rudnevs, który dość przypadkowo dostał piłkę po nienajlepszym strzale Peszki.

Po chwili kapitalną asystą do Peszki popisał się Wilk - prawoskrzydłowy Lecha miał dużo czasu i miejsca, technicznym strzałem pokonał Małkowskiego.W odpowiedzi po stracie Bosackiego przed bramką Kotorowskiego znalazł się Buval, ale podjął zła decyzję - uderzył bez zastanowienia z powietrza, choć miał sporo czasu. Posłał piłkę wysoko nad poprzeczką.

Kilka minut później rzut rożny dla Lecha wywalczył Wilk - po dośrodkowaniu najwyżej wyskoczył Rudnevs i wreszcie pokonał bramkarza Lechii. Drugi gol wyraźnie uspokoił poznaniaków, Lechia odgryzała się niecelnymi strzałami z dystansu (Traore i Marcin Pietrowski).

Zdecydowanie groźniejsze były kontry Lecha, choć na boisku nie było już Rudnevsa. Gdy Łotysz schodził z boiska, rozległy się gwizdy - kibice nie akceptowali bowiem decyzji Bakero o wymianie tego piłkarza na zawodzącego Joela Tshibambę. Czarnoskóry napastnik Lecha mógł przekonać do siebie sympatyków Lecha, bo w 81. minucie znalazł się sam na sam z Małkowskim. Przelobował bramkarza Lechii, ale nie trafił w bramkę. Za to chwilę wcześniej kapitalnym uderzeniem, z dystansu popisał się Siergiej Kriwiec - piłka odbiła się od poprzeczki, następnie od ziemi, ale do siatki nie wpadła.

Ataki Lechii były zwykle blokowane przez obrońców Lecha, choć w doliczonym czasie świetną okazję zmarnował Alieksandr Sazankow. Świetną paradą popisał się wtedy Kotorowski.

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2-0 (0-0)

Bramki: 1-0 Sławomir Peszko (52.), 2-0 Artoms Rudnevs (58.).

Żółta kartka - Lech Poznań: Siergiej Kriwiec. Lechia Gdańsk: Marek Zieńczuk, Paweł Nowak, Tomasz Dawidowski.

Sędzia: Masaaki Toma (Japonia). Widzów 20547.

Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Manuel Arboleda, Jakub Wilk (75. Ivan Djurdjević), Bartosz Bosacki, Mateusz Możdżeń (46. Siergiej Kriwiec) - Sławomir Peszko, Dimitrije Injac, Semir Stilić, Luis Henriquez, Marcin Kikut - Artjoms Rudnevs (68. Joel Tshibamba).

Lechia Gdańsk: Sebastian Małkowski - Deleu (74. Tomasz Dawidowski), Krzysztof Bąk, Sergejs Kożans, Hubert Wołąkiewicz - Paweł Nowak, Łukasz Surma, Abdou Traore (74. Aleksandr Sazankow), Marek Zieńczuk (62. Marcin Pietrowski), Bedi Buval - Paweł Buzała.

Zobacz terminarz i tabelę Ekstraklasy