• 1 .Lech Poznań (23 pkt.)
  • 2 .Górnik Zabrze (23 pkt.)
  • 3 .Zagłębie Lubin (23 pkt.)
  • 4 .Jagiellonia Białystok (20 pkt.)
  • 5 .Wisła Kraków (20 pkt.)
  • 6 .Korona Kielce (19 pkt.)
  • 7 .Legia Warszawa (19 pkt.)
  • 8 .Śląsk Wrocław (17 pkt.)

Korona pokonała Lecha

Już w 23. min pierwszego meczu drugiej kolejki Orange Ekstraklasy gola dla Korony zdobył Edi Andradina. Korona wygrała u siebie z Lechem Poznań Franciszka Smudy 1:0.

Korona grała bez zawieszonego za udział w korupcji (w barwach Zagłębia Sosnowiec) Marcina Drzymonta. Lech musiał sobie poradzić bez kontuzjowanego Piotra Reissa. Franciszek Smuda, by zrobić sobie sztuczny tłum na ławce rezerwowych, wstawił tam aż dwóch bramkarzy: Emiliana Dolhę i 23-latka Roberta Binkowskiego.

Reklama

Kielczanie w 8. min stracili Marcina Kaczmarka, który doznał kontuzji mięśnia dwugłowego i zastąpił go Paweł Sobolewski.

Groźniejsi na początku byli poznaniacy. W 11. min bliski zdobycia gola był Przemysław Pitry, którego kąśliwe uderzenie z 18 m na raty bronił Maciej Mielcarz.

Zrewanżował się Tomasz Nowak, ale jego płaski strzał z 18. min był minimalnie niecelny. Od tego momentu dominowali miejscowi. W 22. min Krzysztofa Kotorowskiego pokonał znany z Pogoni Szczecin Brazylijczyk Edi. Z lewej strony pola karnego strzał oddał Sobolewski, a Edi tylko dołożył nogę, czym zmylił bramkarza Lecha.

O kolejne trafienia dla gospodarzy mogli się pokusić Kowalczyk (32. min głową, ale ponad poprzeczką), Świerczewski (33. min z 18 m również za wysoko) i Edi (36. min po odbiorze Świerczewskiego).

Gola "do szatni" mógł "Kolejorzowi" strzelić z wolnego niebezpieczny Edi. Brazylijczyk z rzutu wolnego postraszył Kotorowskiego, ale ten stanął na wysokości zadania i błyskawicznie rzucił się na piłkę.

W II połowie Korona nie zwalniała. Tylko w 50. min mogła strzelić dwa gole! Najpierw z 7 m próbował Andradina, ale ledwie doszedł do piłki podanej mocno z lewego skrzydła, więc skierował ją obok słupka. Za moment z 20 m uderzał groźnie Sobolewski.

Mecz zaczynał przypominać teatr jednego aktora. Lech z rzadka wychodził z własnej połowy. Po raz kolejny na listę strzelców w 53. min próbował się wpisać Edi, jednak po niezbyt dokładnym wycofaniu z linii końcowej Sobolewskiego jego "nożyce" były niecelne.

Minutę później klasyczną "setkę" zmarnował Kowalczyk, który nie potrafił pokonać Kotorowskiego z 7 m!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje