Wierietielny: Kowalczyk wykonała dobry manewr

- Tej dyskwalifikacji nie powinno być. My jednak będziemy walczyć. Nie mamy zamiaru podkulić ogona i odejść ze spuszczoną głową - powiedział Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk na jej stronie internetowej.

Polska biegaczka narciarska została przesunięta na szóstą pozycję w niedzielnym finale sprintu w Davos, mimo że na mecie była trzecia. To kara za zabiegnięcie drogi Kikkan Randall.

Reklama

- Sędziowie stwierdzili, że Justyna zmieniła korytarz, w którym finiszują zawodniczki, w momencie, kiedy nie wolno jej było tego zrobić. Przeskoczyła, ponieważ zobaczyła Amerykankę i chciała ją zablokować. My wiemy, że Justyna wykonała manewr w dobrym momencie, kiedy mogła wybrać tor, bo przecież była przed rywalką. A później to Randall na nią wpadła, Justyna biegła ze wszystkich sił do mety i co? Może miała ustąpić miejsca rywalce? - mówił trener.

To była normalna, sportowa, walka. Mamy zapis telewizyjny, który potwierdza nasze słowa. Jury miało nagranie na którym nic nie było widać, założyli więc winę Justyny i ją zdyskwalifikowali - stwierdził Wierietielny.

- My jednak będziemy walczyć. Nie mamy zamiaru podkulić ogona i odejść ze spuszczoną głową. Nie wiem, co prawda, co osiągniemy naszym protestem, bo może być tak, że koledzy będą bronić kolegów, a w tym wypadku to są praktycznie sami Skandynawowie. Ręka rękę myje. Jury na tych zawodach podjęło bardzo złą decyzję, ale być może FIS nie będzie chciał się kompromitować i nic możemy nie zdziałać protestując. Teoretycznie pierwotny wynik powinien być przywrócony, ale nie wiem, czy tak się stanie - zakończył trener Kowalczyk.

Zobacz jak wyglądała końcówka finału sprintu w Davos:

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: aleksander wierietielny | Justyna Kowalczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje