Zakończenie miało być inne

Zakończenie mojej pracy z reprezentacją Polski miało być zupełnie inne - przyznał Stefan Dryszel, który przez 12 lat prowadził kadrę tenisistów stołowych. W gronie jego następców wymieniane jest nazwisko Tomasza Krzeszewskiego.

- Zakończenie mojej pracy z reprezentacją miało być zupełnie inne. Liczyłem, że któryś z zawodników zakwalifikuje się na igrzyska olimpijskie, a ja odejdę z kadry w sierpniu, po pekińskich zawodach. Stało się inaczej - powiedział Dryszel.

Reklama

- Zawodnicy byli przygotowani na moją decyzję, bowiem już rok temu mówiłem, że tym cyklem olimpijskim kończę pewien etap w życiu. Kto będzie moim następcą? Kiedyś wymieniałem nazwisko Tomka Krzeszewskiego jako właśnie tej osoby, która mogłaby pomagać mi w pracy z ekipą narodową. Decyzja należy do prezesa Jerzego Dachowskiego, wiceprezesa ds. szkoleniowych Wojciecha Waldowskiego oraz zarządu PZTS - dodał szkoleniowiec.

Po raz pierwszy w historii igrzysk (tenis stołowy jest w programie od 1988 roku) żaden polski pingpongista nie weźmie udziału w tej imprezie (w gronie kobiet zadebiutują Li Qian i Xu Jie). Start Lucjana Błaszczyka, Daniela Góraka i Wang Zeng Yi w niedawnych światowych kwalifikacjach w Budapeszcie zakończył się niepowodzeniem.

Zdaniem Dryszel jednym z powodów nieudanego startu były kłopoty natury mentalnej. - Zawodnicy nie wytrzymali obciążenia psychicznie. Kilka lat temu zaprosiliśmy do współpracy psychologa Dariusza Nowickiego. Wówczas większość graczy występowała w klubach zachodnich i zwyczajnie brakowało czasu na spotkania z tym fachowcem. Teraz jest nowa sytuacja, Wang i Such grają w Polsce, do naszej ligi wraca Daniel Górak. Możliwości będą zatem znacznie większe - stwierdził były już trener polskiej reprezentacji.

Najbliższy awansu na olimpiadę, zresztą już czwartego w karierze, był Błaszczyk. W stolicy Węgier zajął 17. miejsce, które według początkowych wyliczeń dawało mu przepustkę na igrzyska (w rywalizacji kobiet zawodniczka z 17. pozycji uzyskała kwalifikację). - Regulamin, jaki stworzyła międzynarodowa federacja, był nie do końca jasny. Na tych zawodach słyszałem różne jego interpretacje, nikt do końca nie wiedział jaka jest prawda. Wszyscy komentowali negatywnie decyzję ITTF, dzięki której najwyżej rozstawionej ósemce wystarczyło przyjechać do Budapesztu i podejść do stołu, a już miała awans pewny.

- Wszystko wskazywało na to, że z 17. lokaty Lucek też awansuje. Tymczasem ITTF nie uwzględniła w rankingu drużynowym Korei Północnej. To dziwne, bowiem trzej reprezentanci tego kraju uzyskali awans i powinni automatycznie mieć prawo gry w drużynówce. Tymczasem okazało się, że ITTF traktuje tak samo ekipy narodowe, które mają zakwalifikowanych dwóch i trzech graczy. Z tego względu powstał błąd, bowiem liczyłem Koreę Północną jako pewniaka. Nie wiem czym kierowali się liczący punkty, dlaczego zespół, który miał tylko dwóch zawodników dostał więcej punktów od tych z trzema w składzie? - mówił Dryszel.

Błaszczyk, Wang i Górak przystępowali do turnieju z pozycji 9-16, a więc brakowało im dwóch zwycięstw do sukcesu. - Po cichu liczyłem, że dwóch zdobędzie promocję na sierpniową olimpiadę. Takie szanse były. Tymczasem z grupy 9-16 żaden tenisista stołowy nie uzyskał awansu! System rozgrywania zawodów nie premiował tych pingpongistów, a słabszych. Oni walczyli najpierw w grupach eliminacyjnych i w ich przypadku pierwszy stres minął. Zaś jeśli chodzi o Polaków i paru innych od razu grali bardzo ważną grę w turniejach. Niestety, zadecydowała też bariera psychologiczna. Słabo spisywaliśmy się w końcówkach setów, psuliśmy wtedy serwisy, bo drżała ręka. Brakowało wewnętrznego spokoju - zakończył.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: nazwisko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama