MŚ w judo: Tłok na japońskich matach

Aż 843 judoków i judoczek ze 101 krajów, w tym 15-osobowa reprezentacja Polski, zgłoszonych zostało do mistrzostw świata w Tokio (9-13 września). To rekord frekwencji zawodów, które po ponad 50-letniej przerwie wracają do japońskiej stolicy.

W 1956 i 1958 roku, kiedy Tokio gościło uczestników MŚ, rozgrywana była tylko męska kategoria open. Teraz uczestnicy rywalizują w 16 (po osiem dla obu płci), a ostateczna liczba startujących raczej nie przekroczy 800, bowiem zawodniczki i zawodnicy z wagi ciężkiej (odpowiednio plus 78 i powyżej 100 kg) zgłaszani są też do open.

Reklama

Niedawno międzynarodowa federacja (IJF) zdecydowała, że w każdej kategorii w MŚ może startować po dwóch reprezentantów jednego kraju. Wcześniej, podobnie jak np. w boksie amatorskim, o medale mógł walczyć tylko najlepszy. Wiele narodowych związków skorzystało z nowego przywileju, stąd rekordowa frekwencja i przy tym wyjątkowo długa droga do podium. Sami zainteresowani z różnych stron świata twierdzą, że o medale będzie wyjątkowo ciężko.

Wśród kobiet największa konkurencja zapowiada się w najlżejszej kat. 48 kg - 52 judoczki. Dla porównania, w męskich wagach 73 kg i 81 kg na tatami rywalizować będzie po... 81 judoków. Do 1/8 finału obowiązuje zasada, że przegrywający odpada, dopiero czołowa szesnastka będzie mogła otrzymać dodatkową szansę w repesażach. Niektórzy wcześniej będą musieli wygrać nawet po trzy pojedynki eliminacyjne.

Również polska kadra jest wyjątkowo liczna, bowiem liczy 15 osób. W najważniejszych zawodach roku wystąpią: Małgorzata Bielak (57 kg/Samuraj Koszalin), Katarzyna Kłys (70/Wisła Kraków), Daria Pogorzelec (78/Wybrzeże Gdańsk), Urszula Sadkowska (+78/Gwardia Opole) oraz Tomasz Kowalski (66/AZS Opole), Paweł Zagrodnik (66/Czarni Bytom), Krzysztof Wiłkomirski (73/AZS UW Warszawa), Tomasz Adamiec (73/UKJ Ryś Warszawa), Robert Krawczyk (81/Czarni Bytom), Łukasz Błach (81/AZS AWF Wrocław), Krzysztof Węglarz (90/Wisła Kraków), Łukasz Koleśnik (90/AZS AWF Wrocław), Przemysław Matyjaszek (100), a także Janusz Wojnarowicz (+100/obaj Czarni Bytom) i Grzegorz Eitel (+100/Gwardia Warszawa).

Z tego grona medale MŚ, wszyscy brązowe, mają w dorobku Wiłkomirski, Krawczyk i Eitel. Dwaj pierwsi stanęli na najniższym stopniu dość dawno, bowiem w 2001 (Monachium) i 2003 roku (Osaka), zaś Eitel zajął trzecie miejsce przed dwoma laty. Turniej w podparyskiej miejscowości Levallois-Perret rozegrany był jednak tylko w kategorii wszechwag, dlatego jego ranga nie była najwyższa.

Pierwsi z ekipy biało-czerwonych udali się do Japonii już 29 sierpnia. Następni w kolejnych dniach. Prosto ze Stanów Zjednoczonych, niemal w przededniu turnieju, do Azji przyleci 30-letni Wiłkomirski. Po zajęciu piątej pozycji w PŚ w Miami, przez kilka dni trenował w Los Angeles. "Pracuję nad szybkością i staram się złapać świeżość, która często jest nawet ważniejsza niż wytrzymałość" - powiedział.

Tym razem największe szanse na medal przyznawane są najcięższym - Sadkowskiej i Wojnarowiczowi, brązowym medalistom kwietniowych mistrzostw Europy w Wiedniu. Sukces w Tokio ma dodatkową korzyść, bowiem MŚ są w kalendarzu kwalifikacji olimpijskich. Za zwycięstwo przyznawanych jest 500 punktów, za drugą lokatę - 300, a za trzecią 200.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | medale | Warszawa | tokio | tłok | judo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje