Miarczyński: Nie mam problemów z kitesurfingiem

Igrzyska w Londynie były dla Przemysława Miarczyńskiego czwartymi z kolei. Wrócił z nich z brązowym medalem i - jak przyznał - myśli już o następnych. Zdążył nawet polubić kitesurfing, który w Rio de Janeiro ma zastąpić dotychczasową klasę deskową RS:X.

"Kontaktu z wodą nie tracę i wcale nie mam jej dość. Wyposażyłem się już w nowy sprzęt. W ubiegłym tygodniu surfowałem w okolicach Półwyspu Helskiego i polubiłem deskę z latawcem. Nie miałem żadnych poważniejszych problemów" - powiedział podczas Gali Olimpijskiej w Warszawie zawodnik SKŻ Ergo Hestia Sopot, który zadebiutował w igrzyskach ósmym miejscem w Sydney w 2000 roku.

Reklama

Dodał, że za cztery lata będzie miał dopiero... 35. "Dlaczego nie mógłbym spróbować powalczyć o kolejny medal w nowej konkurencji? Wiek w żeglowaniu nie ma aż tak istotnego znaczenia. Kitesurfing stawia przed zawodnikiem mniejsze wymagania niż windsurfing. Trzeba mieć silne nogi, a nie ręce, jak to ma miejsce w klasie RS:X".

Miarczyński podkreślił, że dzięki rodzinie, która go wspiera, jest pozytywnie nastawiony na "kurs na Rio de Janeiro". "Moi najwierniejsi kibice to rodzice, a także żona Katarzyna oraz dzieci - 3,5-letnia Ewa i młodszy od niej o dwa lata Patryk".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje