Jagna Marczułajtis: Nie zamierzam się poddawać

Jeden triumf w zawodach Pucharu Świata, 7. miejsce w klasyfikacji generalnej - to osiągnięcia Jagny Marczułajtis w zakończonym niedawno sezonie. Cieniem na dokonania najbardziej utytułowanej polskiej snowboardzistki kładzie się jednak występ w najważniejszej imprezie czyli igrzyskach olimpijskich w Turynie.

- Staram się jak najrzadziej wracać myślami do startu w Turynie, unikam rozmów na ten temat. Ciężko mi na sercu nie tylko ze względu na siebie, ale tych wszystkich ludzi, którzy na mnie liczyli - powiedziała Jagna Marczułajtis w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".

Reklama

- Jak nie wiedziałam jaki błąd popełniłam na trasie w Bardonecchia na gorąco, tak nie wiem do dzisiaj. Trenerzy na razie nie przeprowadzili analizy, która by to wyjaśniła. Ciężko mi wytłumaczyć to potknięcie inaczej, jak ogromnym pechem. Zresztą tuż po igrzyskach pojechałam na Puchar Świata do Rosji i pokazałam, że należę do światowej czołówki - wyznała 28-letnia zawodniczka.

Po długim i wyczerpującym sezonie Jagna Marczułajtis wybiera się za zasłużony odpoczynek.

- Szukam wolnego terminu, by wyjechać na dwa tygodnie do ciepłych krajów. Muszę zregenerować siły, bo ten sezon był nie tylko długi, ale i emocjonujący. Najpóźniej w czerwcu muszę mieć gotowy plan przygotowań do następnego. Moim najbliższym celem są przyszłoroczne mistrzostwa świata w szwajcarskim Arosie. Najgorsze, że zostałam bez trenera, gdyż Piotr Paluch został szefem wyszkolenia w Polskim Związku Narciarskim. Kadrę będzie prowadził Maciej Hula, który pomagał mi już w minionym sezonie, był na igrzyskach. W reprezentacji następuje zmiana warty, odchodzą Blanka Isielonis i Małgorzata Kukucz. Maciek może prowadzić młodsze zawodniczki na czele z Karoliną Sztokfisz, lecz ja potrzebuję bardziej doświadczonego szkoleniowca z autorytetem, przy którym będę jeszcze mogła robić postępy - stwierdziła Jagna. Zawodniczka klubu AZS AWF Kraków-Zakopane nie zadeklarowała jednoznacznie, czy będzie kontynuować karierę do igrzysk w Vancouver w 2010 roku.

- Cztery lata to mnóstwo czasu. Wolę postawić sobie bliższy cel, jakim są mistrzostwa świata. Jeśli okaze się, że osiągnę wynik dający mi miejsce w światowej czołówce, zdecyduję się na utworzenie teamu z prawdziwego zdarzenia, w którym znajdzie się miejsce i dla fizjologa, i dla psychologa. Nadzieją natchnął mnie Tomek Sikora, który zdobył medal dopiero na czwartych igrzyskach, a po drodze miał różne wzloty i upadki, chciał nawet kończyć karierę. Dla mnie Vancouver też byłoby czwarta olimpiadą... Nie zamierzam się poddawać. Czuję się zobowiązana wobec tych kibiców, którzy po Turynie podtrzymywali mnie na duchu i nadal wierzą, że mogę wiele osiągnąć - zakończyła Jagna Marczułajtis.

Przegląd Sportowy/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Jagna Marczułajtis

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje