"Do Małysza to mi daleko"

"Imprezą docelową są mistrzostwa świata w Sapporo i tam trzeba stanąć na najwyższym stopniu podium. Jedna jaskółka wiosny nie czyni" - podkreśliła po sobotnim zwycięstwie w biegu na 10 km techniką klasyczną w estońskim Otepaeae Justyna Kowalczyk.

24-letnia Polka cztery godziny po swoim sukcesie cieszyła się niemniej z wygranej Adama Małysza w Oberstdorfie.

Reklama

"Adaś zapatrzył się we mnie i najwidoczniej pozazdrościł. Jego męska duma została urażona, więc robił wszystko, by mi dorównać. Robotę wykonał perfekcyjnie" - przyznała z uśmiechem brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Turynie.

"Niewiele rzeczy sprawia mi taką przyjemność, więc mam nadzieję, że na następny triumf nie będę czekała wieki. Do osiągnięć Małysza to mi daleko. Ja dopiero otworzyłam konto zwycięstw, a jemu stuknęła już trzydziestka. Ale mogę obiecać, że zrobię wszystko, by się do Adasia zbliżyć. Zadanie będzie trudne, jednak ja lubię takie wyzwania" - zapewnia Justyna Kowalczyk, która na zawody w Otepaeae przybyła prosto z Turynu, gdzie zdobyła trzy złote medale na zimowej uniwersjadzie.

"To był z mojej strony strzał w dziesiątkę. Pojechałam do Turynu, by się psychicznie podbudować przed najważniejszą częścią sezonu. Udało się i teraz to mnie mogą się rywalki obawiać. Moje nogi dostały "powera" i mogą mnie daleko zanieść" - dodała Kowalczyk.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: Justyna | Justyna Kowalczyk | otepaeae | Kowalczyk

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje