Prezes Chwałka dla Interii o Nolanie i długu w stosunku do hokeistów

Z jednej strony wielki sukces - zatrudnienie w roli selekcjonera reprezentacji Teda Nolana, z drugiej kłopoty finansowe, przez które PZHL zalega kadrowiczom z wypłatą premii - o tym rozmawialiśmy z prezesem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Dawidem Chwałką.

Michał Białoński, Interia: Należą się panu gratulacje w związku z tym, że powierzył pan reprezentację Polski tak uznanemu i słynnemu szkoleniowcowi jak Ted Nolan. Wcześniej w polskim hokeju pojawiali się kanadyjscy szkoleniowcy, ale nigdy z najwyższej półki. Jak udało się namówić do przyjazdu do nas człowieka, który ma w trenerskim CV Buffalo Sabres, New York Islanders, czy reprezentację Łotwy z sukcesami?

Reklama

Dawid Chwałka, prezes PZHL-u: To była praca wielu osób. O kierunku kanadyjskim mówiło się już od jakiegoś czasu. Nie jest tajemnicą dla środowiska, że Kanada odnosi największe sukcesy, jest ojczyzną hokeja i cały świat ją podpatruje. My również nie mogliśmy pozostać obojętni wobec tego faktu.

Osobą, która świetnie zna kanadyjski rynek, jest Jarek Byrski, który organizuje u nas świetne campy dla młodzieży. Ostatnio taki obóz miał miejsce w Krakowie, wcześniej w Nowym Targu i Katowicach. W Krakowie w campie uczestniczył  też Wojtek Wolski.

A dlaczego zdecydowaliśmy na zmianę trenera kadry? Za kadencji Jacka Płachty mieliśmy całkiem niezłe turnieje, ale nigdy fantastyczne. Dlatego należało znaleźć rozwiązanie i receptę. Jest nią zmiana trenera jakościowa, a nie zmiana dla samej zmiany. Jacek Płachta potrafił wykonać dobrą robotę, dwa razy zajął trzecie, a raz czwarte miejsce na MŚ Dywizji 1A, z dużo bogatszym hokejowo Kazachstanem jego zespół walczył jak równy z równym, co jest sporym wyczynem. Ja jednak postawiłem przed nim warunek, którym był awans w ciągu trzech lat do elity. To się nie udało, a przecież dostali się do grona najlepszych Węgrzy czy Koreańczycy. Zatem taki awans powinien być również w naszym zasięgu i my mamy prawo oczekiwać go. Jest on nam potrzebny dla dalszego rozwoju, pozyskania sponsorów, a także dla podniesienia wartości poszczególnych zawodników. Prawdziwe pieniądze zarabia się w elicie.

Jak związkowa kasa wytrzyma utrzymanie takiego trenera jak Ted Nolan? Po przygodzie z parą Zacharkin - Bykow długo trzeszczała.

- Kontrakt trenera Nolana jest zbliżony do tego Jacka Płachty. Warunki finansowe nie odbiegają znacząco, od tego co zarabiał były trener kadry. Pomijam ewentualną premię za awans do elity. Kontrakt Nolana jest znacznie tańszy niż wcześniej pracujących u nas Igora Zacharkina i Wiaczesława Bykowa. W innym przypadku nie zdecydowalibyśmy się na wydanie takich finansów. Kanadyjczycy wykazują zainteresowanie naszym hokejem, chcą zrobić z nim postęp, nie traktują tej pracy jako wyjazdu wyłącznie w celach zarobkowych.

Ostatnio większość kadrowiczów zrezygnowała z przyjazdu na badania w proteście przeciw zaległościom finansowym, jakie ma w stosunku do nich związek. Wystosowali do pana pismo. Co się dzieje?

- Finansowanie związku jest cykliczne. W tym okresie, bez żadnych imprez, na których możemy wygospodarować dochody własne z biletów, czy od sponsorów - mamy mały przestój. Tych zaległości w stosunku do kadrowiczów nie możemy finansować z dotacji budżetowych. Cała sprawa rozbija się o premię, którą PZHL powinien otrzymać od IIHF-u za wygranie turnieju kwalifikacyjnego do IO, jaki został rozegrany w ubiegłym roku, w Budapeszcie. Zarząd uznał, że cała premia zostanie przekazana zawodnikom. Ona z różnych przyczyn, chodzi głównie o negocjacje IIHF-u z MKOl-em, nadal do nas nie trafiła i nie możemy jej przekazać chłopakom. Chodzi o kwotę 80 tys. euro. Mamy to udokumentowane, przesłaliśmy o tym informację zawodnikom. Jesteśmy transparentni. Ja rozumiem, że każdy ma oczekiwanie wypłaty za wykonaną pracę.

Hokeiści twierdzą, że związek zalega im po około 10 tys. złotych. Czy to zaległość jedynie za turniej w Budapeszcie, czy także za ostatnie MŚ w Kijowie?

- Mamy też zaległości za dniówki (po 300 zł za dzień na zawodnika - przyp. red.), jakie hokeiści spędzili na zgrupowaniu przy okazji MŚ w Kijowie. Znalezienie sponsora, który będzie chętny zapłacić dniówki za Kijów jest dosyć ciężkie. Tragedii nie ma. W różnych terminach rozliczaliśmy się za MŚ. Po tych z 2014 roku drużyna na wypłatę czekała cały rok, a premia za trzecie miejsce, jakie zespół wywalczył na turnieju w Katowicach już dawno została wypłacona z dochodów własnych. MŚ w Kijowie były w kwietniu, więc mówimy o ledwie trzymiesięcznej zaległości. Nie jest to żaden konflikt, bardziej małe nieporozumienie w rodzinie.

Do hokeistów nie mam żalu o to, że nie pojawili się na badaniach. Przecież nie próżnowali w tym czasie, tylko ciężko trenowali w swych klubach. Czy to w Tychach, czy Krakowie. Comarch Cracovia po raz drugi będzie reprezentować nasz kraj w Lidze Mistrzów, to bardzo ważne dla nas wydarzenie. Z myślą o nim zrezygnowaliśmy z sierpniowego zgrupowania kadry, aby hokeiści mogli się skoncentrować na występach w Champions Hockey League.

Ne jesteśmy bezczynni, zabiegamy o pozyskanie sponsora. Rozmowy są zaawansowane, jego nazwy nie ujawnię do momentu podpisania umowy.

Ma pan dobre kontakty w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Może zatem jakaś spółka z udziałem Skarbu Państwa wspomoże polski hokej?

- Szansa na to jest. To kwestia czasu bliższego niż dalszego. Rozmowy cały czas są prowadzone. Jesteśmy już po ministerialnej weryfikacji jako kodeks dobrych praktyk marketingowych, ściśle współpracujemy z resortem, a pan minister Witold Bańka jest wielkim sympatykiem hokeja. Szalenie mocno jest nastawiony na szkolenie młodzieży.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Dawid Chwałka | hokejowa reprezentacja | Ted Nolan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje