Płachta po 0-11 z Austrią: Drużyna robi krok do przodu

- Ostatnie trzy lata pokazały, że ta drużyna ma potencjał i robi krok do przodu. Ten ostatni mecz może to wszystko zamazać, ale myślę, że osoby, które przeanalizują cały turniej i te trzy lata to zobaczą, że zrobiliśmy ten krok do przodu, że mamy charakter i umiemy wygrać z najlepszymi, to napawa optymizmem - powiedział po porażce 0-11 z Austrią selekcjoner hokejowej reprezentacji Jacek Płachta, który nie myśli o dymisji.

Hokej.net: - Panie trenerze, co powie pan o tym spotkaniu? Chyba nikt nie wyobrażał sobie, że takim wynikiem się ono skończy. Wierzyliśmy przecież, że przy wygraniu tego meczu nadal mamy szansę na awans, czekalibyśmy na wynik meczu Ukraina - Korea, a tutaj taka niemiła niespodzianka.

Reklama

Jacek Płachta, selekcjoner reprezentacji Polski: - Początek meczu, nasza pierwsza tercja, o której mówiliśmy na przedmeczowej odprawie, że musimy być gotowi od pierwszych minut, jeśli chcemy odnieść sukces. Graliśmy z drużyną Austrii, która wygrała i awansowała. Wykorzystali wszystkie szanse jakie mieli, my też mieliśmy swoje szanse, ale na tym turnieju ich nie wykorzystaliśmy, ponieważ strzeliliśmy ogólnie mało bramek. Nie można mieć pretensji do chłopaków, wiadomo, że w dzisiejszym meczu każdy inaczej to sobie wyobrażał. Drużyna walczyła czy to z Kazachstanem czy Węgrami, było to widać, że mamy charakter. Początek meczu z Austrią przespaliśmy, trzy bramki i później nie da się myśleć o awansie. 

Czy to było coś w głowie, że wkradła się nerwowość, indywidualne błędy. Austriacy mieli dziś więcej szczęścia wszystko im wychodziło, czy to podejście mentalne mogło mieć znaczenie?
- Mentalnie na początku tego meczu nie mieliśmy "ikry" w oczach, która była w poprzednich meczach, która pozwalała skutecznie bronić. Mamy drużynę, która w meczu nie strzeli sześciu czy siedmiu bramek. Pracujemy ciężko, wychodzimy z defensywy, dzisiaj trzy szybkie bramki, które podcięły nam skrzydła, ale tego początku nie zagraliśmy tak jakbyśmy chcieli, tak jak graliśmy w poprzednich meczach. Ciężko powiedzieć co się stało. Może przed meczem czekaliśmy co się stanie zamiast sami reagować i pokazać, że chcemy wygrać. Czekaliśmy, czekaliśmy i straciliśmy te bramki i potem tak się potoczyło. Dziś mecz nam się nie ułożył, ale zawsze powinniśmy grać do końca i starać się o jak najlepszy wynik.

Boli ten wynik 0-11, ostatni dwucyfrowy wynik 22 lata temu, chłopaki się zapisali w historii, chyba nikt się tego nie spodziewał, szczególnie, że ten turniej był bardzo wyrównany. 
- Wiedzieliśmy przed tym turniejem, że będzie ciężko, rozmawiamy z innymi trenerami i każdy miał jakieś obawy, trzeba było je mieć, bo był to bardzo wyrównany turniej. Ten ostatni mecz, zatarł naszą dobrą grę w pierwszych meczach. Gdy przeanalizujemy to w pierwszym meczu z Koreą, mieliśmy trzy razy sam na sam, nie wykorzystaliśmy i potem drużyny na takim poziomie to wykorzystują te szanse. Tak samo było dzisiaj. My dziś nie byliśmy nastawieni mentalnie na 100% i to na pewno zadecydowało, ale później w trakcie meczu gdy wynik był przesądzony, powinniśmy respektować swoją pracę i lepiej się zachować. Ucierpiał na tym cały polski hokej. Można było przegrać ten mecz, ale nie w takim stylu.

Jak trener ocenia postawę w bramce bramkarzy Przemysława Odrobnego i Rafała Radziszewskiego?
- Można zrzucić winę na jednego, drugiego, ale bramkarze nas podtrzymali w pierwszych meczach, nie można dziś mieć pretensji do nikogo. Straciliśmy szybkie bramki, ale później powinniśmy grać do końca, a nie odpuszczać.

Czy jest Pan zawiedziony postawą, któregoś z zawodników, patrząc w przekroju całego turnieju. Spodziewał się Pan więcej od kogoś?
- Na pewno nie. Mogliśmy trochę lepiej obchodzić się z szansami w ofensywie, które mieliśmy. Znam tą drużynę i to jest nasz hokej. Czyli strzelamy dwie, trzy bramki na mecz, musimy dobrze zagrać z tyłu i to było widać na tym turnieju. Pierwszy mecz z Koreą trochę się pod tym względem nie ułożył, ale później mecze były pozytywne. Dzisiejszy mecz to duży niedosyt, bo jednak zamazał tą pracę, którą wykonaliśmy w pierwszych meczach.

Czy można już mówić o przyszłości, czy jest na to za wcześnie?
- Musimy to przeanalizować, usiądziemy wszyscy i przeanalizujemy ten turniej i ubiegłe 3 lata, są tutaj ludzie odpowiedzialni za to. Pan prezes Chwałka, który decyduje o niektórych rzeczach. Jest jeszcze za wcześnie, ale trzeba przeprowadzić rozmowę jak to dalej będzie.

Czuje się pan na siłach, aby wprowadzić nowe pomysły, aby w następnych latach prowadzić reprezentację?
- Czuję na siłach, zawsze walczę do końca i nie odpuszczam. Ostatnie trzy lata pokazały, że ta drużyna ma potencjał i robi krok do przodu. Ten ostatni mecz może to wszystko zamazać, ale myślę, że osoby, które przeanalizują cały turniej i te trzy lata to zobaczą, że zrobiliśmy ten krok do przodu, że mamy charakter i umiemy wygrać z najlepszymi, to napawa optymizmem. Najważniejsze żeby wyciągnąć wnioski z tego turnieju i meczu z Austrią.

Czy widzi pan progres reprezentacji, bo cały czas gdzieś ocieramy się o ten awans. 
-  Cały czas mówimy o awansie i jesteśmy blisko tego, ale jest turniej. Podejrzewam, że nikt by nie typował, że Korea awansuje, wszyscy mówili, że na 100% Kazachstan, a jak się okazało nie udało im się. Wiedziałem, że ten turniej będzie wyrównany i rzeczywiście tak było. Cztery drużyny przed ostatnim dniem miały szanse na awans, to pokazuje jak ta grupa jest wyrównana. Tutaj detale decydują o wynikach i układzie tabeli.

Uważa pan, że ten mecz to weryfikacja polskiego hokeja, że mimo że chcemy tej elity, to nie jest to nasze miejsce, że bardziej nasz poziom to dywizja IA?
- Musimy mieć określony cel, aby codziennie robić krok do przodu i do niego dążyć, ale trzeba spojrzeć realistycznie. Wiemy, że mamy drużynę, która z każdym może wygrać, że mamy charakter. Nie możemy jednak zapominać o drużynach, z którymi gramy, o ich zawodnikach, skąd pochodzą, w jakiej lidze grają. Patrzymy na siebie, chcemy więcej, walczymy, można powiedzieć jak równy z równym, z Kazachstanem gdzie mają zawodników w KHL, jesteśmy blisko, ale musimy realnie na to spojrzeć, każdy turniej jest inny i w wszystko może się zdarzyć. Chcemy iść do przodu, chcemy wygrywać, ale potrzeba realnego spojrzenia.

Mówienie "Po co do elity?", chyba nie jest zgodne z prawdą, wygraliśmy z Węgrami, którzy rok temu grając w elicie, nie zbierali tam przecież potężnych "batów".
- Obojętnie co by się stało na tym turnieju, możemy być niezadowoleni. Ktoś by powiedział awansujmy do elity i będziemy wysoko przegrywać. Mamy trzon drużyny, dalej wprowadzamy młodych zawodników, mamy paru debiutantów. Musimy myśleć perspektywicznie, co jest bardzo ważne. Nie możemy żyć chwilą, może awansujemy, może nie. Musimy patrzeć na przyszłe lata.

Czy ten turniej pokazał panu, żeby stawiać bardziej na młodzież, nawet kosztem wyników. Niektórych zawodników, być może czas już minął?
- Nie rozbijałbym tego indywidualnie, cały czas jest presja mediów na awans. Patrzmy na to realnie, możemy zrobić program trzyletni, czy pięcioletni, w którym będziemy wprowadzać nowych zawodników. Każdego roku wprowadzamy 3-4 nowych zawodników i oni jakoś się przebijają do składu. Może nie mamy tyle talentów co inne drużyny, ale mamy charakter i to też się liczy w hokeju.


Rozmawiał: Sebastian Królicki.

Hokej.net

Hokej.net
Dowiedz się więcej na temat: Jacek Płachta | hokejowa reprezentacja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje