Tyszanie zasłużyli na zwycięstwo

Marzenia tyszan o półfinale play-off stały się faktem. GKS Tychy pokonał Aksam Unię Oświęcim 5-2 i może już śmiało myśleć o kolejnej fazie rozgrywek.

"Biało-niebieskim" pozostają spotkania o miejsca 5-8. - Goście byli dzisiaj zespołem lepszym i zasłużyli na zwycięstwo - podsumował Wojciech Wojtarowicz, napastnik oświęcimian.

Reklama

Na trybunach święto

Długie kolejki ustawiły się przed kasami już około godziny 16.00. Niedługo później oświęcimska hala pękała w szwach. Na trybunach atmosfera godna finału play-off, a to przecież pierwsza runda. Głośny i przede wszystkim kulturalny doping był słyszany już dobre kilkaset metrów od lodowiska.

Punktualnie o godzinie 18.00, zawodnicy wyjechali na lód, zdjęli kaski i wspólnie z publicznością uczcili minutą ciszy pamięć Kamila Rudnickiego. Były zawodnik oświęcimskiej Unii zmarł w środę. Miał niespełna 24 lata.

Od pierwszych minut obie drużyny solidnie wzięły się do roboty i rzuciły się do frontalnych ataków. Jako pierwsi bramkę zdobyli "Unici". Licznie zgromadzonych kibiców w euforię wprawił Wojciech Wojtarowicz, który w 8. minucie sprytnie wykorzystał podanie Petera Gallo, uderzając w krążek z powietrza.

Podrażnieni goście wyrównali sześć minut później. Michał Garbocz sprytnie przejął krążek i ze stoickim spokojem umieścił go w siatce.

Miłe złego początki

Drugą odsłonę gospodarze zaczęli w przewadze. Do siedzącego na ławce kar Kotlorza dołączył jeszcze Bacul i oświęcimianom przyszło grać przez 38 sekund w podwójnej przewadze. Szybko rozegrany zamek przyniósł im prowadzenie. Wojtarowicz dograł na linię niebieską do Petera Gallo. Słowak wziął solidny zamach, uderzył z całej siły, a Sobecki był bez szans. Pokręcił tylko głową z niedowierzaniem. Chwilę później tyski bramkarz miał jednak powody do osobistej satysfakcji, gdyż wygrał pojedynek sam na sam z Martinem Buczkiem.

W 26. minucie Zbigniew Szydłowski popisał się fanstastycznymi interwencjami, broniąc dwa kąśliwe uderzenia Tomasza Proszkiewicza. Spore problemy ze znalezieniem sposobu na Szydłowskego miał Bacul. Czech, który zazwyczaj zachwyca świetną techniką i świetnym strzałem, dziś miał ciężki orzech do zgryzienia. Po każdym jego uderzeniu bardzo dobrze spisywał się oświęcimski golkiper.

Skuteczność ponad wszystko

W 34. minucie rewelacyjnie spisującemu się bramkarzowi gospodarzy przytrafił się błąd. "Szydło" zbyt długo podnosił się z lodu i nie zdołał sparować precyzyjnego strzału Pacigi. - Nie zdążyłem się podnieść, bo rzuciłem się przed tyskiego napastnika, który troszkę przydusił mnie do lodu - wyjaśnił Zbigniew Szydłowski.

W drugiej odsłonie oświęcimski golkiper jeszcze dwa razy musiał wyciągnąć gumę z siatki. 71 sekund po golu Pacigi, Tomasz Wołkowicz dynamicznie wjechał do tercji rywala, rozejrzał się i dograł do pozostawionego bez opieki Adama Bagińskiego, a ten posłał krążek w samo okienko. Równie precyzyjnym strzałem popisał się dwie minuty przed przerwą Sławomir Krzak. - Cały trzeci atak spisał się bardzo dobrze, ale na szczególne oklaski zasłużył Sławek - chwalił swojego podopiecznego Jan Vavreczka.

Dograć do końca

W trzeciej tercji tempo spotkania już opadło. Tyszanie oszczędzali siły, grali mądrze w defensywie i ograniczali się do kontrataków. Z "Unitów" powietrze zeszło na dobre w 42. minucie, kiedy z pozoru niegroźny strzał z nadgarstka Łukasza Sokoła dał piątą bramkę GKS-owi. I było już po meczu...

Podopieczni Alesza Flaszara mieli problemy z grą w destrukcji, ale ich słabą stroną kolejny raz była skuteczność. Pretensje do siebie może mieć zwłaszcza Martin Buczek. Czeski skrzydłowy nie przypomina już zawodnika z początku sezonu. Od jakiegoś czasu brakuje mu czucia krążka i precyzyjnego strzału z nadgarstka, którym zachwycał niejednego kibica. W piątkowym meczu zmarnował aż cztery stuprocentowe okazje i kontynuuje niechlubną serię 12 meczów bez zdobycia gola.

- Play-off to kwintesencja sezonu. Na te chwile czeka każdy zawodnik Ogromnie żałujemy, że nie udało nam się zakończyć tego meczu zwycięstwem, ale taki jest ten sport. O końcowym wyniku zadecydowało dosłownie kilka minut - przekonywał Waldemar Klisak. - Czego zabrakło? Wydaje mi się, że konsekwencji. Chcieliśmy dzisiaj strzelać bramki, ale zapomnieliśmy o defensywie. Rywal zagrał z kontry i wypunktował nas. Może w następnym sezonie będzie lepiej? - zastanawiał się doświadczony skrzydłowy Aksam Unii.

Powiedzieli po meczu:

Wojciech Wojtarowicz, napastnik Aksam Unii: - Przegraliśmy, bo zabrakło nam doświadczenia. Duży wpływ na wynik spotkania miało też to, że przez cały sezon graliśmy na trzy ataki. W play-offach niestety wyszło zmęczenie. Pierwsza formacja powinna ciągnąć grę, ale dzisiaj niestety tak nie było. Gdy byliśmy na lodzie to straciliśmy aż trzy gole. Zespół z Tychów był lepszą drużyną i absolutnie zasłużyli na to zwycięstwo.

Tomasz Wołkowicz, napastnik GKS-u Tychy: Gra naszej piątki wcale nie była najlepsza. Trener Vavreczka troszkę przesadza. Po prostu strzelaliśmy i dzisiaj nam "wpadało". Kluczowym elementem spotkania było to, że zaczęliśmy grać na trzy piątki, bo wtedy dopiero złapaliśmy meczowy rytm. Alesz Flaszar, trener Aksam Unii: Ciężko cokolwiek powiedzieć po takim spotkaniu. Uważam, że zagraliśmy dobrze, jednak w kilka minut zrobiliśmy masę indywidualnych błędów, które zadecydowały o rezultacie. Taka drużyna jak Tychy potrafi wykorzystać najmniejsze nawet potknięcie i dzisiaj to pokazali. Szczerze powiedziawszy to liczyłem na to, że wygramy chociaż jeden pojedynek. Niemniej jednak tyszanom życzę jak najlepiej. Mam też nadzieję, że w przyszłości będę mógł stwierdzić, że odpadliśmy z Mistrzem Polski.

Jan Vavreczka, trener GKS-u Tychy: Przede wszystkim muszę podziękować swojej drużynie za zwycięstwo i za awans do kolejnej fazy. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że oświęcimianie również prezentowali się bardzo dobrze i to przez wszystkie trzy spotkania. W pierwszym meczu tej rywalizacji Unia zagrała zbyt nerwowo, my z kolei popełniliśmy ten sam błąd w pierwszej tercji dzisiejszego pojedynku. W drugiej odsłonie udało nam się odskoczyć i to zadecydowało o wyniku.

Aksam Unia Oświęcim - GKS Tychy 2-5 (1-1, 1-3, 0-1)

1-0 Wojtarowicz - Gallo, Klisiak (7:32)

1-1 Garbocz - Proszkiewicz, Kotlorz (13:34, w przewadze)

2-1 Gallo - Wojtarowicz, Klisiak (20:36, w podwójnej przewadze)

2-2 Paciga - Parzyszek, Wołkowicz (33:23)

2-3 Bagiński - Wołkowicz (34:34)

2-4 Krzak - Wołkowicz (37:02)

2-5 Sokół - Krzak (41:26)

Aksam Unia Oświęcim: Szydłowski - Gallo, Kowalówka (2); Klisiak (2), Jakubik, Wojtarowicz - Javin (2), Kasperczyk; Modrzejewski, Stachura, Buczek - Połącarz, Cinalski (6); Twardy, Adamus, Szewczyk. Trener: Alesz Flaszar.

GKS Tychy: Sobecki - Gonera, Śmiełowski (2); Bacul (2), Parzyszek, Paciga - Kotlorz (6), Jakesz (2); Proszkiewicz, Garbocz, Woźnica (2) - Sokół, Majkowski; Wołkowicz (2), Krzak, Bagiński (2) oraz Witecki, Galant i Maćkowiak Trener: Jan Vavreczka.

Sędziowali: Kępa - Kolusz, Długi (wszyscy Nowy Targ). Kary: 12-18. Stan rywalizacji: 3-0 dla GKS-u. Awans do półfinału GKS Tychy. Widzów: 3500.

Radosław Kozłowski, Oświęcim

Dowiedz się więcej na temat: goście | napastnik | Tychy | gks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama