To nie mecz, to thriller!

Hokeiści GKS-u Tychy pokonali Wojasa Podhale w Nowym Targu 6:3 i zbliżyli się do finału Polskiej Ligi Hokejowej. Tyszanie potrzebują już tylko jednego zwycięstwa, a najbliższy mecz rozegrają na własnym lodzie.

ZOBACZ ZAPIS RELACJI NA ŻYWO!

Reklama

Na rywali w finale czekają już hokeiści Comarch Cracovii. Mistrzowie Polski są "w gazie" i szybko rozprawili się z Energą Stoczniowcem.

Hokeiści Wojasa Podhala w drugiej części sezonu zasadniczego doszli do świetnej formy, ale w play offie nie grają już tak efektownie i co najistotniejsze, tak skutecznie. Wprawdzie pewnie wygrali dwa pierwsze mecze z GKS-em, ale w weekend rywale wyrównali stan rywalizacji. Dzisiejszy mecz miał być dla "Szarotek" okazją na przełamanie. Stało się jednak inaczej i ich sytuacja jest już bardzo trudna.

Receptą na Górali był wysoki pressing, który uniemożliwił im rozwinięcie skrzydeł. Ślązacy wyszli na prowadzenie w 12. minucie, gdy Tomasz Maćkowiak z bliska pokonał Krzysztofa Zborowskiego. Była to druga dobitka, co marnie świadczy o nowotarskich obrońcach.

Jednak nowotarski bramkarz nie miał dzisiaj najlepszego dnia. Przy drugim golu za szybko położył się na lodzie i ułatwił Tomaszowi Proszkiewiczowi zdobycie bramki. Przy trzeciej też zawalił, bo przepuścił krążek uderzony jeszcze w strefie neutralnej. Czwarty gol dla GKS-u był trzecim z kolei strzelonym z kontry - piękną wymianę krążka zaprezentował pierwszy atak, a Robin Bacul strzelał już do praktycznie pustej bramki.

Na początku trzeciej tercji tyszanie "siedli", a Podhale doprowadziło do stanu 3:4. Górale byli na fali i wydawało się, że kolejne gole to tylko kwestia czasu. Zwłaszcza, że rywale faulowali. Punktem zwrotnym meczu był niewykorzystany przez gospodarzy okres gry w podwójnej przewadze przez 23 sekundy. Krótko po tym, jak tyszanie opuścili ławkę kar, Zborowski popełnił kolejny błąd, wpuszczając krążek między nogami po strzale Ladislava Pacigi.

Nie minęła minuta, a świetną kontrę wyprowadził Michał Garbocz. Wjechał w tercję Podhala, ściągnął na siebie obrońcę, zostawił krążek Proszkiewiczowi, a ten pięknym strzałem z nadgarstka podwyższył na 6:3, pozbawiając rywali złudzeń.

Podhale oddało więcej strzałów (68 przy 49 tyszan), ale tylko niektóre sprawiły większy problem Arkadiuszowi Sobeckiemu.

PÓŁFINAŁ PLH (DO 4 ZWYCIĘSTW)

WOJAS PODHALA NOWY TARG - GKS TYCHY 3:6 (0:1, 1:3, 2:2)

BRAMKI: 0:1 Maćkowiak - Krzak (11.10), 0:2 Proszkiewicz (22.02), 0:3 Bakrlik - Bagiński (24.29), 0:4 Bacul - Parzyszek - Paciga (27.00), 1:4 Kacirz - Różański (37.42), 2:4 Gruszka - Dziubiński (47.36), 3:4 Kacirz (50.19 PP2), 3:5 Paciga - Bacul - Parzyszek (54.15), 3:6 Proszkiewicz - Garbocz (55.08).

Wojas Podhale: Zborowski - Sroka (4), M. Iviczicz; Różański, Zapała, Kacirz - Dutka, Priechodsky; Batkiewicz (2), Voznik, Baranyk - Łabuz, Petrina; Malasiński, Dziubiński, Gruszka - Piekarz, Galant; Ziętara, Sulka, Bryniczka.

Rezerwowy bramkarz: Rajski.

GKS Tychy: Sobecki - Gonera, Jakesz; Bacul, Parzyszek (2), Paciga - Mejka, Majkowski (2); Proszkiewicz, Garbocz, Sarnik - Kotlorz, Śmiełowski; Woźnica, Bagiński (2), Bakrlik - Banachewicz, Prohazka, Maćkowiak, Krzak, Wołkowicz.

Rezerwowy bramkarz: Witek.

Dowiedz się więcej na temat: hokeiści | bramki | bramkarz | Tychy | Podhale Nowy Targ | gks | mecz | thriller

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama