PLH: Przebudzenie GKS-u, jak odpowie Comarch Cracovia?

Sporo zarobił ten, kto po dwóch laniach, jakie sprawili hokeiści Comarch Cracovii GKS-owi Tychy, postawił na zwycięstwo tyszan w trzecim meczu finału PLH. - Liczę, że zobaczymy jeszcze dwa mecze - twierdzi legenda polskiego hokeja Andrzej Zabawa.

Comarch Cracovia zdeklasowała rywali w pierwszych dwóch starciach. W trzecim GKS zasłużył na pochwałę, za to, że nie odpuścił. Wreszcie kibice hokeja obejrzeli mecz na miarę wielkiego finału.

Reklama

- Za gładko poszło to w pierwszych dwóch meczach, bo Tychy to renomowana drużyna z doświadczonymi zawodnikami. W trzecim meczu wreszcie zagrała na swoim poziomie i mieliśmy piękny spektakl - przyznał Andrzej Zabawa.

- Cracovia pozostaje faworytem, ale według mnie w niedzielę w Krakowie nie czeka nas mecz do jednej bramki. Dobre występy podbudowały Jakubowskiego. W czwartek spisał się bardzo dobrze. Pierwsze mecze mogły być dla niego szokiem, bo wcześniej nie bronił w spotkaniach na takim poziomie, ale teraz szybko nabiera pewności siebie. W poprzednich latach Tychy przegrywały w finałach, bo nie wytrzymywały siłowo, ale tym razem w trzecim meczu nie odstawały pod tym względem od krakowian. Liczę, że zobaczymy jeszcze dwa mecze - przekonywał trzykrotny olimpijczyk, który strzelił 99 goli dla reprezentacji Polski.

Rozczarowany pierwszymi meczami był Mariusz Puzio, dwunastokrotny mistrz Polski. - Byłem rozczarowany, bo nie było walki, a spodziewałem się wyrównanych meczów. Cracovia jest zdecydowanie lepsza. Nie wiem, czy GKS już się nie poddał. Czwartkowe zwycięstwo GKS-u w Tychach było wkalkulowane, bo Cracovia chce świętować zdobycie mistrzostwa na własnym lodowisku.

- Jeśli miałbym ocenić poziom sportowy z tym, co było w poprzednich latach, to uważam, że trochę się podniósł, ale jeśli chodzi o organizację, pieniądze to jest coraz gorzej. Dramat! - dodał Mariusz Puzio, najlepszy strzelec w historii polskiego hokeja.

- Czy osiem drużyn w przyszłym sezonie w PLH to realny scenariusz? Osiem zespołów to maksimum, na jakie nas dzisiaj stać - ocenił olimpijczyk z Albertville.

- Tak jak każdy byłem w szoku po dwóch pierwszych meczach, bo dawno nie było tak jednostronnych finałów. Oby kolejne starcia też były tak wyrównane, jak to trzecie i zatarły wrażenie wcześniejszych - powiedział Przemysław Odrobny, najsilniejszy kandydat do miana nr. 1 w bramce reprezentacji Polski na zbliżające się mistrzostwa świata w Kijowie.

- Na pewno dużym osłabieniem Tychów był brak Arka Sobeckiego. Myślałem, że bez niego nie poradzą sobie, a tymczasem świetnie zagrał Piotr Jakubowski.

Kto według bramkarza Stoczniowca będzie jego głównym konkurentem do miana podstawowego bramkarza kadry? - Nie myślę o tym, z kim i o jaką pozycję w kadrze będę rywalizował. Na pewno w dobrej formie jest Rafał Radziszewski, nie można zapominać o Krzyśku Zborowskim. Jest też Kamil Kosowski i Arek Sobecki.

Czwartkowy mecz podobał się Marcinowi Jarosowi, skrzydłowemu Aksam Unii Oświęcim. - Rzeczywiście był godny finału. Cieszę się, że finały będą trwały dalej, bo dziwnie byłoby, gdyby skończyły się wcześniej niż mecze o trzecie miejsce... - zauważył wielokrotny reprezentant Polski, który w hokejowym CV ma m.in. dwie bramki strzelone legendzie światowego hokeja Dominikowi Haszkowi.

- Cracovia jest bardzo dobrze przygotowana fizycznie. Widać, że świetnie trafiła z formą. W poprzednich meczach podobała mi się gra czwartej piątki Cracovii, a dziś znakomicie bronił Jakubowski. GKS-owi dużą pewność siebie daje Arek Sobecki w bramce. Świetnie broni też karne. Wiem, bo sam się przekonałem, jak ciężko mu strzelić, ale dzisiaj Jakubowski godnie go zastąpił i praktycznie wygrał Tychom mecz - ocenił Marcin Jaros, którego Aksam Unia dzisiaj rozpoczyna walkę o brązowy medal z JKH GKS Jastrzębie. - To będą ciężkie spotkania. Wygra ten, kto pierwszy pokona rywala na wyjeździe.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Zabawa | GKS Tychy | Cracovia | Polska Liga Hokejowa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje