Anże Kopitar, czyli świetny Słoweniec w NHL

- Hokej zawsze był numerem "jeden" w moim życiu - mówi Anże Kopitar. 22-latek ze Słowenii jest rewelacją nowego sezonu NHL. Po 12 meczach niespodziewanie lideruje w punktacji kanadyjskiej z 21 pkt (10 goli plus 11 asyst). Skąd wziął się rewelacyjny Anże?

Środkowy napastnik Los Angeles Kings pochodzi z małej wioski Hruszica, którą zamieszkuje niespełna 2000 mieszkańców. Dzięki niemu "Królowie" są w czołówce Pacific Division i Konferencji Zachodniej.

Reklama

Kopitar, którego ojciec jest byłym hokeistą i trenerem, przeszedł drogę podobną do Mariusza Czerkawskiego. Najpierw Szwecja, gdzie dotarł jako 16-latek i musiał szybko dorosnąć. O samochodzie mógł tylko pomarzyć, więc do hali w Soedertaelje jeździł autobusem, rowerem lub po prostu szedł na nogach. No i miał przeciwko sobie na treningach dorosłych mężczyzn.

- Musiałem sobie radzić, bo chciałem piąć się w górę i rozwijać się - tłumaczy w rozmowie z Los Angeles Times. Radził sobie na tyle dobrze, że w 2005 roku, 12 miesięcy po wyjeździe ze Słowenii, został wybrany w drafcie przez Kings i to z numerem 11!

ZOBACZ FRAGMENTY MECZU Z COLUMBUS BLUE JACKETS, W KTÓRYM ANŻE STRZELIŁ DWA GOLE!

Słowenia, dwumilionowy kraj wielkości stanu Nowy Meksyk, musiała czekać na pierwszego swojego człowieka w NHL do 6 października 2006 roku i był nim właśnie Kopitar. W debiucie Anże zdobył dwa gole, ale Kings przegrali w Anaheim. Następnego wieczoru już jednak cieszył się ze zwycięstwa, notując trzy asysty i walnie przyczyniając się do wygranej nad Blues.

Od początku zrobił wielkie wrażenie na sztabie szkoleniowym i to nie zmieniło się do dziś. Podziw dla jego umiejętności jeszcze wzrósł. - On jest bez wątpienia najlepszym centrem w lidze - twierdzi Terry Murray, który na stanowisku szkoleniowca ekipy z Los Angeles zastąpił w przerwie letniej Marca Crawforda. Trenerowi trudno było uwierzyć, że Kopitar ma dopiero 22-lata.

- Każdy ma swój czas jeśli chodzi o dojrzewanie. Dla mnie przyszedł on dość wcześnie - odpowiada Słoweniec, który w sezonach 2006/2007, 2007/2008 i 2008/2009 rozegrał 236 meczów, zdobywając 79 goli i zaliczając 125 asyst. Nic dziwnego, że w LA nie chcą wypuścić z rąk diamentu i płacą mu prawie siedem milionów dolarów rocznie!

Jak twierdzą fachowcy, a także jego koledzy z lodowiska, Kopitar potrafi sam wygrać mecz. Teraz trzeba wygrać ich tyle, by wprowadzić Kings, byłą drużynę Wayne'a Gretzky'iego, do playoff-ów po raz pierwszy od sezonu 2001/2002!!!

Fani hokeja w Los Angeles z niecierpliwością czekają na zespół, który powalczy o Puchar Stanleya, a ich nowa gwiazda wie, co trzeba robić, by wejść do panteonu gwiazd ligi zawodowej. - Trzeba ciężko pracować, trzeba mieć talent i trzeba trafić na właściwy czas - zdradza recepturę na sukces Anże Kopitar.

Dwa pierwsze warunki już są spełnione, a ten trzeci powoli staje się faktem. Ciekawe, kiedy polski hokej dochowa się talentu na miarę Słoweńca?

Dowiedz się więcej na temat: hokej | Los Angeles | NHL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje