Jaki sens mają piłkarskie szkoły mistrzostwa sportowego?

Ktoś nazwał mecz Wisły z Legią "kitem" kolejki. Trudno się z tym nie zgodzić. Poziom, intensywność gry były naprawdę słabiutkie. Zapowiedzi i oczekiwania, wręcz przeciwnie - były wielkie. Media bębniły o meczu kolejki. Nic z tych rzeczy. Ale czy przeciętni piłkarze mogą stworzyć światowej klasy widowisko? Dla każdego normalnego odpowiedź jest prosta - nie. My się sami oszukujemy. Przed meczem są hasła, reklama, marzenia; po spotkaniu - smutna rzeczywistość.

Ostatnio pisałem o tym, że nie szkolimy piłkarzy światowego poziomu. Dlaczego innym się to udaje, a nam - Polakom nie? Widzę, że ostatnio znowu wróciły do mody szkoły mistrzostwa sportowego. Raz już były zlikwidowane na początku 2001 r., dzisiaj znowu odżyły. Oczywiście one nie mają nic wspólnego z brakiem piłkarskich talentów na światowym poziomie, ale czy taka szkoła to jest słuszna droga dla młodych talentów?

Reklama

Problem w tym, że w tej zabawie nie chodzi o piłkarzy. Jest to układ pomiędzy PZPN-em a niektórymi wojewódzkimi związkami: "Ja ci dam pieniądze na szkoły, a ty będziesz ze mną na dobre i na złe".

Szkoły mistrzostwa sportowego mogą się znakomicie sprawdzać w sportach zespołowych. W grach zespołowych nie mają żadnego znaczenia.

To przecież normalne, że młody chłopak idzie do szkoły się uczyć, bo od tego jest szkoła. Ale jak się chce nauczyć grać w piłkę, to idzie do klubu, klubiku, czy innego podmiotu, który się tym zajmuje. U nas musi być odwrotnie: zawodnicy uczą się i trenują w szkole, a potem w sobotę jadą do swojego klubu, grają mecz i od poniedziałku znów to samo - do szkoły.

Chyba to normalne, że zawodnik po meczu powinien być i trenować razem ze swoimi kolegami z drużyny. Dzielić z nimi radość zwycięstwa i smutek porażki. Znać atmosferę szatni, klimat w zespole, a nie raz na tydzień wpaść na mecz.

Oczywiście, że kilku prezesów się na mnie obruszy. Ale ja uważam, że pieniądze inwestowane w SMS-y można byłoby spożytkować, czy wykorzystać w inny, bardziej racjonalny sposób.

Nikt mnie nie przekona, że słusznym i dobrym sposobem jest uczenie chłopców grania w piłkę w szkole. To jakiś polski wymysł, który trzeba opatentować.

Szkoła daje siłę prezesom. Mogą zwalniać i zatrudniać nauczycieli (często kolegów), mają wpływ na wydatki, po prostu czują się ważni i wiedzą, że od nich wiele zależy. To, że nie mamy piłkarzy w wielkich klubach zachodnich pewnie nie ma nic wspólnego ze szkołami mistrzostwa sportowego. Są to dwa zupełnie inne tematy. SMS-y są, bo ktoś sobie tak wymyślił, stworzył mechanizm, z którego piłka ma zero korzyści. Te same pieniądze szanowni prezesi można byłoby wydać zupełnie inaczej. Z korzyścią dla wszystkich, szczególnie z korzyścią dla młodych piłkarzy.

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania jednego z bydgoskich domów dziecka.

Dowiedz się więcej na temat: szkoła | mecz | kolejka | piłkarskie | szkoły

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje