Boniek: Lech nie może czuć się faworytem

Powiało optymizmem po losowaniu 1/16 Ligi Europejskiej. Lech trafił na Sporting Braga, ale mało kto interesuje się tym zespołem.

Czytając gazety, przeglądając domeny internetowe, doszedłem do wniosku, że zaczyna się więcej mówić o ewentualnym rywalu w 1/8 finału (najpewniej Liverpool), niż o najbliższym przeciwniku.

Reklama

Nadmierny optymizm przed rywalizacją z SC Braga, to chyba wielki błąd. Jak mówił nasz "najlepszy w historii selekcjoner", słynny Leo, trzeba robić "krok po kroczku". Co prawda Leo za te słowa brał sporą kasę, ja jednak dla Lecha mam podpowiedź za darmo: drużyny portugalskiej trzeba się bać. To nie jest przeciwnik, którego można łatwo ograć.

Piłkarze z Bragi lubią i potrafią utrzymywać się przy piłce, często lubią grać bardziej wszerz, niż do przodu. To usypia i demobilizuje. Już ktoś wielki kiedyś powiedział (o ile się nie mylę, był to chyba Pele), że gdyby tytuł mistrza świata przyznawać za styl, umiejętności utrzymywania się przy piłce, cwaniactwo, spryt, to Portugalia byłaby już nie raz mistrzem. Niestety dla Portugalczyków, w piłce najważniejszy jest wynik, czyli kto ile strzeli goli, a skuteczność jest ich największym problemem.

Lech może wygrać tę batalię, ale tylko pod warunkiem, że nastawi się dobrze psychicznie do spotkania. I to nie na pokaz, ale z wewnętrznym przekonaniem. Myślenie o Liverpoolu, czy o Sparcie Praga byłoby katastrofą!

SC Braga ma w swoim CV kilka wstydliwych i dotkliwych porażek, ale są też zwycięstwa i znakomite spotkania, które przeciwnikom dają do myślenia. Podobnie jest z Lechem - wspaniałe remisy z Juventusem, zwycięstwo z Manchesterem City, czy Salzburgiem. Ale jest też długa lista dotkliwych, niespodziewanych porażek. Ustawienie się do meczu z Bragą w roli faworyta jest błędem. Nasi piłkarze tego nie lubią, o wiele bardziej cenią sobie niespodzianki. Pozycja teoretycznie słabszego daje im komfort psychiczny, zmniejsza poziom stresu i zdejmuje odpowiedzialność.

Dlatego z pokorą myślmy o Bradze, bo to może poznaniaków (myślę o wszystkich - drużynie, kibicach, piłkarzach i trenerach), zaprowadzić znacznie dalej, niż przekonanie o własnej wielkości.

Na razie jednak trzeba się rozluźnić i zapomnieć o piłce. To czas świąt, życzeń, prezentów i rodzinnej atmosfery, kolęd, miłości. Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego! Szczere i serdeczne życzenia dla kibiców, piłkarzy, dziennikarzy, właścicieli, dla wszystkich, którzy uwielbiają rywalizację sportową! Dla tych, co kochają wygrać, ale dla tych też, co umieją przegrać! Do zobaczenia w 2011 roku.

***

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.

Czytaj również:

Redaktor Roman Hurkowski nie żyje

Dowiedz się więcej na temat: Boniek | Sporting Braga

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje