Boniek: Co właściciele zyskują na inwestycjach w piłkę?

"Do piłki łatwo wejść, ale ciężko z niej wyjść. To niebezpieczny nawyk" - pisze w felietonie dla INTERIA.PL Zbigniew Boniek.

Polskim właścicielom klubów postawiłbym bez wahania pomnik. Piłka nożna, to inwestycja bez żadnej gwarancji rentowności. Większość biznesmenów z tej "zabawy" wychodzi z połamanym kręgosłupem i szczuplejszym kontem bankowym.

Reklama

Na razie jedynym, który finansowo nie traci na inwestycji jest Jacek Rutkowski. On nie zadłuża klubu ze swoich pieniędzy, rozsądnie analizując wydatki. Nie zapominajmy też, że Lech ma dobry marketing, Poznań to piłkarskie miasto, prawie całe stoi murem za "Kolejorzem", a przyznanie Poznaniowi Euro 2012 poprawiło w znacznym stopniu infrastrukturę sportową.

Lech Poznań, to dzisiaj najbogatszy polski klub, choć spoglądając na ligową tabelę można stwierdzić, że z wynikami jest troszeczkę na bakier. Po zakończeniu przygody z Ligą Europejską tego formatu klub nie może żyć tylko ligą.

Spośród innych właścicieli, dla mnie numerem "jeden" jest Bogusław Cupiał. Znamy się, lubię gościa, jest przyjemny, z ciekawą wizją. Miał wielkiego pecha, bo prawdziwa Wisła w przeszłości grałaby na pewno w Champions League, gdyby tylko wcześniej był wprowadzony plan Platiniego.

Wisła ocierała się o wielką piłkę, ale zawsze na ostatniej prostej przed fazą grupową Ligi Mistrzów trafiała na rywali z najwyższej półki, często takich nie do pokonania, jak Barcelona, czy Real. Dzisiaj awansować do Champions League jest dużo łatwiej, ale siła zespołu nie jest ta sama, co dziesięć lat temu.

Z nowej generacji właścicieli na pewno na największy aplauz zasługuje Cezary Kulesza z Jagiellonii Białystok. Z ostateczną oceną jego dokonań należy jednak poczekać, by zobaczyć, czy wygra z czasem. Życzę mu tego, bo zrobienie wielkiej piłki w Białymstoku wcale nie jest łatwe.

Nasz futbol nie jest bogaty - wydatków wiele, a przychody bardzo szczupłe. Na pewno większość właścicieli stała się postaciami publicznymi właśnie dzięki piłce. Sylwester Cacek, Józef Wojciechowski, Janusz Filipiak, czy wcześniej Krzysztof Klicki to znakomici biznesmeni, ale wizerunek i rozpoznawalność zawdzięczają właśnie piłce. Mogliby chyba nawet osiągnąć więcej sukcesów i zarobić więcej pieniędzy, ale często widzę, że nie za bardzo sami walczą o lepszy futbol, sponsorów itd.

Do piłki łatwo wejść, ale ciężko z niej wyjść. Piłka to niebezpieczny nawyk. Często wszyscy na nią narzekają, ale rzadko widzę kogoś, kto mówi "pas, dziękuję". Generalnie wszyscy właściciele zasługują na słowa uznania. Bez prezesów-właścicieli, zapalonych i zakochanych w piłce, byłoby w Polsce nudniej i mielibyśmy mniej zabawy.

PS. Nie było ani słowa w tym artykule o panu Mariuszu Walterze. Jest to człowiek, którego bardzo szanuję, podziwiam i życzę mu z całego serca, aby załapał się ze swoją Legią do wielkiej piłki.

Dyskutuj na blogu Zbigniewa Bońka

Czytaj również:

Rutkowski: Recepta na wielki klub bez długów

Klub piłkarski, czyli zabawka dla bogatych

***

Zbigniew Boniek nawiązał współpracę z INTERIA.PL. Pisze u nas felietony, a także prowadzi swojego bloga "Spojrzenie z boku Zibiego". Zapraszamy do lektury! Kolejne teksty Zibiego już niebawem!

Autor zainspirował INTERIA.PL do finansowego wspierania Bydgoskiego Zespołu Placówek Wychowawczych z ul. Stolarskiej 2.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje