Woźniacki, emigrant z "Małej Moskwy"

Karolina Woźniacka jest dziś numerem jeden światowego tenisa. Skromna, a zarazem pełna wdzięku dziewczyna, która przyszła na świat dwadzieścia lat temu w Danii, gdzie ojciec Piotr - emigrant z Polski - półzawodowo kopał piłkę.

Notowana dziś na pierwszym miejscu listy rankingowej WTA Karolina Woźniacka przyszła na świat 11 lipca 1990 roku. W Polsce rządził pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, który realizował politykę gospodarczą przygotowaną przez Leszka Balcerowicza. Prezydentem był znienawidzony generał Wojciech Jaruzelski, ale Lech Wałęsa już mówił o "przyśpieszeniu" i szykował się do kampanii wyborczej na najważniejszy urząd w państwie.

Reklama

Tymczasem państwo Anna i Piotr Woźniaccy układali sobie życie w Danii. Wcześniej byli w Niemczech, gdzie Piotr próbował sił w Waldhof Mannheim, ale najpierw musiał odbyć karencję - jako uciekinier z Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Ci bardziej znani uciekinierzy piłkarscy z PRL-u lat osiemdziesiątych to Rudolf Wojtowicz, Andrzej Rudy, czy Marek Leśniak. Piotr w Polsce występował w Miedzi Legnica i Zagłębiu Lubin. Sam ze śmiechem podchodzi do "kariery" piłkarza. "Grałem tak dobrze, że jak wylądowałem w Odense, to ten klub spadł z ligi" - wspomina Woźniacki.

Mama Anna była siatkarką. Sport zaszczepili swoim dzieciom - Patrykowi i Karolinie. Piotr mówi: "Patryk jest naprawdę zdolnym piłkarzem, ale... Musi trafić na właściwego trenera, który potrafiłby wykorzystać talent. Patryk ma inny charakter niż Karolina. Robi to, co trzeba, ale nie więcej. Tymczasem Karolina zawsze stawała przy moim łóżku w niedzielny poranek i wyciągała na zajęcia. Nawet jak byłem po imprezie, widząc zdeterminowaną córkę, wstawałem w oka mgnieniu". Anna i Piotr zaszczepiali dzieciom sport w każdej postaci.

Woźniacki w programie "Kulisy Sportu" w Polsacie Sport przyznał: "Karolina regularnie zaczęła trenować tenis mając siedem lat. Natomiast wcześniej uprawiała każdy sport. Nawet piłkę nożną. Zresztą futbol do dziś uwielbia. Kibicuje, jak ja, Liverpoolowi".

Kiedy przed US Open Karolina wygrała w New Haven, w polskim konsulacie otrzymała największy bukiet kwiatów, co stało się powodem brzydkiej reakcji Roberta Radwańskiego, który pokrzykując pod nosem opuścił polską placówkę dyplomatyczną. Od tego czasu stosunki między Woźniackim a Radwańskim już nigdy nie będą takie, jak dawniej...

Woźniacki przyznaje: "Ojczyznę nosi się w sercu". Duńczycy nie są w stanie go zrozumieć. Gdy pełni rolę coacha córki, wszystkie uwagi przekazuje po polsku. Mimo to najlepsze mecze Karoliny gromadzą przed telewizorami połowę z 5,5 miliona Duńczyków. Piotr zaznacza: "Karolina pewnie bardziej jest Duńką, niż Polką. Wychowała się w Kopenhadze, gdzie mieszkała od drugiego roku życia. Jednak my rodzice mówiliśmy do niej po polsku, stąd nie ma żadnych problemów z porozumiewaniem się".

Pięć lat temu przenieśli się całą rodziną do Monte Carlo. Woźniacki jest biegły w biznesie. Mógł sobie na to pozwolić. Dla podatków? "To najprostsza odpowiedź" - mówi. - "Jednak nie ma wiele wspólnego z prawdą. Po prostu życie na Lazurowym Wybrzeżu pozwala na zupełnie inne możliwości, choćby związane z treningiem. Stąd nasza decyzja o przeprowadzce do Księstwa Monaco".

Ponad rok temu, po przegranym finale US Open, Karolina podziękowała po angielsku, duńsku i polsku. Tak, to także nasza Bogini Tenisa - cieszmy się każdym jej meczem. Ojciec przyszedł na świat w Legnicy, gdzie stacjonowało dowództwo Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Nic dziwnego, że Sowieci określali Legnicę mianem "Małej Moskwy". "Podzielony świat, myśli warte krat" - śpiewał "Perfect". I z takiego miejsca na ziemi w wielki świat tenisa wybiła się rodzina Woźniackich.

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia!

Dowiedz się więcej na temat: WTA | us open | wozniacki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje