Kołtoń: Pstryczek Leo w nos Laty

- Reklama WBK trafia w sedno: "Leo, Why? For money" - pisze w swoim felietonie Roman Kołtoń.

Holendrzy to taki naród, który zawsze obfitował w podróżników, kupców. Leo ma zupełnie inne myślenie, niż my Polacy. Nie chcę go przez to usprawiedliwiać, ale ponowne nawiązanie przez niego współpracy z Feyenoordem jeszcze raz pokazuje naturę Holendrów: oni lubią podróżować, zarabiać. Leo zawsze podkreśla, że w jego sercu są dwa kluby: Real Madryt i Feyenoord. Im nigdy nie odmawia.

Reklama

Nie ma co ukrywać, że prawdopodobnie architektem nowego układu w Feyenoordzie jest właśnie Beenhakker. Dlaczego? Bo od nowego sezonu trenerem klubu będzie Mario Been - były asystent Beenhakkera. To zaufany człowiek Leo, pracował z nim w reprezentacji Trynidadu i Tobago.

Z naszego punktu widzenia przykro, Beenhakker prowadził z nami nieczystą grę. A to przecież Leo zarzuca mediom, czy działaczom PZPN-u prowadzenie "brudnych gier", zadawanie "nieczystych pytań", a to przecież tym razem to najwyraźniej on prowadził nieczystą grę. Na pewno nie zagrał w otwarte karty. Za plecami PZPN-u negocjacje z Feyenoordem musiał prowadzić od bardzo dawna, a dopiero w tym tygodniu próbował się dogadać z Lato.

Reklama WBK trafia w sedno: "Leo, Why? For money".

Sonda przeprowadzona ostatnio przez INTERIA.PL pokazała, że nastawienie do Beenhakkera wśród kibiców się zmienia. Wcześniej on wygrywał wojnę o poparcie. Na tle "betonowego" PZPN-u przedstawiał się jako światowiec, profesjonalista; PZPN to ci, co nic nie umieją. I to jego powiedzenie, że czuje się, jakby ciągnął zdechłego konia. Ale teraz Holender przesadził i ludzie dostrzegają, że Leo postępuje nie fair, że dla niego liczy się tylko jego interes!

Brakuje mi konsekwencji ze strony PZPN-u. Nie wykazywał jej ani Listkiewicz, ani Lato. To zaskakujące. Listkiewicz chciał Beenhakkera, wybrał go, ramię w ramię działali, więc to go trochę tłumaczu. Tymczasem Lato od samego początku był sceptyczny w stosunku do Leo, chciał odsunąć De Zeeuwa, szedł do wyborów z postulatami uporządkowania sytuacji w sztabie kadry. Nic z tego nie zostało. Lato otrzymał od Leo kolejny pstryczek w nos. Leo powiedział: "Nie mogę pracować w Feyenoordzie? To w wolnym czasie będę tam na kawę jeździł, zamiast grać w golfa!"

Czy samo wzięcie udziału w oficjalnej konferencji prasowej Feynoordu to powód do zerwania kontraktu z Beenhakkerem? Jak mam być szczery, to rozwiązałbym kontrakt z Leo, bo tak naprawdę on nam wszystkim gra na nosie. Wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli. Co dalej, po zwolnieniu Holendra? Mam konkretne rozwiązanie: na selekcjonera mianować trenera Smudę, przy czym pozwolić mu łączyć pracę z Lechem do końca sezonu i dać kontrakt do 2012. Powiedziałbym: "Franz ratuj, dasz radę. Leo miał rację, rzeczywiście terminów na kadrę na wiosnę nie jest dużo, więc dasz rady pracować i w Lechu, i z kadrą. Masz charakter, doświadczenie, a ja ci daję kontrakt do 2012 r.".

Problem PZPN-u polega jednak na braku pomysłu, bo nie uznaję za taki typowanie na selekcjonera Stefana Majewskiego, który za grosz nie ma charyzmy.

Dowiedz się więcej na temat: reklama | lato | PZPN | Kołtoń

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama